Minął tydzień: Sportowcy też przegrywają z COVID-em (komentarz)

Piotr Bednarczyk
Piotr Bednarczyk
Ofiarą koronawirusa są m. in. koszykarze Twardych Pierników
Ofiarą koronawirusa są m. in. koszykarze Twardych Pierników AIP
Udostępnij:
Przegrywamy. Powiedzmy to sobie szczerze. Przegrywamy z koronawirusem. Rozgrywki, które nas szczególnie w Toruniu interesują, czyli ekstraklasa koszykarzy, ekstraklasa koszykarek czy liga hokeistów są poszatkowane, że aż przykro patrzeć. Ale - co tam zwykłe ligi, skoro koronawirus nie oszczędza nawet naszych sportowców z pierwszych stron gazet, jak na przykład skoczków narciarskich czy piłkarzy ręcznych.

O koronawirusie, a właściwie szczepieniach przeciwko niemu, głośno było też w minionym tygodniu w przypadku Novaka Djokovicia. Serb, znany z niechęci do wspomnianych szczepień, jakoś dotarł do Australii, ale nie został tam przyjęty z otwartymi ramionami. Światowa gwiazda sportu wylądowała w hotelu ze „zwykłymi” osobami skierowanymi na kwarantannę. Musiała jeść to, co one, a to nie należało do największych przyjemności, bo nieraz daniom towarzyszyły robaki. I gdy wydawało się, że sprawy przybiorą korzystny obrót dla tenisisty, okazało się, że jednak został wydalony do domu.

Podoba mi się takie postępowanie, bo w końcu prawo powinno być równe dla wszystkich. Nie tak, jak u nas, że przychodzi na posiedzenie sejmu poseł nawalony w trąbę i nic się nie dzieje. Nawiasem mówiąc - ilu z Państwa wyleciałoby z roboty na tak zwany „zbity pysk”, gdyby przyszło do pracy w stanie wskazującym? Pewnie prawie każdy. Ale nie poseł, bo jemu wolno więcej.

A w Australii - figa z makiem. Możesz nazywać się Djoković, być megagwiazdą światowego sportu, ale potraktują cię jak zwykłego Kowalskiego (a raczej - Smitha, bo to jest zdecydowanie najpopularniejsze nazwisko w tym kraju, na drugim miejscu Jones, a na trzecim-czwartym Taylor i Wilson, gdyby ktoś był ciekaw).

A o tym, że Australijczycy kompletnie nie patyczkują się z ludźmi naginającymi prawo przekonałem się czytając biografię Pera Jonssona „Wspomnienia z żużlowych torów”. Szwed opisał sytuację, w której jadąc dwoma samochodami z menedżerem reprezentacji jego kraju Bosse Wirebrandem przekroczyli prędkość i wylądowali w więzieniu. Narzekał, że chodziły po nich karaluchy, więc w tej Australii chyba z tym robactwem rzeczywiście mają problem. Ale też potwierdził, że żartów z władzą tam nie ma.

A wracając do ograniczeń dla niezaszczepionych w naszym kraju miałem próbę w zeszłą niedzielę. Otóż w chwili słabości obiecałem kiedyś córce, że pójdę z nią do aquaparku. Oczywiście mi nie podarowała i musiałem zjawić się w pływalni, gdzie pani w recepcji o mało nie zabiła mnie pytaniem „czy jest pan szczepiony”? „O k...urde, będę musiał cofnąć się do domu po paszport” - pomyślałem. Niemal już zrezygnowany odpowiedziałem łamiącym się głosem „tak” i gdy odwracałem się już w kierunku wyjścia usłyszałem „aha, to proszę bardzo”. No i się wykąpałem.

Do Australii trochę nam więc jednak brakuje. A może inaczej - tam nie wierzą ludziom tak, jak u nas. Oczywiście pytanie, po co w ogóle wpuszczali tego Djokovicia do swojego kraju, pozostawiam otwarte.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Dodaj ogłoszenie