Marzec w lesie

Aleksander Nalaskowski
Jeśli żyje się pobożnie, to i Bóg wynagradza. Oczywiście w naturze. Ostatniej niedzieli dało się to odczuć (ale czy ja żyję pobożnie?) w lesie. Najpierw drogę przecięły nam (tzn. Arabesce i mnie) sarny. Pokaźne stadko z koziołkiem na czele. Przebiegły płochliwie i bezszelestnie, zostawiając ślady raciczek na leśnej ścieżce.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.express.bydgoski.pl/img/glowki/nalaskowski_aleksander.jpg" >Jeśli żyje się pobożnie, to i Bóg wynagradza. Oczywiście w naturze. Ostatniej niedzieli dało się to odczuć (ale czy ja żyję pobożnie?) w lesie. Najpierw drogę przecięły nam (tzn. Arabesce i mnie) sarny. Pokaźne stadko z koziołkiem na czele. Przebiegły płochliwie i bezszelestnie, zostawiając ślady raciczek na leśnej ścieżce. Ich widok pozwolił mi na chwilę zapomnieć o pytaniu, dlaczego Kaczyński nie zaprosił (nigdzie!) Michnika z okazji obchodów rocznicy marca ’68? Potem w kniei spotkałem - także spore - stadko jeleni. Dorodny byk prowadził łanie dostojnie, ale w pośpiechu. Ciemno umaszczone zwierzęta przyglądały nam się ciekawie. Na chwilę zapomniałem o pytaniu, dlaczego Michnik tak spokojnie zareagował na brak zaproszenia i nie nazwał dosadnie prezydenta?

Potem wystarczyło zadrzeć głowę, aby zobaczyć bieliki najwyraźniej szykujące się do powrotu do leśnego gniazda ulokowanego na bardzo wysokiej sośnie. Piękne, przyglądające mi się podejrzliwie ptaki tak mnie zaabsorbowały, że przestałem się zastanawiać, dlaczego dopiero okrągła rocznica marca 68 stała się pretekstem do zwrócenia obywatelstwa wygnanym haniebnie Polakom (Polakom!). Dlaczego 31. czy 29. rocznica albo jakiś 1 maja nie były po temu odpowiednim dniem? Dlaczego tego nie zrobił Jaruzelski, Wałęsa, Kwaśniewski?

<!** reklama>Na wzgórzu (które nazywamy „papieskim”) czekał spory cukierek. Dwa piękne, przeogromne łosie. Była to bodaj klempa z młodym. Po prostu bajka! Spokojne, niczego się nieobawiające alcesy, dumne i mądre. Zdało mi się, że mały mówił do matki: „Patrz, mamuś, facet na koniu”. Tak się zapatrzyłem, tak się zachwyciłem, że najzupełniej zapomniałem o kolejnym nurtującym mnie pytaniu - czy z marca ’68 wyciągnęliśmy jakąś naukę? Czy jesteśmy po prostu mądrzejsi?

Wracaliśmy do stajni stępem. Pomału, z rozmysłem, sycąc się lasem. Drogę przebiegł nam zając (też obecnie spora rzadkość). Za mały, aby odwrócić moją uwagę od czegokolwiek. Po prostu pomknął jak medialny news. Nic ważnego.

Potem pomyślałem o moim przyjacielu Karolu Grunbergu, wybitnym toruńskim profesorze, historyku, i podziękowałem Opatrzności, że nadgorliwcy marcowi nie wygnali go do Skandynawii czy gdzieś dalej. Bo bez tej znajomości byłbym daleko uboższy. I teraz Panie Karolu, właśnie w marcu, w czterdziestą rocznicę haniebnego marca ’68, dziękuję, że jesteś. Dziękuję za wszystkie książki, za nasze gadanie o Brunonie Schulzu, za Twoją otwartość i serdeczność, za twórcze wykłady i seminaria dla moich studentów. Trwajmy w tym!

PS Wszystkie przytoczone wydarzenia są autentyczne.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie