Lewy profil marszałka

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Politycy to jedne z najczęściej atakowanych w Internecie osób. Marszałek województwa Piotr Całbecki z dwiema sprawami poszedł na policję, choć obrażany bywał dziesiątki razy.

Politycy to jedne z najczęściej atakowanych w Internecie osób. Marszałek województwa Piotr Całbecki z dwiema sprawami poszedł na policję, choć obrażany bywał dziesiątki razy.

<!** Image 2 align=none alt="Image 174290" sub="Marszałek Piotr Całbecki, nazywany przez internautów chociażby „kmiotem” lub „totalnym bucem”, niezwykle rzadko - według jego rzeczniczki - zwraca uwagę na tego typu obelgi w sieci. W opinii osób, które znają marszałka, to nie pasuje po prostu do jego charakteru Fot. Jacek Smarz">Nazywany był (i jest) przez agresywnych forumowiczów „kmiotem”, „totalnym bucem”, „zatrudniającym za nasze pieniądze 700 darmozjadów”, „wrogiem regionu i Bydgoszczy” i nie tylko. Wystarczy w którąś z popularnych wyszukiwarek wklikać słowo „Caubecki” (tak nazywają marszałka najostrzej krytykujący) i przekonać się, jakie teksty adresowane są marszałkowi województwa.

Fałszywy ideologicznie

Jak zapewnia Beata Krzemińska, rzeczniczka Urzędu Marszałkowskiego, jej szef niezwykle rzadko zwracał uwagę na podobne posty w sieci. W dwóch przypadkach jednak ostro powiedział „nie”.

- Dwa przypadki marszałek imiennie zgłosił policji. Chodziło o stworzony mu przez kogoś profil na Naszej Klasie, na którym przypisywano mu fałszywą ideologię oraz o pewien post internetowy, w którym zarzucano mu popełnienie czynu zabronionego. Oba postępowania są w toku. Policja szuka autorów tych wyczynów - wyjaśnia oględnie Beata Krzemińska.

<!** reklama>Osobiście zauważyła, że Piotr Całbecki najczęściej atakowany jest na forach lokalnych gazet. Uważa, że podlegać powinny one większej kontroli, a ich administratorzy winni wykazywać się większą odpowiedzialnością. - No forach zbyt często pojawiają się głosy frustratów, obrażających osoby publiczne, z którymi nigdy nawet nie mieli okazji się spotkać - uważa rzeczniczka marszałka.

Sama wpisami na swój temat się nie przejmuje. Choć nie wyklucza, że w określonej sytuacji również zdecydowałaby się bronić przed internetowym atakiem, kierując sprawę na drogę sądową.

- Bo każdy gdzieś ma swoją granicę wytrzymałości - przyznaje poseł Andrzej Walkowiak (PJN). - Wchodząc do polityki, wystawiamy się na widok publiczny. Godzimy się na ten swoisty striptiz: składanie oświadczeń majątkowych, odpowiadanie na najtrudniejsze nawet pytania i tak dalej.

Zdaniem posła, nieraz na jego temat pojawiały się na rozmaitych portalach kłamliwe wpisy, przerysowana krytyka z wulgaryzmami. - To bolało i boli, ale wyhodowałem sobie na tyłku twardszą skórę i nie zamierzam ścigać autorów takich postów - mówi Andrzej Walkowiak. - Nie byłbym już jednak taki kompromisowy, gdyby w sieci atakowano moją żonę czy dzieci.

Żeby się nie zadręczać

Poseł przyznaje, że celowo narzucił sobie metodę uników. Po prostu unika zaglądania na niektóre fora (choćby kusiło) i czytania opinii na swój temat. Żeby się nie zadręczać tak, jak stało się to choćby w przypadku Doroty Sieniewicz. Przypomnijmy, że znana polska siatkarka zrezygnowała z kariery sportowej właśnie po internetowej nagonce.

Zdecydowanie bliżej ustawioną granicę odporności na internetowe treści ma Konstanty Dombrowicz, były prezydent Bydgoszczy. Jeszcze jako gospodarz miasta pozwał do sądu blogera. Tomasz Mazur, trzydziestoletni politolog, założył bloga stopdombrowiczowi.pl. W zeszłym roku nie szczędził prezydentowi słów krytyki. Zarzucał mu chociażby zadłużenie miasta, negatywne odnoszenie się do bydgoszczan i ignorowanie ich potrzeb.

Za „chłopa z Ludowic”

Padły też takie sformułowania jak „chłop z Ludowic” (Dombrowicz urodził się w tej wsi, w powiecie wąbrzeskim), „buraczane oblicze” i „dziedzic z Ludowic”. Te szczególnie obraziły prezydenta. Pozwał blogera o ochronę dóbr osobistych. Oczekuje od niego przeprosin na pierwszych stronach gazet oraz zadośćuczynienia, które miałoby wesprzeć cele społeczne. Sprawa trafiła na wokandę w kwietniu, do pierwszej konfrontacji stron doszło dopiero w maju. Na okoliczność opóźnień w budowie trasy S5 zeznawał poseł Andrzej Walkowiak. Przygotowanie tej inwestycji były jednym z argumentów podnoszonych na blogu Mazura przeciwko Dombrowiczowi.

Na kolejnej, czerwcowej rozprawie, świadkiem eksprezydenta Bydgoszczy miał być Radosław Sikorski, szef MSZ. Ale nie dojechał, usprawiedliwiając się sprawami wagi państwowej. Zeznawali za to urzędnicy ratusza oraz Piotr Cyprys, członek grupy „Damy szansę Bydgoszczy”. Kolejna rozprawa ma odbyć się 29 sierpnia.

Michał Zaleski się nie zniży?

- Prezydent Torunia nie ściga internautów. Wychodzimy z założenia, że do takiego poziomu zniżać się nie będziemy - mówi Aleksandra Iżycka, rzeczniczka Michała Zaleskiego. - Nie monitorujemy specjalnie pod tym kątem forów czy portali społecznościowych.

Jest jednak historia, którą ochrzczono walką prezydenta z internuatą. Chodzi o sprawę Bartosza Dawidowicza, lepiej znanego torunianom jako Hecer (nick). Działania Zaleskiego krytykował w sieci nieraz i od dawna. W okresie ostatniej kampanii wyborczej Zaleski pozwał go do sądu.

- Nie chodziło jednak o aktywność w Internecie, ale pisma, które rozesłał do różnych instytucji, w tym do Ministerstwa Infrastruktury i Centrum Unijnych Projektów Transportowych. Zarzucał w nich prezydentowi, m.in., korupcje i działanie na szkodę miasta. W sądzie doszło do ugody. Poinformowaliśmy o jej treści wszystkie instytucje - kończy Aleksandra Iżycka.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

h
hecer
Nade mną się pochylił.
Dodaj ogłoszenie