Kto nie lubi zabytków?

Karolina Mazowiecka
Udostępnij:
...tymczasem urzędnicy często mają związane ręce, choć co roku w budżetach miast są pieniądze na prace konserwatorskie, restauratorskie i roboty budowlane. Dyskutować można, czy nie powinno być ich więcej.

...tymczasem urzędnicy często mają związane ręce, choć co roku w budżetach miast są pieniądze na prace konserwatorskie, restauratorskie i roboty budowlane. Dyskutować można, czy nie powinno być ich więcej.

- To kropla w morzu potrzeb, ale co roku coś udaje się zrobić. Średnio 20-30 obiektów rocznie dostaje dofinansowanie na różnego rodzaju prace - mówi Sławomir Marcysiak, miejski konserwator zabytków w Bydgoszczy.

Jednak największą bolączką jest to, że zgodnie z ustawą o ochronie zabytków i opiece nad nimi, dotować można tylko budynki znajdujące się w rejestrze zabytków. W Bydgoszczy jest ich 202, w Toruniu 357. Przy czym w jednym i drugim mieście znajduje się jeszcze około trzech tysięcy kamienic, które na tę listę mogłyby trafić. Ich właściciele jednak nie kwapią się dopełnić formalności.

Czy bać się konserwatora?

Z jednej strony, oddając swoją własność pod opiekę konserwatora, traci się suwerenność decyzji dotyczących obiektu. Z drugiej to szansa na ratunek dla zabytku.

- Zdając się na rady konserwatora wcale nie spowodujemy, że budynek będzie mniej użyteczny - przekonuje Mirosława Romaniszyn, miejski konserwator zabytków w Toruniu. - Dzięki dotacji można nie tylko odnowić stare okna, ale też wstawić repliki, które w niczym nie ustępują technologicznie innym nowoczesnym oknom, a pomogą zatrzymać piękno detali sprzed lat.<!** reklama>

A zastępując zabytkową stolarkę plastikową, niszcząc ceramiczne pokrycie dachów, drewniane klatki schodowe, polichromie na ścianach i stropach, robimy z miasta kulturową pustynię...

Wpis to nie wszystko

W Toruniu na wsparcie finansowe mogą liczyć tylko obiekty wpisane do rejestru zabytków. W Bydgoszczy na remonty budynków w ewidencji gminnej również można uzyskać pieniądze w ramach bezzwrotnych pożyczek. Tu jednak tylko do pięćdziesięciu procent kosztu planowanych prac. Dołożenie drugiej połowy to spory wydatek, na który wielu kamieniczników po prostu nie stać.

Inaczej sprawa wygląda, jeśli budynek znajduje się w rejestrze zabytków. Gdy mamy do czynienia z obiektem bardzo starym, o ponadregionalnej wartości historycznej i architektonicznej, wyjątkowo zniszczonym, a także przedstawiającym szczególną wartość historyczną, dotacja na planowany remont sięgnąć może nawet stu procent! W dodatku o takie wsparcie można ubiegać się wielokrotnie (dzieląc kompleksowy remont na mniejsze etapy) i w wielu miejscach, pod warunkiem, że zakres prac się nie pokrywa.

- Dotacje to społeczne pieniądze zarezerwowane dla osób prywatnych, firm, instytucji i stowarzyszeń posiadających nieruchomości zabytkowe. Każde miasto ma w swym budżecie też środki na dbanie o stan własnych budynków. Tych jednak już jest niewiele i z roku na rok ubywa, ponieważ są sprzedawane, a wówczas ich właściciele mogą stać się beneficjentami dotacji - tłumaczy Mirosława Romaniszyn.

Ratunkiem dla niektórych zabytków może stać się wpis do rejestru przez wojewódzkiego konserwatora zabytków bez zgody właściciela. To jednak stać się może tylko w szczególnych okolicznościach (np. gdy stan budynku może grozić katastrofą budowlaną) i niestety nie pozwala podejmować dalszych kroków bez zgody właściciela.

- Tak jest z bydgoską kamienicą przy ul. Długiej 42. Wojewódzki konserwator wpisał ją na listę zabytków. Właściciel ma szanse na dotację nawet do stu procent kosztów prac, ale dotąd nie podjął z nami współpracy. Budynek popada w ruinę, grozi mu zawalenie, a strony toczą administracyjne boje - mówi Sławomir Marcysiak.

Żeby zniknęły?

Bywa, że administratorzy zabytkowych budynków woleliby, żeby zniknęły, co umożliwiłoby wykorzystanie w dowolny sposób gruntu, który zajmują, często w centrum miasta... Czy tak było z toruńską rzeźnią, która była zabytkiem, ale niestety nie została odrestaurowana tak jak bydgoska (dzisiejszy Focus Park) i trzykrotnie płonęła..? W rezultacie najbardziej wartościowy element budynku już runął.

Kilka lat temu, późną jesienią, krótko po wyprowadzeniu się ostatniego lokatora, pożar wybuchł też w pięknej toruńskiej willi przy ul. Krasińskiego 15a. Przykład typowego dla Bydgoskiego Przedmieścia budownictwa szachulcowego z początków XX stulecia w efekcie pożegnał się z Toruniem. Znalazł się ktoś, kto cudem ocalałe elementy - drewniane dekoracje i unikatowe ornamenty kupił, by wykorzystać je nie byle jak.

- Mieszkaniec Golubia-Dobrzynia postanowił ocalić zabytek. Inwestując ogromne pieniądze, w szczytnym celu odtworzył architektoniczny kształt spalonego budynku na swojej działce i wkomponował w nowo powstałą bryłę elementy oryginału. W ten sposób Golub-Dobrzyń zyskał toruńską willę - opowiada Mirosława Romaniszyn.

Mieszkańcy grodu Kopernika mogą być rozżaleni, że zabytek nie stoi już w ich mieście, jednak należy docenić fakt, że w ogóle można go jeszcze podziwiać.

- Ten budynek miał naprawdę dużo szczęścia w nieszczęściu - podkreśla pani konserwator.

Mimo tego typu problemów sporo zabytków odzyskuje blask. Poza remontami prywatnych obiektów prace rewitalizacyjne i konserwatorskie sukcesywnie przeprowadzane są w obiektach sakralnych i siedzibach instytucji. W Bydgoszczy przebudowano budynek I LO i wymieniono pokrycie dachu Zespołu Szkół nr 6. Toruńskie szkoły w Zespole Staromiejskim są sukcesywnie remontowane. Programy rewitalizacyjne obejmują nie tylko budynki, ale też zabytkowe strefy miast.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie