Łyk mocnego Porto

Redakcja
Ten trunek robi się tak: zebrane grona są miażdżone, po czym poddawane fermentacji do czasu, gdy poziom alkoholu osiągnie ok. 7%. Następnie dodawany jest spirytus winny, aquardente, w wyniku czego powstaje wino o zawartości alkoholu ok. 20%.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.express.bydgoski.pl/img/glowki/zurowski_michal.jpg" >Ten trunek robi się tak: zebrane grona są miażdżone, po czym poddawane fermentacji do czasu, gdy poziom alkoholu osiągnie ok. 7%. Następnie dodawany jest spirytus winny, aquardente, w wyniku czego powstaje wino o zawartości alkoholu ok. 20%.

Piłkę w FC Porto robi się natomiast tak: w 1893 roku zakłada się klub (pierwszy prezes - oczywiście handlarz winem), by dopiero po 41 latach mozolnej pracy przełamać monopol zespołów z Lizbony. Szczepy portugalskie umiejętnie miesza się ze szczepami sprowadzanymi z Brazylii i przez kolejne lata - zdobywając następne tytuły mistrzów kraju (do dziś w sumie 25) - całość dojrzewa do najwyższego poziomu w Europie. W 1986 roku do portugalsko-brazylijskiej kompozycji dodaje się wzmacniające smaczki z Polski (Józef Młynarczyk) i Algierii (Rabah Madjer), by rok później - po finale z Bayernem Monachium zdobyć Puchar Europy.

<!** reklama>Lubię Porto. Od tamtej słynnej piłki „piętki” Madjera, po której padła zwycięska bramka, różnie układały się losy „Smoków”. Bywało, że przez trzy lata niebiesko-biali nie potrafili wygrać własnej ligi, ale bywało też (zwłaszcza za czasów Mourinho), że zdobywali Puchar UEFA, a nawet (2004) wygrywali Ligę Mistrzów. Jutro zagrają w finale Ligi Europejskiej.

Ich rywalami będą pogromcy Lecha, Liverpoolu i Benfiki – piłkarze rewelacyjnego Sportingu Braga. Ale ja trzymam kciuki za FC Porto.

Bo to fenomen.

Gra piękny futbol „na tak”. Powie ktoś: są tacy, co grają piękniej. No i skuteczniej, bo aż na szczytach Ligi Mistrzów. A Liga Europejska, to półka niżej. To prawda. Tyle, że w epoce globalizacji piłki - gdy poza Barceloną i Manchesterem Utd. większość klubów dąży do sukcesów, żerując na słabszych i biedniejszych - FC Porto robi coś dokładnie odwrotnego. Nie należy do najbogatszych, więc co roku sprzedaje gwiazdy. I co roku, jak z cylindra czarnoksiężnika, wyciąga kolejne znakomitości. Przychodzą jako mało znani zawodnicy, odchodzą z etykietkami „najgorętszych bułeczek” na rynku transferowym Starego Kontynentu. A „Smoki” dalej w Europie się liczą. I wciąż grają piłkę, którą chce się oglądać. Kiedyś na podobny podziw za taką samą robotę zasługiwał Ajax. Coś się jednak w Amsterdamie zacięło, więc zostało tylko Porto. Klondike futbolu - jedyna taka naturalna rzeka piłkarskiego złota między Uralem, a Atlantykiem.

Tym zaś, których przed środowym finałem zachwycają dokonania Bragi, przypomnę: w ćwierćfinałach i półfinałach FC Porto grało ze Spartakiem Moskwa i Villareal CF. Dwumecz z Rosjanami wygrały „Smoki” 10:3. Z Villareal 7:4. W czterech meczach na tym poziomie, z poważnymi rywalami, 17 bramek!

A więc jutro - Dublin, 21.45. Gdzieś około 22.40. Toast. Mam nadzieję, szklaneczką Porto.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie