Mężu drogi, szynka w paczce!

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Southport - nieduże miasto koło Liverpoolu. Polaków tu wielu, w tym i grupa torunian. Kto dziś nie pracuje, zabiera się do kraszenia jajek. Barwnikami przysłanymi z Polski.

Southport - nieduże miasto koło Liverpoolu. Polaków tu wielu, w tym i grupa torunian. Kto dziś nie pracuje, zabiera się do kraszenia jajek. Barwnikami przysłanymi z Polski.

Bo chociaż w nadmorskim miasteczku jest polski sklep, to nie wszystko można tu dostać. Są ogórki, szynka konserwowa, gołąbki w słoiku i inne krajowe produkty. Niektórzy jednak mówią, że najważniejszy jest klimat przy „Polish Food”, bo tu lubią gromadzić się Polacy.

<!** reklama>Mąż pani Danuty Bądzielewskiej pracował jako kierowca w toruńskim MZK. W Southport pracę załatwili mu znajomi. Do żony i dzieci dzwoni bardzo często, co kilka miesięcy ich odwiedza. Był w domu niedawno, więc na Wielkanoc zostaje w Anglii. Żona to doskonała gospodyni, więc mężowi będzie brakowało tradycyjnych specjałów. - Tak się jednak składa, że tydzień temu do mojego męża pojechała nasza najstarsza córka, Beata. Również znalazła tam pracę. Pojechała, oczywiście, zaopatrzona w polskie produkty - mówi pani Danuta. - Okazało się jednak, że nie we wszystkie smaki, za którymi mąż tęskni na Wielkanoc. Skorzystałam więc ze sprawdzonego sposobu, który w Toruniu jest już popularny. Paczkę przekazałam kierowcy autobusu jadącego w tamtą stronę. Szynka, matiasy oraz barwniki do jajek już pojechały do Southport. Nie odważyłam się tylko zapakować białej kiełbasy.

Pani Danka z uśmiechem mówi też o tym, że angielskie święcone nie będzie... święcone. Cóż, chłop, jak to chłop, może nie dotrzeć do polskiego księdza.

Zakupy w polskich delikatesach o nazwie „Łowiczanka” w Utrechcie zrobiła już także Bożena Hoff, od siedmiu lat żona Petera - Holendra. W Toruniu pracowała jako nauczycielka w klasach I-III. Do Niderlandów zaprowadziła ją miłość.

- Zakupy w delikatesach są przyjemne, jednak to nie to samo, co polski stół. Brakuje mi na przykład prawdziwego białego sera, żeby upiec prawdziwy sernik. Owszem, twaróg tu jest, ale smak zupełnie nie ten - mówi pani Bożena. - W Utrechcie jest katolicki kościół. Niestety, męża trudno przekonać do świętowania na polski sposób. Dla większości Holendrów Wielkanoc to już zupełnie świeckie święto.

Państwo Bożena i Peter Hoffowie zjedzą jednak jutro wielkanocne śniadanie we dwoje. Na stole będą jaja pomalowane przez Polkę, szynka, kiełbasa krakowska i chrzan. Będzie też domowej produkcji sernik.

- Niestety, większość naszych znajomych nie celebruje Wielkiejnocy. Religijny i duchowy wymiar nie ma dla nich takiego znaczenia, jak dla Polaków. Nie ukrywam, że co roku bardzo mi tego brakuje - kończy pani Bożena.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie