Kto kupi miasto?

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Ciekaw jestem, czy Marek Krajewski doczeka się kiedyś we Wrocławiu pomnika. A choćby pomniczka przeszkadzajki gdzieś obok rynku. Bo we Lwowie, któremu również poświęcił już parę książek, raczej na cokole nie stanie. Najbardziej znany dzisiaj polski twórca kryminałów, a do tego, jak wiadomo, erudyta niebywały, całkiem niedawno gościł u nas w regionie. No i poza tym, że zafundował publice przepis, jak napisać kryminał, pewnie skłonił nas też do pogdybania o tym, co można zrobić z wizerunkiem miasta w kulturze pop.

<!** Image align=left alt="http://www.express.bydgoski.pl/img/glowki/zaluski_mariusz.jpg" >Ciekaw jestem, czy Marek Krajewski doczeka się kiedyś we Wrocławiu pomnika. A choćby pomniczka przeszkadzajki gdzieś obok rynku. Bo we Lwowie, któremu również poświęcił już parę książek, raczej na cokole nie stanie. Najbardziej znany dzisiaj polski twórca kryminałów, a do tego, jak wiadomo, erudyta niebywały, całkiem niedawno gościł u nas w regionie. No i poza tym, że zafundował publice przepis, jak napisać kryminał, pewnie skłonił nas też do pogdybania o tym, co można zrobić z wizerunkiem miasta w kulturze pop.

Krajewski miał zresztą zadanie ciekawe, bo jakkolwiek by było, przedstawiał nam światy niby bliskie, a kompletnie egzotyczne. Bo to w końcu światy, które zniknęły. Do tego światy barwne nadzwyczaj, bo i w przypadku międzywojennego Wrocławia, i jeszcze bardziej Lwowa, w wersji multi-kulti. I nie da się ukryć, że dla promocji zaginionego Breslau zrobił tyle, że wielu Polakom Wrocław już na wieki wieków kojarzył się będzie z Eberhardem Mockiem. I stał się wzorcem metropolii, która pewnego dnia wyparowała. Tak jak Sandomierz, dzięki „Ojcu Mateuszowi”, stał się wzorcem sielskiego miasteczka, w którym pięknie jest, a ludzie, choć bywają paskudni, to jednak tylko chwilami.

Swoją drogą to ciekawe, że Krajewski ze swoim kronikarsko-kryminalnym produktem zaskoczył, a tylu mu podobnych, którzy eksploatowali inne miasta, już niekoniecznie. A nie da się ukryć, że choćby Marcin Wroński ze swoim międzywojennym Lublinem komisarza Maciejewskiego, pełnym chasydów, Polaków i nie tylko, to przyzwoita robota.

<!** reklama>W popkulturze - tej szeroko rozumianej, od niemożliwych chałtur, do kultury prawie wysokiej - miasto często zaczyna być jednoznacznie kojarzone z twórcą i produktem. Dla mnie Nowy Jork zawsze będzie miastem Allena i jego inteligentów z pretensjami i dylematami. I jakoś wcale mi nie przeszkadza to, że w niektórych latynoskich czy murzyńskich dzielnicach Allen jest równie znany jak rzeźbiarz ludowy z Mławy. Nie przeszkadza mi zresztą i to, że Allen ostatnimi czasy więcej robi dla promocji miast w Europie, z Barceloną na czele... Najbardziej oczywiście przyklejają się do miast seriale, by wspomnieć „Dallas” sprzed lat. Pokoleniu naszych 50-, 60-latków Denver za to też będzie kojarzyło się już na wieki z rodziną Carringtonów i jej życiem, które jednak w Denver specjalnie typowe nie jest.

Oczywiście, miasta dobrze wiedzą, że odpowiednie skojarzenia to połowa sukcesu. I próbują jak mogą. Bydgoszcz błyskała w serialach, ale z takich błysków wynika niewiele. Toruń nawet w paru filmach udawał inne miasta, ba, też nadmorskie. Ale czy warto naśladować Kraków, który wsparł ostatnio szlagier kryminalny, czyli „Uwikłanie” i nie schodzi tam z ekranu? Średnio. W takim wypadku najczęściej za dużo jest folderu, a za mało klimatu. Bo do klimatu trzeba Allena. Albo choćby Krajewskiego.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie