Mikołaj Lech: "Nazwa firmy to magnes dla klientów" [rozmowa z rzecznikiem patentowym]

Agnieszka Domka-Rybka
Agnieszka Domka-Rybka
Przedsiębiorcy często bezrefleksyjnie wybierają nazwy dla swoich biznesów. Weryfikują je tylko w Google i jak nie znajdą nic podobnego zakładają, że mogą się nimi posługiwać, a to może mieć dla nich katastrofalne skutki - ostrzega Mikołaj Lech, rzecznik patentowy, autor nagrodzonego przez Urząd Patentowy bloga znakitowarowe-blog.pl.

Dlaczego tak ważne jest, by firma chroniła swoją markę?

Mikołaj Lech:

Jest takie powiedzenie „Umiesz liczyć? Licz na siebie”. Mówię o tym właśnie w kontekście prawnej ochrony marki. Rozpoznawalna nazwa firmy potrafi być magnesem dla klientów. Nawet, jeżeli dotyczy to jedynie skali lokalnej. To wszystko jest konsekwencją dbania o jakość towarów i usług, obsługę klienta, reklamę. Można powiedzieć, że to na marce opiera się dobra opinia o firmie. Przedsiębiorcy, który zbudował dobry wizerunek, powinno zależeć na tym, aby konkurencja nie używała podobnej nazwy ani logo. Niestety, najczęściej w ogóle o tym nie myśli, dopóki nie pojawią się problemy. Jeżeli nie zastrzegliśmy naszej nazwy bądź logo w Urzędzie Patentowy, to do pewnego stopnia chronią nas przepisy nie wymagające formalnej rejestracji. Niestety, prowadzenie w ich oparciu sporów jest bardzo wymagające. W pierwszej kolejności będziemy musieli udowodnić, że te prawa w ogóle nam przysługują. Upraszczając można powiedzieć, że ochrona znaków niezarejestrowanych jest następstwem obecności marki na rynku. Czyli, tam gdzie działamy tam ta ochrona powinna obowiązywać. Wiele firm latami nie nie myśl o prawnej ochronie swojej marki.

Jak sprawdzić czy nazwa jest zastrzeżona?

Jeżeli nie chcemy popełnić błędu, to najbezpieczniej jest zlecić taką analizę rzecznikowi patentowemu. Odpowie nam wtedy na dwa kluczowe pytania. Po pierwsze czy wybrana przez nas nazwa nie narusza cudzych praw, na przykład do podobnych znaków już zarejestrowanych, oraz czy czy ta nazwa w ogóle kwalifikuje się do rejestracji w Urzędzie Patentowym. Zauważyłem, że przedsiębiorcy dość bezrefleksyjnie wybierają nazwy swoich firm. Weryfikują je tylko w Google i jak nic nie znajdą to zakładają, że mogą się nimi posługiwać. Co bardziej świadome osoby przeglądają rejestry Urzędu Patentowego, które są dostępne online. Jeżeli jednak nie znajdą tam swojej nazwy, to już przyjmują, że żadnej kolizji nie ma. Mam wrażenie, że sporo osób podchodzi do takiej weryfikacji jak do szukania wolnej domeny internetowej. Gdy coś jest dostępne, to uznają, że mają zielone światło, aby w taką markę wejść. Tylko że to błąd, który może mieć katastrofalne skutki. Znaki towarowe chronione są nie tylko na identyczność, ale również podobieństwo. Oznacza to, że nawet jak nie znajdziemy identycznej nazwy, to i tak możemy naruszać cudze prawa. Weryfikację powinniśmy zrobić również w zakresie znaków podobnych. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie czy nazwa, w którą chcemy wejść może wprowadzać odbiorców w błąd czy nie. Nasza opinia niewiele się tutaj liczy. Ważne jest, aby Urząd Patentowy albo sąd uznały, że nie naruszamy prawa.

Czemu służą znaki towarowe?

Często tłumaczę, że znaki towarowe mają na celu wyróżnić nasze towary i usługi na rynku. Dzięki temu klienci świadomie mogą wybierać przykładowo, jaką wodę mineralną chcą kupić. Gdyby każda butelka miała taki sam kształt i nie miała etykietek, to nie bylibyśmy w stanie wybrać naszej ulubionej. Tymczasem firmy po to inwestują w reklamę i podnoszenie jakości swoich produktów, aby klienci sięgali po ich marki. I taki jest właśnie cel znaków towarowych. Pomagają klientom zlokalizować produkty, na których im zależy. W praktyce przedsiębiorcy najczęściej zastrzegają znaki towarowe słowne (nazwa), słowno-graficzne (logo) oraz graficzne (sygnet). Odmian znaków towarowych jest jednak więcej. W tej formie da się chronić kolor (np. pomarańczowy ORANGE), kształt przedmiotu (np. cukierek Toffifee), wygląd budynku (np. opera w Sydney), zapach (np. zapach ściętej trawy do oznaczania piłek tenisowych), a nawet dźwięk, ruch czy prezentacja multimedialna.

Jak, krok po kroku, zarejestrować znak towarowy?

Znak towarowy zastrzega się składając wniosek do Urzędu Patentowego. Nie jest to jednak zwykła formalność. Z wielu powodów ekspert rozpatrujący zgłoszenie może nam ochrony odmówić. Przykładowo tak się stanie jeżeli uzna, że nasza nazwa jest opisowa. Opisowa, czyli taka, która wprost będzie wskazywać co pod nią oferujemy. Przykładem może być nazwa „Vipmeble”. Chyba nie muszę tłumaczyć, jaki asortyment będzie sprzedawany w takim sklepie. Załóżmy jednak, że Urząd Patentowy nie dopatrzy się takich przeszkód w naszym znaku towarowym. Wtedy publikuje zgłoszenie w Biuletynie Urzędu Patentowego i czeka trzy miesiące czy właściciele podobnych znaków już zarejestrowanych nie złożą formalnego sprzeciwu. Jeżeli ktoś spróbuje nas zablokować, to dzieje się to w postępowaniu spornym. Kończy się ono decyzją o uznaniu sprzeciwu za zasadny w całości, w części lub, że jest bezzasadny. Po przejściu wszelkich formalności z sukcesem, urząd wyda nam świadectwo ochronne. Będziemy w nim wymienieni jako właściciele praw do naszej nazwy lub logo. Od daty zgłoszenia prawo ochronne będzie obowiązywało 10 lat. Przed upływem tego terminu mamy możliwość przedłużenia ochrony na kolejny taki okres. Warto pamiętać, że wszelkimi formalnościami przy zgłoszeniu może się dla nas zająć rzecznik patentowy.

Co grozi za naruszenie znaku towarowego?

Może w tym miejscu zasygnalizuję jedynie, że właściciel znaku towarowego nie ma monopolu absolutnego na posługiwanie się swoją marką. Są pewne wyjątki, które trzeba brać pod uwagę, gdy ktoś zarzuca nam złamanie prawa. Wspominam o tym, bo mam czasami wrażenie, że ludzi to świadectwo rejestracji znaku towarowego hipnotyzuje. Automatycznie zakładają, że skoro pisze do nich kancelaria prawna, to na pewno ma ku temu powody. To zawsze trzeba weryfikować. Warto więc na tym etapie skontaktować się z rzecznikiem patentowym. Jeżeli jednak do naruszenia znaku towarowego faktycznie doszło, to konsekwencje mogą być dla naruszyciela bardzo bolesne.

Czy można ukraść nazwę firmy?

Choć wydaje się to absurdalne, to faktycznie zdarzają się takie próby. Większość przedsiębiorców nie ma swoich nazw zarejestrowanych w Urzędzie Patentowym. To daje pole do popisu różnej maści trollom. Proceder kradzieży marek jest stosunkowo prosty. Były wspólnik, pracownik czy konkurent z branży może zgłosić naszą nazwę firmy na siebie. Mając świadectwo w ręku uda się jemu zablokować naszą działalność na rynku. I, oczywiście, ktoś powie, że takie prawo można zawsze próbować unieważniać, ale w praktyce takie postępowanie ciągnie się latami. Poza tym wymaga nakładu czasu i pieniędzy. Nie możemy być zresztą nigdy pewni wyniku. Tymczasem do prawomocnego wyroku konkurent może jednym mailem usunąć naszą ofertę na Allegro czy Amazonie. Przykładowo: kilka lat temu głośno było o sporze o markę wódki SASKA. Kiedy ta nowa wódka trafiła na sklepowe półki, jej producent został pozwany. Okazało się, że kilka miesięcy wcześniej jego największy konkurent zgłosił do rejestracji taki właśnie słowny znak towarowy. Strony ostatecznie zawarły ugodę, ale już sama zablokowana sprzedaż generowała kosmiczne straty. Niedawno mogliśmy również przeczytać, że chińskie podmioty zarejestrowały na siebie takie znaki towarowe jak Mlekovita czy Łaciate. Zresztą, podobne działają firmy w Europie i zastrzegają na masową skalę znaki towarowe chińskich producentów. 95 procent sporów o prawa do marek nie miałoby miejsca, gdyby przedsiębiorca najpierw sprawdził czy sam nie narusza prawa, a potem swój znak towarowy zarejestrował.

Na blogu pisze pan o oszustach, którzy podszywają się pod Urząd Patentowy. Co o nich powinien wiedzieć przedsiębiorca, który myśli o rejestracji znaku towarowego?

W ostatnim czasie to, niestety, prawdziwa plaga. Praktycznie każda osoba, która zgłosi do rejestracji swój znak towarowy czy wzór przemysłowy po kilku tygodniach otrzymuje pismo od oszustów. Nie jest to w żaden sposób wina Urzędu Patentowego. Prawo zmusza pracowników urzędu do publikowania informacji, kto i jaki znak towarowy zgłosił. Bazy urzędowe są jasne i docelowo mają służyć weryfikacji. Te informacje można jednak wykorzystać w nieetycznym celu. Tak robią właśnie naciągacze. Lokalizują jacy przedsiębiorcy zrobili zgłoszenie i wysyłają im pismo, które upodobania się do pism Urzędu Patentowego. Kopiują logo urzędu, godło i całą treść. Jest nawet rzekomy podpis eksperta, który autentycznie tam pracuje. Nie zgadza się tylko numer konta oraz czas na zapłatę. Zamiast standardowych 3 miesięcy oszuści dają 7 dni. Niestety, przeciętny przedsiębiorca jest na co dzień bardzo zabiegany. Jeżeli widzi pismo z urzędu, to może błędnie założyć, że urząd właśnie mu znak zarejestrował. Wystarczy jedynie, że zapłaci. Ten błąd będzie go kosztował utratę pieniędzy, bo trafią one na konta przestępców.

Mikołaj Lech

Rzecznik patentowy z Bydgoszczy, autor nagrodzonego przez Urząd Patentowy bloga znakitowarowe-blog.pl. Specjalizuje się w prawie autorskim, zwalczaniu nieuczciwej konkurencji oraz prawnej ochronie marki.

Materiał oryginalny: Mikołaj Lech: "Nazwa firmy to magnes dla klientów" [rozmowa z rzecznikiem patentowym] - Plus Dziennik Łódzki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie