Kto nie pije, ten pamięta

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Właściwie wszyscy mają z tym nielichy problem. Ale to w końcu takie czasy i takie pokolenia. No bo kto dzisiaj nie ma kłopotu z dorosłością i dojrzewaniem? Teraz, kiedy świat kusi nas i wabi na okrągło?

<!** Image 1 align=left alt="http://www.nowosci.com.pl/img/glowki/zaluski_mariusz.jpg" >Właściwie wszyscy mają z tym nielichy problem. Ale to w końcu takie czasy i takie pokolenia. No bo kto dzisiaj nie ma kłopotu z dorosłością i dojrzewaniem? Teraz, kiedy świat kusi nas i wabi na okrągło? I kiedy dookoła tyle atrakcji, że żal rezygnować z uciech niedorostka? Oczywiście nie każdy mieszka z rodzicami i jest przez nich obsługiwany pod każdym względem, jak Alan, jeden z bohaterów filmu „Kac Vegas w Bangkoku”. Ale za to każdy chce się bawić tak dziarsko jak nastolatek. Bo przecież nastolatkiem można być dzisiaj do samiutkiej emerytury.

<!** reklama>Z nowym filmem Phillipsa problem mam pewnie nie tylko ja. Jego „Kac Vegas” sprzed dwóch lat niby był prosty, jeśli nie prostacki, a sprawił uciechę ludowi pracującemu jak świat długi i szeroki. Ostra komedia o zabawowych chłopakach w wieku prawie średnim okazała sie przebojem niebywałym - i całkiem słusznie zresztą. Było mocno, politycznie niepoprawnie i prawdziwie, bo przecież każdy zna takiego drewnianego typka jak Stu, takiego aspołecznego dziwaka jak Alan i takiego wiecznego pięknisia jak Phil. Było więc też jasne jak słońce, że powstanie kolejny odcinek. No i powstał. I też szczęka opada, ale z innego powodu.

Tworcy filmu postanowili bowiem opowiedzieć nam jeszcze raz ten sam dowcip. I schemat fabularny, i postacie są dokładnie takie same, tyle że akcja rozgrywa się w Bangkoku, a nie w Las Vegas. No i pojawia sie ów problem - lubimy takie powtórki z rozrywki czy niekoniecznie? Ja, niestety, niekoniecznie. Owszem, bohaterów darzę wielką sympatią, ba nawet większą, bo znamy się coraz lepiej.

Gorzej z dowcipami. „Kac Vegas” bazował w dużej mierze na zaskoczeniu - zamiast z grzecznymi żarcikami typowej komedii romantycznej zderzyliśmy się z dosadnymi kawalasami. Teraz zaskoczenie odfrunęło.

Mówiąc szczerze, miałem nadzieję, że tworcy filmu pozwolą sobie na żarciki o relacjach Amerykanie - reszta świata, ale jest ich jak na lekarstwo. Generalnie dowiadujemy się, że na świecie jest brudno, tłoczno i nieciekawie, co zresztą każdy Amerykanin, zwłaszcza taki, który nigdy nie wyjeżdżał z USA, wie doskonale. Dla nas też informacja o tym, że w swojej sporej części chłopaki z USA to ignoranci-aroganci, też przesadnie odkrywcza nie jest.

Tak więc tym razem żeni się dentysta Stu z dziewczyną z Tajlandii. Panowie jadą do tajskiego raju, idą na symboliczne piwko, no i następnego dnia budzi ich gigantyczny kac. Nic nie pamiętają, jeden ma ogoloną głowę, a drugi tatuaż na twarzy. No i mozolnie razem z nimi odkrywamy, co też działo się poprzedniej nocy.

Cóż, pewnie za dwa lata doczekamy się części trzeciej. I mam nadzieje, że tym razem Todd Phillips wymyśli coś nowego, bo takie rekordowe otwarcie, jakie miał „Bangkok”, już się nie powtórzy. A lokalizacja? Proponowałbym jakieś urokliwe miejsce w naszym regionie. Ot, na przykład „Kac Vegas we Włocławku”.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie