Mikołaj Pawłowski urodził się w Wielkopolsce. Zmarł w szpitalu w Indiach

Wojciech Wielgoszewski
Koledzy baloniarze byli częstymi gośćmi w mieszkaniu dziadków na Stawkach
Koledzy baloniarze byli częstymi gośćmi w mieszkaniu dziadków na Stawkach
Dziadka po kądzieli Mikołaja Pawłowskiego nie było mi dane poznać, bo za sprawą „łobuzów od historii” zmarł młodo ponad dekadę przed moim urodzeniem.

Zostało po nim tylko parę fotografii i pamięć, dla której utrwalenia wiele zrobiła jego córka Krystyna.
[break]
Dziadek Mikołaj urodził się w 1890 r. w podpoznańskiej Wierzenicy. Tam upłynęło jego dzieciństwo i młodość, tam 101 lat temu w modrzewiowym kościele św. Mikołaja poślubił Józefę z Kijaków, o rok młodszą koleżankę z tej samej wsi. Oboje przeprowadzili się do Poznania, gdzie urodziło się czworo ich dzieci: Zygmunt, Leokadia (moja Mama), Wacław i Krystyna. Wkrótce po wybuchu I wojny dziadek został powołany do pruskiej armii. Brał m.in. udział w bitwie pod Verdun. Dwa razy cudem uniknął śmierci; opowiadał, że stało się to za sprawą różańca.
W 1919 r. wstąpił do Wojska Polskiego. Służył w 1. Batalionie Aeronautycznym w Poznaniu, który w 1920 r. walczył na froncie wojny polsko-bolszewickiej. W 1922 r. batalion został przemianowany na Aerostatyczny, rok później - Balonowy. Wtedy Dziadka przeniesiono służbowo do Torunia. Dwa lata później sprowadził tutaj rodzinę, która zamieszkała najpierw przy ul. Kochanowskiego, później przy Szkolnej (obecnie Łączna) na Stawkach. W Toruniu urodziło się jeszcze troje dzieci: Barbara, Ludwika i Helena. Dziadek służył w 1. Baonie Balonowym w stopniu starszego sierżanta. Jako majster wojskowy - szykowacz przygotowywał do lotu sterowce i balony. Przysposabiał balony do udziału w popularnych wtedy krajowych zawodach balonów wolnych - o puchar im. płk. Aleksandra Wańkowicza i międzynarodowych - o puchar im. Gordona Bennetta. Balon „Polonia II” przygotowany przez niego w 1935 r. zwyciężył w Warszawie, a w 1937 r. w Brukseli był drugi. W nagrodę Dziadek otrzymał Brązowy Krzyż Zasługi przyznany przez Ministerstwo Spraw Wojskowych. W rodzinnych rozmowach, także po wojnie, często mówiło się o tych zawodach i zwycięskich aeronautach: kpt. Zbigniewie Burzyńskim, kpt. Antonim Januszu czy inż. Franciszku Janiku.

Ostatnia wspólna droga

Po wybuchu wojny, w nocy z 3 na 4 września 1939 r., przyjechał żołnierz z rozkazem stawienia się w koszarach. „Ojciec podszedł do nas, śpiących - wspomina ciocia - obudził mnie i powiedział tylko: „Krysia, już idę”, pochylił się i pocałował mnie w czoło. Tak samo pożegnał się z moją starszą siostrą Leokadią. Kiedy odszedł, obie bardzo płakałyśmy. Odprowadziła go nasza mama. Czekała, aż samochód z naszym ojcem odjedzie. Ten kawałek drogi, z domu do samochodu, był ich ostatnią drogą wspólnie przebytą”.
Transport wojskowy, którym jechał, został zbombardowany w Kowlu na Wołyniu. Ci, którzy przeżyli, dostali się do niewoli sowieckiej. Jeniecka droga Dziadka wiodła przez Moskwę, Zaporoże i Odessę. Z niewoli dotarły jego ocenzurowane listy. On sam otrzymał tylko jeden, choć wysłaliśmy ich wiele. W swoim ostatnim napisał: „Dostałem list od Krysi. Czytam go codziennie, znam go już na pamięć. Niedługo wrócę. Niech te maluchy modlą się za mnie”. „Maluchy” - to trzy najmłodsze córki: 8-letnia Basia, 5-letnia Wisia i półtoraroczna Lucia. „Szczególny brak naszego ojca odczuwaliśmy w święta Bożego Narodzenia i 6 grudnia w dniu jego imienin” wspomina ciocia Krysia, która w 1940 r. w zadedykowanym mu wierszu napisała: „Dziś dzień imienin jest Twych Tatusiu,/ Ty na rosyjskiej przebywasz ziemi,/ I Ci nie złożę dziś moich życzeń,/ Byś w chwilach smutku cieszył się nimi. / I Ci nie powiem, jak Cię kocham szczerze,/ Jak bardzo pragnę, abyś do nas wrócił/ Z ziemi nam obcej, dalekiej, nieznanej,/ Na którą los Cię wojenny rzucił”.

Wierzyliśmy w jego powrót

Dziadek Mikołaj w 1942 r. trafił do armii gen. Andersa. Wyczerpany trudami niewoli został wysłany do szpitala wojskowego w Indiach.
Po wojnie rodzina długo wierzyła w jego powrót. W 1947 r. ciocia Krysia napisała do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Genewie, skąd przyszła odpowiedź:
„Mikołaj Pawłowski, sierżant, zmarł w Bombaju w szpitalu wojskowym na tyfus plamisty, dnia 30 kwietnia 1942 r.”. Babcia długo nie wierzyła w jego śmierć. Po śmierci Babci (w 1991 r.) jej grób dzięki tabliczce ufundowanej przez jej zięcia, Benedykta Stawskiego, z napisem: „Ś.P. Mikołaj Pawłowski, ur. 27.11.1890 r., zmarł 30.04.1942 r. w Indiach”, stał się też symboliczną mogiłą jej męża. Nie zaprzestano jednak rodzinnych poszukiwań tej prawdziwej; przed dwoma laty okazało się, że znajduje się brytyjskim cmentarzu wojennym w Pune w zachodnich Indiach.
Wspomnieniem o dziadku „po mieczu”, Józefie Wielgoszewskim, podzieliłem się z Czytelnikami 8 grudnia 2012 r. z okazji stulecia urodzin Leonarda Torwirta. Choć Dziadek Józef zmarł w 1971 r., pamiętam zapach jego cygar i woń drewna w jego warsztacie stolarskim przy Pracowni Konserwacji Zabytków na ul. Chełmińskiej. Pamiętam barwę jego głosu i opowieści z 85-letniego życia, którymi się z nami się dzielił.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie