Lis przed sądem i królicze embriony zamiast mięsa, czyli jak w średniowieczu postrzegano zwierzęta – także w czasie postu

Wojciech Szczęsny
Wojciech Szczęsny
Św. Tomasz z Akwinu twierdził, że kurczaki to zwierzęta wodne (na zdjęciu: fragment fresku z kościoła dominikańskiego we Florencji)
Św. Tomasz z Akwinu twierdził, że kurczaki to zwierzęta wodne (na zdjęciu: fragment fresku z kościoła dominikańskiego we Florencji)
- W średniowieczu wiele stworzeń starano się podciągnąć pod kategorię zwierząt wodnych, po to by można je było spożywać tak jak ryby. Kreatywni kucharze wymyślali przeróżne zamienniki szykując szynkę z mięsa łososia albo wypełniając skorupkę jajka ikrą czy też zsiadłym mlekiem migdałowym - mówi Maja Iwaszkiewicz, historyczka sztuki i mediewistka, autorka książki „Świnia na sądzie ostatecznym. Jak postrzegano zwierzęta w średniowieczu”.

Czy wiemy od kiedy na terytorium obecnej Polski obchodzi się święta wielkanocne?
Obchodzenie świąt Wielkiejnocy obowiązuje w świecie chrześcijańskim od IV wieku, kiedy zostało to ustalone na Soborze Nicejskim zwołanym przez Konstantyna Wielkiego. Wtedy zdecydowano o dacie obchodzenia świąt wielkanocnych - mimo, że jest to święto przechodnie to właśnie od wtedy przestano je w jakikolwiek sposób łączyć czasowo z żydowskim świętem Paschy. W związku z tym, kiedy Mieszko I przyjął chrzest, także w Polsce zaczęto obchodzić wszystkie katolickie święta, w tym też Wielkanoc, więc myślę, że można przyjąć jako datę początkową 966 rok.

W jaki sposób świąteczne zwyczaje - wcześniejsze niż chrześcijańskie - przetłumaczono na język Kościoła?
Przejmowanie tradycji i symboli pogańskich oraz przekształcanie ich na użytek Kościoła to jeden z moich ulubionych tematów. Wiadomo, że chrześcijaństwo nie zapanowało w ówczesnej Europie w jeden dzień, był to długi proces i trzeba było jakoś tych pogan do nowej wiary zachęcić. Nie odbierano im więc wszystkich znanych dotąd symboli, tylko zmieniano ich treść na nową – katolicką. Takie przekształcenia symboli obserwuję bardzo często w moich badaniach nad marginalnymi rzeźbami i ilustracjami. Zarówno Boże Narodzenie, jak i Wielkanoc odbywają się w okolicach przesileń – grudniowego i czerwcowego. Te momenty roku w wielu kulturach przedchrześcijańskich również celebrowano. Z pogańskimi świętami łączą nas więc nie tylko symbole, ale i sam czas, na który święta przypadają. Przesilenie wiosenne jest oczywiście związane z odradzaniem się natury, a więc płodnością, a w chrześcijaństwie ze zmartwychwstaniem Jezusa. Świętowanie tej płodności przyrody i nowego życia obserwowanego w naturze było obecne w różnych pogańskich kulturach. Istniała też na przykład germańska bogini płodności Eostre - od której najprawdopodobniej wzięło się angielskie słowo Easter, czyli Wielkanoc - a jej symbolami były między innymi jajka i zające. Te symbole płodności i wiosny zostały po nastaniu chrześcijaństwa zawłaszczone przez nową religię i powiązane z powróceniem do życia Jezusa. Tu warto przypomnieć, że choinka bożonarodzeniowa też wywodzi się z tradycji germańskiej.

Dlaczego do dziś Wielkanoc kojarzy nam się dzisiaj akurat z barankiem, kurczakiem, zającem, a nie innymi zwierzętami?
Baranek wziął się z tradycji żydowskiej – święto Pascha nazwą przywołuje wydarzenie z Księgi Wyjścia Starego Testamentu – ominięcie przez Pana idącego po Egipcjan domów tych, którzy pomalowali drzwi krwią baranka. Jednakże już wcześniej w innych kulturach baranka składano bogom w ofierze. Baranek jest symbolem łagodności, czystości i posłuszeństwa, ale także ofiary, męki i poświęcenia, a więc też Jezusa, który zginął na krzyżu. Kurczaki i jajka kojarzą się z płodnością i nowym życiem. Ponadto jedzenie jajek podczas postu było w średniowieczu zabronione i najwidoczniej za nimi tęskniono. Już wtedy zdobiono je i malowano. Barwą był często kolor czerwony jako symbol męki Chrystusa, ale jest również znana historia o tym, że angielski król Edward I w XIII wieku kazał na Wielkanoc ozdobić 450 jaj złotem. Co do zająca – to najlepszy symbol płodności.

Kiedyś zwierzęta były przez ludzi traktowane zupełnie inaczej. Jedną z kwestii, którą porusza Pani w swojej książce, są te same zasady prawa obowiązujące zarówno ludzi jak i zwierzęta.
System prawny obejmujący w średniowieczu zwierzęta to bardzo ciekawy wycinek historii, choć mało dzisiaj znany. Popularna w średniowiecznym prawie zasada „oko za oko, ząb za ząb” obowiązywała również zwierzęta. Jeśli świnia poturbowała i zabiła człowieka, musiała stanąć przed sądem i odpowiedzieć za swoje czyny. Czekały ją więc tortury i kara śmierci. Oczywiście nie działo się tak w każdym przypadku przewinień zwierząt, ale danych o sądach zwierząt jest na tyle dużo by sądzić, że była to praktyka dość powszechna. Sprawami typu morderstwa popełnione przez zwierzęta na człowieku zajmował się trybunał świecki, ale był też trybunał kościelny, który sądził na przykład szarańcze czy myszy beszczeszczące przyklasztorne pola albo zapasy. Trybunał kościelny nie operował jednak karami śmierci a ekskomuniką i egzorcyzmami. Dla mnie w tej historii najważniejsza jest postać obrońcy, który za każdym razem przysługiwał też zwierzęciu – to stawia w takim procesie zwierzę na równi z człowiekiem i przyznaje mu sprawiedliwość. Obrońca naprawdę mógł coś zdziałać na rzecz zwierząt i znamy sprawy, w których rzeczywiście okazało się to przydatne.

Wielki Post poprzedzający święta wielkanocne nie jest przestrzegany przez sporą część katolików, ale i w średniowieczu starano się obejść obowiązujące znacznie dłużej niż obecnie zakazy dotyczące np. ograniczeń w spożywaniu mięsa - w jaki sposób?
Przede wszystkim wiele zwierząt starano się podciągnąć pod kategorię zwierząt wodnych, które tak jak ryby można by spożywać podczas postu. Wolno było więc jeść na przykład mięso bobra – bo jego ogon przypomina płetwę. Moim ulubieńcem w tej kwestii jest św. Tomasz z Akwinu, który nalegał na wodne pochodzenie kurczaków. Dodatkowo kreatywni kucharze wymyślali przeróżne zamienniki – odpowiedniki naszych dzisiejszych parówek sojowych i tofu. Robiono więc na przykład szynkę z mięsa łososia albo wypełniano skorupkę jajka ikrą czy też zsiadłym mlekiem migdałowym. Zachował się nawet przepis z XV wieku, który dodatkowo mówi o farbowaniu części tego zsiadłego mleka szafranem, żeby imitowało żółtko.

Kogo na co dzień było stać na mięso i co za tym idzie kto był najbardziej zainteresowany omijaniem religijnych zakazów?
Na mięso było stać tylko najbogatszych mieszkańców miast – władców, książąt i najwyżej postawionych osób w Kościołach. Oni byli więc zainteresowani omijaniem reguł, bo to oni lubowali się w mięsie. Biedniejsi mieszczanie i chłopi i tak jedli mięso tylko od święta, więc post nie był dla nich pod tym względem specjalnie ciężki do zniesienia. Ci pierwsi, którym trudno było zrezygnować z mięsa wymyślali przeróżne potrawy, które miały imitować mięso wyglądem i smakiem. Znane są też na przykład doniesienia o duchownych, którzy spożywali wtedy królicze embriony, które według nich nie podlegały pod kategorię mięsa... Musimy pamiętać, że poza tym Wielkim Postem, który trwał 40 dni, w średniowiecznej Europie post stanowił ponad połowę wszystkich dni roku. Oprócz mięsa odstawiano też produkty odzwierzęce – tłuszcze, masło, sery i jajka, więc tym, którzy uwielbiali mięso mogło być naprawdę ciężko. Wierni mogli też wykupić sobie dyspensę na spożywanie na przykład masła.

Tzw. "butter towers" to jedyne przykłady pomysłów na otrzymanie dyspens?
Nie, ale to najciekawsze przykłady jakie znam, bo tu datki szły na konkretny cel i skutkowały wspaniałymi dziełami architektonicznymi. Dzięki nim mamy dzisiaj między innymi piękną gotycką wieżę katedry w Rouen we Francji. Wiadomo jednak, że w wielu parafiach można było wpłacić konkretne sumy na Kościół i także dzięki temu dostać dyspensę.

W średniowieczu istniała dieta wegetariańska?
Oczywiście istniała, ale nie była najlepiej przez ogół społeczeństwa odbierana – w średniowiecznej Europie dominowało oczywiście chrześcijaństwo. Było wiele wegetariańskich sekt, np. katarzy. Niejedzenie mięsa nie kojarzyło się więc dobrze katolikom, którzy zinterpretowali słowa z Biblii tak, że od czasów Potopu człowiek może, a nawet powinien spożywać mięso. Inną kwestią była asceza – można było się umartwiać i świadomie rezygnować z mięsa jako z przyjemności. Jeżeli ktoś by jednak nie lubił mięsa to nie jest to żadna asceza, tylko grzech – odmawianie czegoś, co ofiarował nam Bóg. Były jednak też przypadki niezwykłe, jak poeta Al Ma’arri, wspominany przeze mnie w książce, który propagował dietę wegańską mając na względzie uczucia zwierząt.

Próba obejścia obostrzeń wpłynęła w jakiś sposób na kształt ówczesnej, a może i współczesnej kuchni?
Myślę, że skoro dni postnych było tak dużo, to na pewno powstało bardzo dużo przepisów na dania rybne. Kucharze z pewnością musieli się wykazać kreatywnością w czasie niejedzenia mięsa. Po 1000 roku zaczyna też rozwijać się w Europie na dużą skalę handel, na pewno więc poszczególne rejony wymieniają się przepisami, pomysłami i przyprawami. Lubię myśleć, że „w średniowieczu wszystko już było”, więc może nasze zamienniki wegetariańskie i wegańskie czerpią albo powinny czerpać inspirację z tych powstałych w średniowieczu – na przykład jajka z mleka migdałowego chętnie bym spróbowała, ponieważ nie znoszę jajek.

Wielkanoc kojarzy się w Polsce także z roślinami - palemką, baziami, czy rzeżuchą. Jak w średniowieczu wyglądała hodowla roślin?
O hodowli roślin w średniowieczu można się między innymi dowiedzieć z traktatu Tacuinam Sanitatis, który w Europie stał się popularny od XIV wieku. Są tam instrukcje jak hodować rośliny, ale też które należy wybierać pod względem zdrowia. Zdrowotne działanie ziół opisywały też liczne herbaria. W średniowieczu mocno wierzono w teorię humoralną wedle której we krwi człowieka cyrkulują cztery płyny: krew, flegma, żółć i czarna żółć, które miały warunkować jego osobowość, zachowania i psychikę. Kierowano się tymi płynami również w doborze diety, na co zwracali uwagę autorzy traktatów o hodowli roślin. Z wyodrębnienia tych czterech płynów i dominacji poszczególnych z nich w ciele człowieka wzięło się zresztą także do dzisiaj znane rozróżnianie typów ludzi na sangwiników, flegmatyków, melancholików i choleryków.

Materiał oryginalny: Lis przed sądem i królicze embriony zamiast mięsa, czyli jak w średniowieczu postrzegano zwierzęta – także w czasie postu - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

z tego co wiem to wg św. Tomasza z Akwinu kobieta była półczłowiekiem

Dodaj ogłoszenie