Kup pan szynę, kup pan właz

Jacek Kiełpiński
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Choć wszyscy wiedzą, skąd ten towar pochodzi, i pasera powinien parzyć, rocznie ginie w Toruniu kilkadziesiąt żeberkowych wpustów deszczowych. Co się z nimi dalej dzieje?

Choć wszyscy wiedzą, skąd ten towar pochodzi, i pasera powinien parzyć, rocznie ginie w Toruniu kilkadziesiąt żeberkowych wpustów deszczowych. Co się
z nimi dalej dzieje?

<!** Image 2 align=none alt="Image 165507" sub="Skupy złomu właśnie pustoszeją. Właściciele starają się opróżnić place przed planowaną od lutego obniżką cen. Na zdjęciu: Henryk Wierzbicki, pracownik „Węglokoksu-Bis”. Fot. Jacek Smarz">- Miałem tu faceta z taką kratką - mówi Zdzisław Frankowski, szef „Węglokoksu-Bis”, toruńskiej firmy, która zajmuje się skupem metali
i sprzedażą opału. - Przyjechał na rowerku i próbował nam to sprzedać. Powiedziałem krótko: Masz człowieku dwie minuty na zniknięcie z placu, bo wzywam policję. Odjechał w popłochu, a kratkę rzucił
w pobliskie krzaki. Aż dziw, że takie rzeczy nadal się zdarzają.

Wszyscy przyznają, że do połowy lat 90. panowała w branży złomiarskiej wolnoamerykanka i kradzieży tego typu było wyjątkowo dużo. Dziś dostawca metalowych elementów do skupu, teoretycznie przynajmniej, powinien zostać prześwietlony. Musi nie tylko powiedzieć, skąd pochodzą dane przedmioty, ale także pokazać dowód osobisty w celu zapisania jego personaliów.

<!** reklama>- Jeśli policja albo SOK podczas kontroli znajdą coś podejrzanego, mamy obowiązek ustalić, kto tę rzecz przekazał - wyjaśnia Zdzisław Frankowski. - Złodzieje znają obowiązujące zasady, dlatego tak mnie zdziwił tamten człowiek z kratką.
Z choinki się urwał?

Toruński Miejski Zarząd Dróg mówi o 60 podobnych kratkach, które zniknęły z toruńskich ulic
w ubiegłym roku.

- Ginęły też uliczne włazy kanalizacji deszczowej. Na ulicach, gdzie zdarzało się to notorycznie, zastosować musieliśmy włazy betonowe
- mówi Agnieszka Kobus-Pęńsko, rzeczniczka MZD. - Każda kradzież tego typu może doprowadzić do groźnego wypadku, dlatego apelujemy o jak najszybsze powiadamianie nas, gdy ktoś zauważy brak włazu czy wpustu. Nasze pogotowie drogowe natychmiast się tam uda
i zabezpieczy to miejsce.

Falę kradzieży włazów kilka lat temu przeżywała „Cergia” dostarczająca ciepło do części toruńskich domów. - Mamy około 1500 tego typu włazów na terenie miasta, głównie przy komorach ciepłowniczych. Zdarzało się, że w ciągu roku znikało 40-60 sztuk - informuje kierownik dystrybucji, Zdzisław Iglewski. - Dziś tych kradzieży jest mniej, ale problem wciąż istnieje. Choć skupy złomu wiedzą, czym to grozi, ciągle zdarzają się takie, które przyjmują towar ewidentnie oznaczony. Osobiście odbierałem kiedyś z takiego miejsca blachy
z nazwą naszej firmy. Gdy cena złomu idzie w górę, znikać zaczyna wszystko, nawet kratki wycieraczek przed wejściami do klatek schodowych bloków mieszkalnych. Sam tego doświadczyłem.

Ostatnio większą liczbę tego typu przypadków zanotowano przed... olimpiadą w Chinach.

- Chińczycy mieli ogromne zapotrzebowanie na stal i ceny zaczęły rosnąć - wyjaśnia Zdzisław Frankowski. - W tej branży ruchy cen to zjawisko normalne. Choćby w tej chwili spieszymy się z dostarczaniem odbiorcom ostatnich dostaw, bo z końcem stycznia ceny mają spaść o dobre 150 złotych na tonie.

<!** Image 3 align=none alt="Image 165508" sub="Tych słupków nie można pomylić. Gdy oznaczone herbem Torunia elementy trafiły na złomowisko, ich odbiorca stał się paserem. Fot. Archiwum policji">

Zmiany cen złomu nie wpływają specjalnie na liczbę kradzieży elementów metalowych na kolei. Straż Ochrony Kolei walczyła i walczy
z tym procederem codziennie.

- Łupem złodziei padają często urządzenia SRK, czyli sterowania ruchem kolejowym - mówi Bogdan Worytko z komendy SOK w Bydgoszczy. - Chodzi o kable miedziane i elementy aluminiowe. Szczególnie groźne są kradzieże linek prądu powrotnego. Brak tego uziemienia może spowodować wystąpienie łuku elektrycznego i śmierć osoby idącej wzdłuż torowiska w momencie przejeżdżania pociągu.

Nadal giną też obciążniki sieci trakcyjnej. Jeden taki element żeliwny waży aż 7 kilogramów. Gdy zabraknie kilku, sieć się opuści, co może doprowadzić do zerwania jej przez przejeżdżającą lokomotywę. Na trasie Toruń-Bydgoszcz doszło kiedyś do takiego przypadku i ruch pociągów musiał zostać wstrzymany.

<!** Image 4 align=none alt="Image 165509" sub="Jeśli policja albo SOK znajdą coś podejrzanego, mamy obowiązek ustalić, kto tę rzecz przekazał - wyjaśnia Zdzisław Frankowski, właściciel „Węglokoksu-Bis”. Fot. Jacek Kiełpiński">

- Giną też elementy czujników na przejazdach kolejowych. Skutek może być bardzo poważny, bowiem na przejeździe nie włączy się czerwone światło - dodaje Bogdan Worytko. - Dlatego powstał specjalny katalog przedmiotów pochodzących z kolei, których nie wolno przyjmować złomiarzom. Każda osoba prowadząca skup ma obowiązek wiedzieć, jak wygląda na przykład rdzeń dławika, nie odbierać tego elementu, a najlepiej powiadomić o tym policję.

Na marginesie, toruńska policja nie przypomina sobie, by została powiadomiona przez właściciela jakiegokolwiek skupu o próbie sprzedaży przedmiotu ewidentnie kradzionego. Dlatego SOK sama robi kontrole na złomowiskach.

- Raz, dwa razy na tydzień znajdujemy w takich miejscach coś kolejowego. Największe znalezisko
w naszym regionie to fragment sieci trakcyjnej, skradzionej w... Katowicach. By to ustalić, niezbędne były badania specjalistyczne - wspomina Bogdan Worytko. - Złomiarze często palą tak zwanego głupa i twierdzą, że nie poznali czegoś, bo było zniszczone, pogięte. Także prowadzona przez nich ewidencja pozostawia wiele do życzenia. Często prowadzą ją tak, by trudno było ustalić, skąd dana rzecz pochodzi. Na przykład, szyna kolejowa wpisana zostaje jako złom ciężki. Złomiarze często nie są nam przychylni. Nawet potrafią poszczuć psami. Mieliśmy też przypadek, gdy na nasz widok złomiarz wywiesił kartkę, informującą o tym, że... właśnie w tej chwili zawiesza działalność.

Właściciele skupów doskonale zdają sobie sprawę z konsekwencji, wynikających z obrotu przedmiotami noszącymi znaki szczególne, które ewidentnie zostały skradzione. W takim przypadku traktowani są jak paserzy. Dlatego także ich zaskoczył przypadek wykrytej
w październiku kradzieży słupków z herbem Torunia, które zdemontowano na czas budowy parkingu podziemnego przy placu św. Katarzyny. Znaleziono je w jednym
z podtoruńskich skupów. Złodziejem okazał się ochroniarz, który miał pilnować placu budowy.

- To zupełnie wyjątkowa historia - przyznaje Zdzisław Frankowski. - Przecież te słupki były dosłownie podpisane!

Zdaniem pytanych przez nas nieoficjalnie policjantów, jak i samych złomiarzy prowadzących uczciwie interes, sprzedaż czegoś tak trefnego jak właz studzienki czy słupek
z herbem Torunia mógłby nastąpić tylko w wyjątkowych okolicznościach. Złomiarz bez wątpienia zna doskonale złodzieja, a ten ma pełne zaufanie do odbiorcy. Mało tego, muszą się umówić na odpowiedni moment dostawy trefnego towaru. Najlepiej w dniu odbioru kontenerów ze złomem przez dużego odbiorcę.

- Choćby teraz na placu mam kontenery firmy Drapol i MRG - pokazuje Zdzisław Frankowski. - Oczywiście, podczas kontroli policja czasem do nich zagląda nawet w ostatniej chwili, ale jeżeli czegoś poszukiwanego od razu nie wyłowi, już nigdy się to nie znajdzie. Zawartość kontenera idzie prosto do huty. I tak to się pewnie odbywa. Mnie dziwi jedno - interes na takich trefnych przedmiotach jest praktycznie żaden, a ryzyko przecież ogromne.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie