Minął tydzień: Mistrz Kwiatkowski dobrem wspólnym

Piotr Bednarczyk
Michał Kwiatkowski od niedzieli stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych ludzi w Polsce. A już na pewno sportowców. Z kim nie rozmawiam spoza Torunia, słyszę „ale ten wasz Kwiatek dał czadu”.

A propos tego „waszego” - o Michała od razu rozpoczęła się wojna. Bo już upomniała się o niego Chełmża (tam się urodził) i Działyń (tam mieszkał od dziecka i zaczął uprawiać kolarstwo), a cały splendor spada tylko na Toruń, skąd wypłynął na szerokie wody. Tak więc żeby Chełmża i Działyń nie czuły się poszkodowane, ustalmy od dzisiaj, że Michał jest naszym regionalnym dobrem wspólnym.
* * *
Kwiatkowski podpadł nieco dziennikarzom, starając się unikać ich po triumfie w Hiszpanii. Odwrócił jakby powiedzenie „milczenie jest złotem” na „złoto jest milczeniem”. Rozumiem zmęczenie, ale skoro już tak „nabroił” tym mistrzostwem i skoro ma siły uczestniczyć w wyczerpujących tourach, to chyba mógłby się przemęczyć tych kilka dni i odpowiednio sprzedać w mediach swój sukces. Być może zabrakło trochę doświadczenia młodemu jeszcze zawodnikowi. Tak po ludzku sportowcom osiągającym sukcesy nawet współczuję. Człowiek zmęczony, chciałby poświętować lub odpocząć, a tu telewizja jedna, druga i trzecia, radio takie i owakie, o gazetach nawet nie wspominając, politycy, kibice... Ale taka już cena sukcesu. Żal mi było niedawno naszych siatkarzy, którzy skończyli w niedzielę późnym wieczorem w Katowicach finał z Brazylią, a już w poniedziałek na 14. w Warszawie stawili się na zaproszenie bezdusznej premier Ewy Kopacz. Tymczasem należało im się świętowanie sukcesu przez całą noc, albo i dłużej. Zasłużyli sobie na to. Sportowiec musi czasami odreagować stres i nie widzę w tym nic złego. Z tego „odreagowania” najbardziej pamiętam powitania na lotnisku naszych piłkarzy po zdobyciu srebrnego medalu na igrzyskach w Barcelonie w 1992 r. oraz szczypiornistów po wywalczeniu brązu w 2009 r. na MŚ w Chorwacji. Większość sportowców, którzy osiągają jakiś duży sukces zaciska jednak zęby i „oddaje się do dyspozycji narodu” chociaż na tych kilka dni. Kwiatkowski wolał się wyciszyć. Pewnie ktoś mu źle doradził, ale trudno - mam nadzieję, że przy najbliższej okazji będzie lepiej. I że tych okazji nie będzie brakowało, czego mu serdecznie życzę. Zresztą sam Michał nieco się chyba zmitygował, bo na swojej facebookowej stronie jeszcze w czwartek późnym wieczorem „podziękował mediom za wyrozumiałość i za to, że w tak piękny sposób pokazują kolarstwo w ostatnich dniach”.
* * *
Powstał problem z nową toruńską halą, czego można się było spodziewać. Skoro władze Torunia wydały na nią tyle pieniędzy, to chcą na wszelkie sposoby udowodnić, ilu to sportowcom będzie ona służyła. Niestety, odbywa się to kosztem samych zawodników. Działacze i trenerzy pokątnie narzekają, że mają ograniczony dostęp do obiektu. Ciężko jest bowiem pogodzić koszykarki, koszykarzy, siatkarki, pingpongistów, a niebawem też laskarzy i lekkoatletów. Dodając do tego sporadyczne turnieje bokserskie czy imprezy kulturalne. Na przykład koszykarze przed arcyważną inauguracją z Anwilem musieli trenować w małej hali. I tym samym nasze drużyny tracą handicap własnego obiektu. Nie od dziś wiadomo, że koszykarze mają na swoich obiektach tak zwane „ulubione klepki”, z których trafiają w ciemno. Siatkarze, głównie przy serwach, też przyzwyczajają się do wielkości hali. Takie trenowanie raz tu, raz tam (a w przypadku siatkarek nawet rozgrywanie ligowych meczów), raz o takiej godzinie, raz o siakiej, jest kompletnie bez sensu. Mam nadzieję, że w mieście szybko ktoś się opamięta. Moim zdaniem główna hala powinna być oddana koszykarkom Energi i koszykarzom Polskiego Cukru. Na małej niech sobie grają siatkarki, a reszta przecież może skorzystać z innych istniejących obiektów - Spożywczaka, przy Zespole Szkół nr 28 lub UMK. Nie próbujmy robić niczego na siłę. Domyślam się, że pewnie chodzi o to, że koszt utrzymania nowej hali jest duży i jeśli wrzuci się do jej grafika większość klubów, to będą spore pieniądze za wynajem (nawiasem mówiąc - z miejskich dotacji, więc jest to trochę kreatywna księgowość), ale - na Boga, pamiętajmy, że sportowcy są przecież w tym wszystkim najważniejsi! Nie róbmy niczego na siłę.
* * *
Prysnęła magia Falubazu! Po sławetnym laniu w Gorzowie, gdy żużlowcy wyszli pod trybuny podziękować swoim kibicom, ci odwrócili się od nich plecami (lub inną częścią ciała, jak kto woli). A podobno prawdziwy kibic jest z drużyną na dobre i na złe. Ostatnie wypowiedzi trenera Rafała Dobruckiego można streścić jednym zdaniem: „Mam już dość pracy w Zielonej Górze”. A Jarosław Hampel wypłakuje się w mediach, że zamiast pomocy i wsparcia od klubu w momencie, gdy dopadł go kryzys, doczekał się koncepcji odsunięcia go od składu. Coś mi się wydaje, że w królestwie szarej eminencji zielonogórskiego klubu, miłośnika różowych koszul senatora Roberta Dowhana, różowo ostatnio nie jest.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie