Tylko u nas
zobacz

Polecamy!

Rozwiń
Krzysztof Parda: Pozytyw-na samo-Grajka [ROZMOWA]

Krzysztof Parda: Pozytyw-na samo-Grajka [ROZMOWA]

Mirosława Kruczkiewicz

Nowości Dziennik Toruński

Aktualizacja:

Nowości Dziennik Toruński

Krzysztof Parda przy pracy nad „Pozytyw-ną  samo-Grajką”. Jak mówi, jego konstruktorskie pomysły czekają w kolejce do realizacji.

Krzysztof Parda przy pracy nad „Pozytyw-ną samo-Grajką”. Jak mówi, jego konstruktorskie pomysły czekają w kolejce do realizacji. ©Archiwum Krzysztofa Pardy

Z aktorem Teatru Baja Pomorski Krzysztofem Pardą rozmawiamy o jego „Pozytyw-nej samo-Grajce”, technice i sztuce.
Krzysztof Parda przy pracy nad „Pozytyw-ną  samo-Grajką”. Jak mówi, jego konstruktorskie pomysły czekają w kolejce do realizacji.

Krzysztof Parda przy pracy nad „Pozytyw-ną samo-Grajką”. Jak mówi, jego konstruktorskie pomysły czekają w kolejce do realizacji. ©Archiwum Krzysztofa Pardy

Czym jest stworzona przez pana „Pozytyw-na samo-Grajka”, która została pokazana w CSW „Znaki Czasu”? Pozytywką, instrumentem muzycznym, odtwarzaczem nagrań?

Chyba najbardziej adekwatne byłoby określenie „w pełni zautomatyzowana, akustyczna machina instrumentalna”. Konstrukcja zawiera trzy instrumenty. Pierwszy z nich to melodyka, czyli klawiszowy instrument dęty, drugi - dzwonki chromatyczne, trzeci - toy piano, czyli zabawkowe dwuoktawowe pianinko. Melodyka jest głośna, dzwonki wprowadzają delikatność, subtelność. Pianinko to instrument unikatowy. Zostało wyprodukowane w latach 50. ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych w niezbyt dużej liczbie egzemplarzy. Ma oryginalne brzmienie. Na takim pianinku zagrano muzykę, którą słyszymy w filmie „Amelia”.


Instrumenty grają „same”?

Są uruchamiane przez zaprogramowane bloki - elektroniczny, pneumatyczny i mechaniczny. A całość zawiera około stu solenoidów (czyli elektromagnesów). By machina zagrała, wciskam tylko jeden przycisk. Moim założeniem było połączenie dwóch światów: techniki, technologii i czegoś tak szlachetnego jak instrumenty akustyczne. W machinie jest mnóstwo elektroniki, kabli, ale dźwięk wytwarza ona tradycyjnie, z użyciem instrumentów akustycznych.

To duża machina?

Kubik o wysokości i szerokości 70 cm na 50 cm, ważący około 25 kg...

W pozytywkach często wykorzystuje się znane utwory muzyczne. Dla swojej „samo-Grajki” zamówił pan muzykę u kompozytorki.

To pochodząca z Torunia, a obecnie związana z Poznaniem Ewa Fabiańska-Jelińska. Zależało mi na tym, by z „samo-Grajki” płynęła oryginalna kompozycja, tak jak oryginalną, autorską machiną jest „samo-Grajka” i by tę muzykę stworzył fachowiec, który potrafi rozłożyć napięcia i zadbać o odpowiednią konstrukcję utworu. A Ewa akurat szukała nowego wyzwania, chciała poeksperymentować. Powiedziałem jej, jak widzę ten utwór, jaki miałby on stworzyć klimat.

A jaki to klimat?

Trochę nawiązujący do muzyki filmowej, chwilami tajemniczy. Ewa stworzyła kompozycję, którą nazwała „U-tworek”. To cała opowieść. Każdy z instrumentów się w niej prezentuje, dialogują z sobą, a nawet wdają się w ostrą dyskusję. Kompozytorka rozpisała partyturę, a do mnie należało przełożenie tego na system binarny, żeby odczytał to komputer. Przy czym muzyce towarzyszą światła, których gra jest dopełnieniem dźwięków.


Polecamy w "Nowości" PLUS:



Czy „samo-Grajka” jest pierwszą skonstruowaną przez pana maszyną?

Nie. Wykonałem na przykład tzw. slidery kamerowe, rodzaj szyn, po których jeździ kamera lub aparat fotograficzny i które zapewniają im płynne ujęcia. Są sterowane elektronicznie. Zajmuję się też fotografią i filmowaniem, więc były mi potrzebne. Stworzyłem poza tym marionetkę, dostosowaną do mojej, dużej ręki. Miała osiemnaście nitek i mogła nawet zaciskać dłoń. Robię lampki, na przykład ze... starych kranów. A gdy postanowiłem stworzyć „pozytywkę”, stwierdziłem, że w domu jest za mało miejsca. Pozbyłem się więc mebli i zrobiłem sobie nowe z palet. Jestem zresztą zwolennikiem recyklingu i gdy widzę kawałek wyrzuconej dobrej deski, to od razu biorę ją do bagażnika. Poza tym gdy czasem widzę, że wysoka cena jakiegoś przedmiotu bierze się wyłącznie z jego marki, etykietki, to się na to nie godzę i staram się zrobić taką rzecz własnoręcznie. A w ogóle to u mnie różne techniczne pomysły stoją w kolejce do realizacji.


Skąd u aktora techniczne zacięcie?

Zanim zostałem aktorem, skończyłem technikum elektroniczne. Mam dwa zawody. Technika to mój świat od kołyski. Zamiast grzechotką, bawiłem się wkrętarką! W dużej mierze zawdzięczam to ojcu majsterkowiczowi. Często towarzyszyłem mu w jego warsztacie. Bez wkrętarek, spawarek itp. nie umieliśmy się obejść. Do naszego domu nigdy nie wzywało się fachowców, wszystko naprawialiśmy sami. Stąd zresztą wybór technikum.

Miał pan taki konkretny, porządny zawód i nagle - aktorstwo..?

No właśnie! Ale wbrew pozorom lalkarstwo ma z techniką sporo wspólnego. Teatr lalek jest teatrem formy. Parę lat temu z moją koleżanką ze szkoły Dominiką Miękus przygotowaliśmy spektakl „Marionetka - kosmiczna tajemnica”, w którym było dużo elektroniki i w którym mogłem się wykazać również jako technik. Technika i sztuka mogą się wzajemnie uzupełniać, a ja nie potrafię funkcjonować bez jednej i bez drugiej. Bardzo lubię zresztą przebywać w naszej teatralnej pracowni, rozmawiać ze świetnymi fachowcami, którzy tam pracują.
  • Krzysztof Parda ukończył Wydział Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku warszawskiej Akademii Teatralnej.
  • Przez sezon pracował w teatrze w Radomiu. W „Baju Pomorskim” od 2011 roku. Oglądać go tu można m.in. w tytułowej roli w „Robinsonie Crusoe” i w „Ślubie” Gombrowicza, gdzie gra Henryka.


Zobacz wideo: Pokazy linoskoczków na Rynku Staromiejskim w Toruniu


Czytaj treści premium w Nowościach Dziennika Toruńskiego Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Warto zobaczyć

Wideo