reklama

Mamy szczęście do współpracy z miastem - twierdzi prezes mastersów LA

Piotr BednarczykZaktualizowano 
Od lewej: Wacław Krankowski, prezes PZLAM, Michał Zaleski, prezydent Torunia i jego zastępca, Zbigniew Fiderewicz Archiwum
O zakończonym, bogatym sezonie, rozmawiamy z prezesem Polskiego Związku Lekkiej Atletyki Masters, Wacławem Krankowskim.

To był chyba najtrudniejszy i najbardziej „zwariowany” sezon w historii Polskiego Związku LA Masters?
Na pewno był bardzo trudny, bo związany z organizacją wielkiego przedsięwzięcia - marcowych halowych mistrzostw świata w Toruniu, ale też i wiązał się z ogromną satysfakcją. Mistrzostwa, które zorganizowaliśmy, zostały ocenione jako najlepsze w historii. Sportowcy stworzyli dokument, który nazwali „standardem toruńskim” i wypunktowali wszystkie zalety naszej imprezy. Skierowali go do organizatorów kolejnych zawodów. To dla nas ogromna satysfakcja.

Skąd wziął się, Pana zdaniem, ten sukces?
Myślę, że są dwie podstawowe przyczyny. Pierwsza - to klimat dla sportu masters, jaki tworzy pan prezydent Michał Zaleski i podległe mu jednostki organizacyjne. Tak wielkie wydarzenie jak mistrzostwa świata byłoby niemożliwe bez życzliwości i zaangażowania władz miasta. Tym bardziej, że umowę na organizację mistrzostw z władzami Światowego Związku Masters (World Masters Athletics - przyp. red.) podpisał prezydent miasta, a nasz związek był tylko współorganizatorem. Bez gwarancji miasta nie byłoby tych mistrzostw. To władze miasta zapłaciły opłatę na rzecz WMA za prawo organizacji Halowych Mistrzostw Świata w Toruniu. Miasto współfinansowało kampanię promującą nasze zawody. Trzeba przyznać, że z bardzo dobrym skutkiem, bo liczba zgłoszonych uczestników była największa w dotychczasowej historii mistrzostw. O randze, jaką władze miasta nadały tym mistrzostwom niech świadczy fakt, że na czele komitetu organizacyjnego stanął zastępca prezydenta miasta, pan Zbigniew Fiderewicz. Także Wydział Sportu i Rekreacji, z panią dyrektor Mariolą Soczyńską i jej pracownikami był dla nas ogromnym wsparciem. Nie było tematu zgłoszonego przez nas w związku z organizacją mistrzostw, który pozostał by bez reakcji pracowników Wydziału Sportu i Rekreacji, czy jakiejkolwiek innej jednostki organizacyjnej podległej panu prezydentowi Michałowi Zaleskiemu. To wielka przyjemność pracować z tak oddanymi miastu, kompetentnymi i odpowiedzialnymi ludźmi. Drugą przyczyną sukcesu było doświadczenie większości osób pracujących w komitecie organizacyjnym. Byli to sportowcy - mastersi, którzy od ponad 20 lat uprawiają lekkoatletykę i jeżdżą po całym świecie na zawody. Organizując te mistrzostwa wiedzieliśmy, czego każdy zawodnik oczekuje. Staraliśmy się je przygotować tak, jak byśmy sami chcieli, żeby były zorganizowane. I to nam się, w większości, udało. Małe wpadki, oczywiście, były, bo takich nie da się uniknąć, ale generalna ocena wypadła dla nas bardzo pozytywnie.

Trochę słabiej wypadliście pod względem sportowym.
Nie udało nam się zrealizować celu takiego, że liczyliśmy, iż w mistrzostwach wystartuje tysiąc Polaków. Ostatecznie było ich 870. Ale jeśli chodzi o udział zawodników z innych państw, mieliśmy rekord - łącznie do imprezy zgłosiły się 4344 osoby. Jeśli chodzi o łączną liczbę uczestników ciut lepsi byli dwa lata temu Koreańczycy z Daegu, ale u nich wystartowało aż 2700 gospodarzy. Tak więc z naszej propozycji skorzystało dużo więcej osób z zagranicy.

Drugą ważną imprezą w tym sezonie były letnie mistrzostwa Europy w Wenecji. Jak porówna Pan te mistrzostwa do naszych?
Tak to już u nas jest, że mistrzostwa odbywają się naprzemiennie co dwa lata. W przyszłym roku czekają nas halowe mistrzostwa Europy w Portugalii i letnie MŚ w Kanadzie. Jeśli chodzi o wyniki sportowe, to w Toruniu 870 Polaków zdobyło 180 medali i zajęliśmy trzecie miejsce w łącznej klasyfikacji. Do Wenecji, mimo że to piękna miejscowość i można było wyjazd potraktować też turystycznie, pojechało nas dużo mniej - 108 osób, które wywalczyły 71 medali, dających nam ósme miejsce. Można powiedzieć, że pod względem sportowym jedne i drugie zawody były dla nas bardzo udane. Jeśli chodzi o organizację, to we Włoszech wpadek było tyle, że strach o tym mówić. Najlepszym przykładem były biegi uliczne. Trasy nie miały atestu. Organizatorzy najpierw ogłaszali, że ktoś pobił rekord świata, a potem okazywało się, że trasa miała o 850 m mniej, niż powinna.

Czy w związku z dobrą oceną toruńskich mistrzostw mieliście propozycje zorganizowania kolejnych imprez?
Już 30 marca, na podsumowaniu naszej imprezy, szef europejskiej federacji mastersów la zwrócił się do prezydenta Zbigniewa Fiderewicza z propozycją zorganizowania w przyszłym roku mistrzostw Starego Kontynentu. Oczywiście ten musiał odmówić, bo była to propozycja nieoficjalna, a poza tym wszyscy wiedzą, że w 2021 roku mamy przecież w Toruniu halowe mistrzostwa Europy seniorów, a to wiąże się z masą pracy. Nie byłoby szans pogodzić organizacji dwóch tak dużych imprez w tak krótkim czasie. Propozycję ponowiono na walnym zgromadzeniu federacji masters w Wenecji, ale dotyczyła ona 2022 roku. Czy złożymy aplikację? Zobaczymy, porozmawiamy z władzami miasta i zastanowimy się. Jest to jednak duży wysiłek i duże wyzwanie. Mamy zebranie zarządu związku 9 listopada i zobaczymy, jakie będzie nastawienie. Na dzisiaj nie wiem jeszcze, czy chciałbym się tego podjąć, czy nie...

Taką imprezę przygotowuje się...
Dwa lata. Choć intensywność rośnie, oczywiście, stopniowo. Decyzja o przyznaniu nam organizacji mistrzostw świata zapadła w październiku 2016 roku. Potem była wizyta techniczna, sprecyzowanie umowy, wizyty na wszystkich imprezach światowych i promowanie Torunia, wyjaśnianie, gdzie to miasto leży, jakie ma obiekty, itp. I skutkiem tego było ponad cztery tysiące uczestników. Teraz pod tym względem byłoby dużo łatwiej, na promocję wydalibyśmy dużo mniej, bo ludzie już nas poznali. Musielibyśmy przypominać jedynie o terminie. O walorach miasta, obiektach, organizacji, atmosferze już nie, bo wszystko jest znane.

W jakiej kondycji obecnie jest Polski Związek Lekkiej Atletyki Masters? Członków przybywa, ubywa, czy wciąż jest tyle samo?
W przyszłym roku będziemy świętować swoje 30-lecie. Powstaliśmy w 1990 roku jako Polski Związek Weteranów Lekkiej Atletyki. Przez cały czas siedziba i prezesi są z Torunia. Przez pierwsze dwie kaden-
cje szefował nam Gabriel Mańkowski, potem przez jedną kadencję funkcję sprawował Julian Pełka, a od 2002 roku szefem jestem ja. W tej chwili osób, które regularnie opłacają składki, mamy 450-500. Jest to spory wzrost, ale jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że nieco ponad pięciomilionowa Finlandia ma osiem tysięcy takich członków, to jednak widać różnicę. My jednak nie wprowadzamy nakazu należności do związku dla osób, które chcą wystartować w zawodach. Każdy, kto ma ochotę, może zapisać się i wziąć udział w imprezie. Większość organizacji krajowych potwierdza udział w mistrzostwach świata czy kontynentu tylko swoim członkom. My nie wprowadziliśmy takiej zasady. Jeśli ktoś nie chce zapłacić 120-złotowej składki - jego prawo. O ile ktoś wcześniej nie podpadł np. na badaniach antydopingowych - zgłaszamy wszystkich chętnych.

Mastersi jednak nie startują tylko w międzynarodowych imprezach. Tych krajowych ostatnio jest coraz więcej.
O ile, tak jak mówiłem, składki płaci 450-500 osób, to ludzi powyżej 35 lat uprawiających sport jest coraz więcej. Rozwijają się przede wszystkim biegi masowe. Uczestnicy w nich kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt tysięcy masterów. Zresztą w Toruniu też mamy kilka biegów i kilku ich organizatorów. Coraz częściej zwracają się do nas ludzie z całego kraju, by ich bieg miał status mistrzostw Polski mastersów. Na przykład od kilku lat Płock organizuje mistrzostwa na trzy kilometry, gmina Ursynów na pięć, Krynica na 10 lat podpisała umowę na „dychę” i co drugi rok w maratonie. Przez 20 lat Murowana Goślina organizowała rywalizację w półmaratonie. Poza tym mamy mistrzostwa Polski w konkurencjach nietypowych, w pięciobojach - klasycznym i rzutowym, w trójboju sprinterskim, w chodzie i normalne mistrzostwa Polski na stadionie oraz w hali. Do tego dochodzą mityngi rozgrywane w wielu miastach w Polsce. Coraz częściej dołączamy się do klasycznych mityngów seniorskich, więc okazji do startów na pewno nam nie brakuje.

Młodzi piłkarze "dokończyli" mistrzostwa Polski z 1939 r.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3