Las pogroził palcem

Aleksander Nalaskowski
Nie tak dawno donosiłem Czytelnikom o spotkaniach w lesie. O napotkanych jeleniach, sarnach i zajączkach. Nie ukrywałem też zachwytu z powodu łosiej pary, która dumnie wpatrywała się we mnie, czyli dziwnego zwierzaka wyglądającego jak koń z garbem. Wielu mnie pytało: „a to prawda?”. Oczywiście, najszczersza prawda. Życie dopisało jednak dalszą część tej opowieści.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.express.bydgoski.pl/img/glowki/nalaskowski_aleksander.jpg" >Nie tak dawno donosiłem Czytelnikom o spotkaniach w lesie. O napotkanych jeleniach, sarnach i zajączkach. Nie ukrywałem też zachwytu z powodu łosiej pary, która dumnie wpatrywała się we mnie, czyli dziwnego zwierzaka wyglądającego jak koń z garbem. Wielu mnie pytało: „a to prawda?”. Oczywiście, najszczersza prawda. Życie dopisało jednak dalszą część tej opowieści. Parę dni potem, truchtając po lesie w środku gęstwiny, przy paśniku zauważyłem dorodnego łosia. Bez rogów (ale samce nie mają bodaj o tej porze poroża), ogromny i wyniosły. Skubał siano. Z rozmysłem, powoli, ze smakiem. Gdy mnie zauważył (Arabeska poczęła parskać i się nieco niepokoić) chwilę się zastanowił i leniwym krokiem odszedł w młodnik. Stępem ruszyłem za nim. Pamiętając wszak pytania, czy naprawdę widuję łosia (moje opowieści bywają nawet przez moich synów traktowane jak wędkarskie łgarstwa o „taaakiej” rybie), wyjąłem komórkę i począłem robić fotografie. Całą serię zdjęć. Jednakowoż ten sprzęcik to nie markowy aparat, fotki są marne. Zachciało mi się podjechać bliżej. Łoś nie spiesząc się, także odchodził, od czasu do czasu zerkając za siebie. Zatrzymał się. Zrobiliśmy z Arabeską jeszcze parę kroków i wówczas… Ogromne zwierzę zrobiło błyskawiczny zwrot na zadzie, zwróciło do nas przodem, opuściło łeb, stuliło uszy i ruszyło na nas ostro z kopyta (a raczej z racicy). Oj, skończyły się żarty! I my zrobiliśmy błyskawiczny zwrot i dawaj!, hacząc o drzewka, obijając głowę (Arabeska) i kolana (ja) galopem do ścieżki. Łoś biegł za nami. Zaraz sobie przypomniałem, że ktoś mnie przekonywał, iż łosie nie potrafią galopować. Ten galopował i to nieźle. Na ścieżce już nie miał z nami szans. Oddaliliśmy się, on stanął. Gapił się w nas i lekko dyszał. Ruszyliśmy w jego stronę stępem. Znowu skulił się do ataku. Odpuściłem. Poszliśmy w drugą stronę, a on został. Dwa dni później podobnie pogonił koleżankę ze stajni. Od zaprzyjaźnionego leśnika dowiedziałem się, że takich przypadków było więcej. Ludzie mu donosili.

<!** reklama>Według mojego przyjaciela, specjalisty od jeleniowatych, profesora z Polskiej Akademii Nauk, były to zachowania raczej zabawowe. Albowiem samce pozbawione poroża mają jednocześnie niedobór testosteronu, który warunkuje agresję.

Jakkolwiek, przestraszyłem się naprawdę. Przyroda pokazała ułamek swojej mocy i prawdy. Jestem gościem w lesie. Las ma swoje prawa. Ma swoich prawowitych mieszkańców. I nic tu nie mają do rzeczy poglądy polityczne, demokracja czy nominowanie kogokolwiek na cokolwiek. Las to miejsce równych praw, praw tych samych od stuleci. Łoś ma prawo cię atakować, ma prawo pokazać, że mu się nie podobasz, a ty masz prawo uciekać. Proste prawda?

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie