Majsterkowanie i miłość do drewna w genach zapisane

Maciej Koprowicz
Kuba Kopczyński przy wykonywaniu altany, którą stawiał ze swoim kolegą Wojciechem Pluskotą
Kuba Kopczyński przy wykonywaniu altany, którą stawiał ze swoim kolegą Wojciechem Pluskotą Jacek Chmielewski/Archiwum J. Kopczyńskiego
KUBA KOPCZYŃSKI z Sekcji Promocji Muzeum Etnograficznego w Toruniu opowiada o swojej stolarskiej pasji

Skąd wzięła się u pana pasja majsterkowania i obróbki drewna?
Zabrzmi to może zabawnie, ale drewno było obecne w moim życiu od zawsze! Moi rodzice zajmowali się rzeźbą ludową, a ja i dwaj moi bracia od dzieciństwa pracowaliśmy razem z nimi. Wierzę w geny, czyli w to, że pewne predyspozycje i zdolności dziedziczymy. Szeroko pojęte majsterkowanie jest bowiem obecne w całej mojej rodzinie od dawna. Dziadek zajmował się obróbką metalu, jeden z pradziadków był murarzem, a drugi stolarzem. Widać tak miało być, że i ja poszedłem w tym kierunku! Kiedy skończyłem szkołę podstawową, długo się nie zastanawiałem - rozpocząłem naukę w technikum technologii drewna o specjalności meblarstwo.
Czy to ta fascynacja spowodowała, że pracuje pan w Muzeum Etnograficznym, gdzie nie brakuje drewnianych zabytków?
Różne koleje losu rzuciły mnie do Torunia na Uniwersytet Mikołaja Kopernika, gdzie studiowałem etnologię, którą bardzo polecam. Pochodzę ze Zdziara Wielkiego, niewielkiej wioski pod Płockiem, i być może dlatego na studiach najbardziej interesowałem się tym, co było związane z kulturą wsi. Szczególnie fascynowałem się rzeźbą w drewnie i drewnianym budownictwem oraz rzemiosłem. Nie dość, że się o tym uczyłem, to jeszcze sam tworzyłem między innymi drewniane zabawki.
Czy majsterkując bazuje pan na tym, co pamięta ze szkoły, czy może czerpie pan wiedzę z innych źródeł?
Teoretyczna i praktyczna wiedza ze szkoły zostały mi w głowie. To moja baza, ale cały czas ją rozbudowuję. Nie poprzestałem przy tym na tworzeniu przedmiotów z drewna. Po studiach poznałem toruńskiego artystę Wojtka Jaru-szewskiego, który zainteresował mnie projektowaniem graficznym. Stał się moim kolegą i mistrzem. Wspierał, pomagał, tłumaczył, poświęcał dużo czasu. Nigdy nie mówił, że coś robię źle, tylko że mogę to zrobić inaczej. Ale wróciłem do stolarstwa, które zajmuje mi większość wolnego czasu. Obecnie bardzo ważna jest dla mnie współpraca z mistrzem stolarskim a moim serdecznym kumplem Wojtkiem Pluskotą z Czarnego Błota. Kiedy tylko mam możliwość, to w jego stolarni pracujemy nad różnymi projektami.
Skąd czerpie pan inspirację do swoich projektów?
Przede wszystkim z obserwacji otaczającego świata. Nie ukrywam, że dużo pomysłów dostarcza Internet. Jednak nie rzecz w tym, żeby kopiować, tylko kreatywnie się inspirować i ciekawie przetwarzać to, co się gdzieś zobaczyło. Ta robota musi dawać satysfakcję, uśmiech i frajdę.
Projektuje pan również na zamówienie?
Albo robię rzeczy swoje - przychodzi pomysł do głowy i zaczynam go realizować - albo wykonuję gotowe pomysły zlecone przez projektantów wnętrz. Ostatnio realizowaliśmy ciekawy projekt z Olą Kasiorkiewicz-Demko, w którym trzeba było wykazać się nie tylko umiejętnością obróbki drewna, ale też metalu. Chętnie pracuję także dla organizacji pozarządowych, takich jak Polska Akcja Humanitarna, Pracownia Zrównoważonego Rozwoju, Fundacja Emic i powstająca właśnie Pracownia CECH. Jako wolontariusz PAH zacząłem tworzyć dla toruńskiego biura wielkoformatowe gry edukacyjne. Projektowaliśmy je zespołowo, a ja byłem wykonawcą. Zdarza się też nierzadko, że tak po prostu rozdaję moje prace znajomym. To dla mnie najcenniejsze, gdy widzę że to, co zrobiłem, sprawia ludziom radość.
Z jakiej swojej pracy jest pan najbardziej zadowolony?
Moją ulubioną jest domek dla dzieciaków sąsiadów, który zbudowałem z palet. Największym wyzwaniem była zaś wyspa kuchenna z drewna z odzysku. Ogrom pracy, ale efekt jest świetny, a właściciel mebla bardzo zadowolony. Wykorzystując materiały, które wydają się niepotrzebne, trzeba pogłówkować, by stworzyć fajne rzeczy. Ludzie patrzą na taką paletę i myślą, że zrobienie z tego mebla jest proste. A tu trzeba dużo przycinać, szlifować, naprawiać, impregnować.
Często korzysta pan z metody upcyclingu, czyli przetwarzania niepotrzebnych przedmiotów? Czy w pana majsterkowaniu liczy się ekologia?
Ważne jest dla mnie nadawanie już istniejącym rzeczom nowych znaczeń. Zwykła europaleta do przewożenia towaru albo stare skrzynki po owocach mogą posłużyć do produkcji mebla - stołu, biurka, szafki. Staram się być ekologiczny w moim majsterkowaniu. Drewno pozyskuje się od zarania dziejów i pewnie zawsze tak będzie, ale ważne jest, by z tego, co daje nam natura, korzystać z sensem. Musimy być równorzędnymi partnerami dla przyrody. Skoro wycinamy drzewa, starajmy się je maksymalnie wykorzystywać. Przetwarzajmy, co tylko się da, a nie wycinajmy bez zastanowienia, tak jak planują to robić w Puszczy Białowieskiej.
Co jest właściwie tak fascynującego w drewnie, że je pan pokochał?
Kontakt z drewnem to kontakt z naturą. Drewno działa na moje zmysły: jest miłe w dotyku, przyjemne dla oka i daje tak wiele możliwości, a na dodatek pięknie pachnie. Szczególnie sosnowe.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie