Marek Ospalski z Książnicy Kopernikańskiej nie zgadza się z opinią, że Polacy nie czytają

Paulina Błaszkiewicz
Paulina Błaszkiewicz
Marek Ospalski opowiedział „Nowościom” o swoich refleksjach na temat Festiwalu Książki, który dziś się kończy
Marek Ospalski opowiedział „Nowościom” o swoich refleksjach na temat Festiwalu Książki, który dziś się kończy Grzegorz Olkowski
Udostępnij:
Rozmowa z Markiem Ospalskim z Książnicy Kopernikańskiej w Toruniu o XX Festiwalu Książki i spotkaniach z autorami.

Dziś czeka nas ostatnie spotkanie XX Festiwalu Książki. Jak Pan ocenia całą imprezę?
[break]
Bardzo dobrze. Nazwiska zaproszonych autorów: Bonda, Rudnicki, Karpowicz czy Szczygieł mówią same za siebie. Wydaje mi się, że Toruń, jeśli chodzi o poziom festiwalu, nie odstaje od takich miast, jak Wrocław, Poznań czy Sopot. Organizatorzy trafili idealnie, jeśli chodzi o zaproszonych gości.
Jeśli chodzi o poziom artystyczny absolutnie się z Panem zgadzam, ale z frekwencją nie jest u nas najlepiej...
To mnie zastanawia już od dłuższego czasu. Spotkałem się nawet z opinią, że zaproszenie laureata najważniejszej nagrody literackiej w naszym kraju, czyli Nike, nie gwarantuje wysokiej frekwencji na spotkaniu z takim autorem. To zaskakuje, ponieważ wydarzenia, o których rozmawiamy, nie są biletowane. Z drugiej strony pojawiają się głosy, że spotkań autorskich mogłoby być u nas jeszcze więcej. Nie wiem, czy to ma sens, ponieważ Toruń jest miastem nasyconym wieloma innymi wydarzeniami kulturalnymi. Mamy festiwale filmowe i teatralne, koncerty i wystawy. Publiczność ma w czym wybierać.
I jest tak, że wydarzenia literackie są na szarym końcu. Wytłumaczenia tego stanu rzeczy są dwa: albo w ogóle nie czytamy, albo jesteśmy zmanierowani.Nie byłbym aż tak surowy w ocenach. Literatura nigdy nie była masową rozrywką, więc jeśli na spotkanie z autorem przychodzi więcej niż pięćdziesiąt osób, to jest naprawdę nieźle. Ciekawe jest jednak to, że na takie same spotkania jest dużo wyższa frekwencja w mniejszych od Torunia miejscowościach takich jak: Golub-Dobrzyń, Wąbrzeźno czy nawet Włocławek, który nie jest małą miejscowością, ale miastem. Mogę coś na ten temat powiedzieć, ponieważ Książnica Kopernikańska odpowiada za ich organizację.
Jak Pan myśli, dlaczego do mniejszych miast na spotkanie z autorem przychodzi więcej osób niż w 200 tysięcznym mieście?
Być może dlatego, że jest mniej innych wydarzeń. Biblioteka jest często najważniejszym miejscem kulturalnym w takim mieście. Wygląda to więc trochę tak, jakby na spotkanie z danym autorem publiczność czekała od lat.
Pamiętam jak w marcu przy okazji festiwalu Tuba Satyrica pojawiła się Maria Czubaszek, która przy tej okazji promowała swoją książkę. Wie Pan, jakie tłumy ludzi były na tym spotkaniu?Domyślam się. To ogólnopolski trend, że nazwiska, które pojawiają się w telewizji, przyciągają dużo większą grupę odbiorców niż nazwiska laureatów nagród literackich. Jarosław Kret, który też nie jest pisarzem, miał bardzo dużą publiczność na spotkaniu autorskim w regionie. Teraz swoją najnowsza książkę wydał Artur Orzech, dziennikarz radiowej „Trójki”, który za chwilę pewnie rozpocznie jej promocję w różnych miejscowościach.
Książnica Kopernikańska go zaprosi?
Nie wiem, ale domyślam się o co chce mnie pani zapytać. Książnica Kopernikańska nie jest instytucją, której zależy tylko na frekwencji. Gdyby tak było, to rzeczywiście zapraszanie celebrytów na spotkania autorskie byłoby dla nas idealnym rozwiązaniem. Ale tak nie jest. Nasza strategia obejmuje promocję czytelnictwa, na którą składają się także spotkania z pisarzami bądź pisarkami. Staramy się trafić w gusta, zapraszać autorów popularnych, jak i tych, o których twórczości mówimy literatura wysoka. Chcemy dać czytelnikom wybór, przedstawić ofertę, która ich zachęci do czytania.
Myśli Pan, że literatura dzisiaj jest misją? Czy warto kontynuować takie festiwale jak nasz, nawet jeśli nie ma wielkiego zainteresowania?Oczywiście, że warto. Wydaje mi się, że wiele osób stara się to upraszczać, porównując frekwencję na festiwalach z opiniami, a właściwie badaniami, których wyniki mówią, że Polacy nie czytają. To nieprawda. Nie zgadzam się z taką opinią przede wszystkim z tego względu, że statystyki nie zawsze zawierają wszystkie informacje, z których można by wysnuć jednoznaczne wnioski. Ja na przykład jestem miłośnikiem czytania komiksów, których nikt do książek nie zalicza. Poza tym za mało mówimy też o tym, że ludzie zastępują tradycyjne książki audiobookami.
Chciałabym zapytać Pana o kwestie spotkań z autorami z innej strony. Mianowicie o to, czy dla przykładu Wojciech Kuczok albo Ignacy Karpowicz chętnie przyjeżdżają na spotkania z czytelnikami do takich miast jak Toruń?Wymieniła pani prozaików, więc może tego będę się trzymał. Toruń ma to szczęście, że prozaicy chętnie tu przyjeżdżają. Gościliśmy przecież Jerzego Pilcha, Eustachego Rylskiego czy właśnie Wojciecha Kuczoka. To tylko niektóre przykłady, które świadczą o tym, że pisarze nam nie odmawiają.
Bo nie przyjeżdżają dla nas za darmo...
To prawda. Stawki są zachęcające, ale myślę, że powinniśmy spojrzeć na to także z drugiej strony. Pisarze do żadnego miasta nie jeżdżą za darmo, ale miasto też na tym korzysta. To bardzo duża promocja, zwłaszcza dla takiego Sopotu, który latem tętni życiem nie tylko ze względu na piękną pogodę, ale również festiwal „Literacki Sopot”, który przyciąga tłumy.
To może dobrym pomysłem byłoby przesunięcie Festiwalu Książki w Toruniu na lato, kiedy mamy sezon ogórkowy i niewiele się dzieje?
Może tak...

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie