Mieszkańcy Szabdy żyli na beczce prochu

Redakcja
W podbrodnickiej Szabdzie w wyniku wybuchu zginął pięćdziesięcioletni mężczyzna. Przyczyną wypadku było prawdopodobnie rozbieranie pocisków w celach zarobkowych.

W podbrodnickiej Szabdzie w wyniku wybuchu zginął pięćdziesięcioletni mężczyzna. Przyczyną wypadku było prawdopodobnie rozbieranie pocisków w celach zarobkowych.

<!** Image 2 align=none alt="Image 166435" sub="Materiały wybuchowe były składowane w pomieszczeniu gospodarczym / Fot. Nadesłana">Dramat rozegrał się w Szabdzie, na przedmieściach Brodnicy. - We wtorek, 8 lutego, krótko po szesnastej dyżurny komendy powiatowej w Brodnicy otrzymał zgłoszenie o wybuchu - relacjonuje sierż. Agnieszka Szczucka, oficer prasowy policji w Brodnicy. - Policjanci, którzy pojechali na miejsce zdarzenie, wstępnie ustalili, iż w drewnianym pomieszczeniu gospodarczym pięćdziesięcioletni mężczyzna składował materiały wybuchowe. W niewyjaśnionych na chwilę obecną okolicznościach doszło do eksplozji.

<!** reklama>Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, ofiara zmarła wskutek poważnych urazów głównie klatki piersiowej.

Niezbędna była ewakuacja mieszkańców, ponieważ pirotechnicy znaleźli dużo więcej niebezpiecznych materiałów. - Do czwartku trwały oględziny miejsca zdarzenia - informuje Alina Szram, prokurator rejonowy w Brodnicy. - W sumie zewidencjonowano około 2000 spłonek i zapalników.

Niektóre materiały były zakopane, inne przechowywane w reklamówkach. Saperzy znaleźli też trotyl i proch w beczce pod domem.

Prokuratura wystąpi do sądu o zlikwidowanie niebezpiecznych materiałów. - Kwestią do ustalenia jest, kto zbierał niebezpieczne materiały, czy wybuch został spowodowany przypadkiem, czy przy rozbieraniu pocisków - dodaje prokurator.

Nie można niczego przesądzać przed oficjalnym zakończeniem postępowania, ale wszystko wskazuje na to, że powojenne pozostałości były rozbierane na czynniki pierwsze, a metalowe części sprzedawane w punktach skupu złomu. Podobne praktyki w regionie są dość popularne, bo okoliczne lasy pełne są niebezpieczych pozostałości z czasów wojny polsko-bolszewicznej i drugiej wojny światowej.

Doskonale zdaje sobie z tego sprawę Marian Chwiałkowski, naczelnik Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Obrony Cywilnej, autor m.in. „Bitwy polsko-sowieckiej pod Brodnicą”.

- Kiedy Niemcy wycofywali się przed natarciem Rosjan w okolicach Brodnicy, w wielu miejscach powstawały stanowiska ogniowe. Część z nich zachowała się do czasów współczesnych, na przykład w Lasku Miejskim - relacjonuje.

W Brodnicy pięć lat temu doszło do wybuchu w jednej z posesji przy ul. Wojska Polskiego. Okazało się, że gosopdarz magazynował pociski do działek przeciwlotniczych kaliber 37 milimetrów. Jeden eksplodował w rękach mężczyzny, który z poważnymi obrażeniami dolnych części podbrzusza, złamanym udem i z urwanymi palcami lewej ręki trafił do szpitala. Przeżył. Niezbędna okazała się ewakuacja mieszkańców, ponieważ mężczyzna zajmował się tym procederem wspólnie z synem, który po tragedii wywiózł część niewypałów na łąkę w sąsiedztwie trasy na Toruń i osiedlowego boiska sportowego. Saperzy znaleźli wówczas ponad 400 pocisków. Wiele z nich miało zapalniki.

Z kolei trzy lata temu na boisku przy Gimnazjum nr 1 w czasie prac ziemnych odnaleziono skrzynkę z 357 zapalników artyleryjskich.

- Pochodziły z pocisków działa dużego kalibru, prawdopodobnie 120 mm - wspomina Marian Chwiałkowski.

Ostatnio, w czasie ubiegłorocznego remontu mostu na ul. Kościelnej nurkowie natrafili na pocisk artyleryjski 57 milimetrów.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie