Moim życiem nie rządzi przypadek. Sama odpowiadam za swój los

Kamil Pik
Kamil Pik
Bodh Gaya - zdjęcie wykonane podczas wyjazdu badawczego w 2016 r.
Bodh Gaya - zdjęcie wykonane podczas wyjazdu badawczego w 2016 r. Fot. Malwina Krajewska
Udostępnij:
O tym co jest istotą buddyzmu i jakie błędy w jego interpretacji popełniamy w naszym kręgu kulturowym porozmawialiśmy z praktykującą buddystką i zajmującą się nim naukowo doktor Malwiną Krajewską, adiunktem w Katedrze Badań Kultury Instytutu Socjologii UMK w Toruniu.

Jak się rozpoczął pani kontakt z buddyzmem?
Początkowo byłam wobec buddyzmu niezwykle krytyczna. Kiedy zetknęłam się z nim po raz pierwszy miałam bardzo konkretną wizję świata. Po trzynastu latach edukacji w katolickiej szkole identyfikowałam się jako katoliczka. Z buddyzmem i innymi religiami spotkałam się pod koniec liceum, gdy wyjechałam na szkolną wymianę do USA. Również do szkoły katolickiej. Tam zaczęłam obserwować młodzież, jej zachowania, obyczaje, ale też nastawienie do religii jako takiej. Zauważyłam, że interpretacje świata, które dotychczas otrzymywałam, nie do końca były dla mnie wystarczające. Stawiałam sobie wiele różnych pytań, na które nie otrzymywałam odpowiedzi. Po rozpoczęciu studiów z socjologii na Uniwersytecie Gdańskim, przez przypadek trafiłam na wykład duńskiego nauczyciela buddyzmu Lamy Ole Nydahla. Po tym spotkaniu, krok po kroku, zaczęłam coraz więcej czytać na temat buddyzmu i analizować te nauki. Stopniowo ustępował też mój sceptycyzm, okazało się że buddyzm jest bardzo intrygujący. Zdecydowałam, że muszę poznać go lepiej. Zaczęłam pojawiać się między innymi w gdańskim ośrodku buddyjskim, sięgać po kolejne książki. Przełożyło się to na rozpoczęcie badań naukowych, początkowo nad buddyzmem w Polsce. Później, już w ramach doktoratu, nad buddyzmem tybetańskim w Azji.

Ostatecznie zainteresowania naukowe zbiegły się ze zmianą w życiu prywatnym. Dzisiaj jest Pani praktykująca buddystką.
Tak. Zrozumiałam, że proponowany przez buddystów sposób postrzegania siebie, innych i otaczającej nas rzeczywistości bardzo mi odpowiada. Zobaczyłam, że te nauki dają pewną swobodę - z jednej strony sprawiają że stajemy się niezależni, z drugiej bardziej odpowiedzialni. Oferowane prze buddyzm metody i techniki pracy z umysłem i emocjami są niezwykle praktyczne.
Odpowiada mi koncepcja, w której moje życie i mój los nie jest zależny od zewnętrznego bytu. Nie jest zależny też od przypadku, który miałby nim rządzić. Wręcz przeciwnie - to czego doświadczam obecnie jest rezultatem moich wcześniejszych działań. To ja steruję moim życiem i to ja poprzez swoje działania i czyny nieustająco je tworzę. Taka koncepcja umacnia nas, daje nam pewną siłę. Oczywiście nie wszystkim takie podejście będzie odpowiadać, nie każdy będzie potrafił lub chciał uznać, że to on sam odpowiada za swój los.

Praktykowanie buddyzmu zmieniło Panią?
Kiedyś jeden z buddyjskich mistrzów został zapytany, co mu dało to, że tak dużo medytuje, tak wytrwale praktykuje buddyzm, jak go to zmieniło? Na co ów nauczyciel odpowiedział, że on w ogóle się nie zmienił, tylko zmienił się świat wokół niego. Wydaje mi się, że ta zmiana postrzegania, odbierania otaczającego mnie świata, to jest coś, co jest bezpośrednim efektem praktykowania buddyzmu.

To jak się zmienił świat dookoła Pani?
Zaczęłam dostrzegać wiele aspektów życia codziennego, których wcześniej nie zauważałam. Zaczęłam dostrzegać piękno i szczęście nawet w najbardziej prozaicznych rzeczach. Człowiek dzięki zmianie, która w nim zachodzi przestaje też być tarczą, która jedynie zbiera kolejne uderzenia od życia i świata. Staje się bardziej uważny, przestaje myśleć tylko i wyłącznie o sobie, zaczyna też zwracać uwagę na szczęście innych. Trudne sytuacje oczywiście nadal mają miejsce, ale odbiera się je już jako naukę, jako bodziec do rozwoju. Dążenie do rozwoju i do zrozumienia, jak funkcjonujemy my i świat, jest też niezwykle ważnym aspektem w praktykowaniu buddyzmu. Przy takim podejściu każda trudna sytuacja, której doświadczamy, jak choćby otaczająca nas od dwóch lat pandemia, staje się okazją do nauki, nową sytuacją umożliwiającą kształtowanie w sobie mądrości i siły.

Z niektórymi emocjami chyba nigdy jednak nie będzie łatwo sobie poradzić.
Jedna z pierwszych nauk Buddy mówiła o tym, że wszyscy cierpimy i że istnieją metody, które mogą nas z tego cierpienia wyzwolić. Cierpienie to bierze się z tak zwanych przeszkadzających emocji, które nami rządzą. Wykorzystywanie nauk i technik medytacyjnych umożliwia świadomą pracę np. z gniewem, pożądaniem, dumą czy zazdrością. One nie znikną, będą nadal się pojawiać, jednak jako praktykujący przestaniemy za nimi podążać. I choć rozróżniamy jedynie pięć podstawowych przeszkadzających emocji, mogą one występować w różnych konfiguracjach. Dlatego też Budda pozostawił aż 84 000 nauk, by każdy mógł odnaleźć porady i metody najbardziej dla niego odpowiednie.

Jak zareagowali Pani najbliżsi na wiadomość, że stała się Pani buddystką?
Rodzice nigdy mnie religijnie nie indoktrynowali. Dali mi dużo wolności. Do katolickiej szkoły trafiłam ze względu na bogatą ofertę zajęć i wysoki poziom nauczania. Co ciekawe, moja mama zaczęła praktykować buddyzm wcześniej niż ja, z czego początkowo byłam niezadowolona. Tata natomiast z buddyzmem sympatyzuje, nie ma nic przeciwko. Najbliższa rodzina również nie miała problemu z akceptacją. Znajomi zaś okazują bardzo wiele zainteresowania, często dopytują się o różne rzeczy. Lubią słuchać opowieści o Azji, buddyjskich klasztorach i medytacji.

Praktykowanie buddyzmu w naszym regionie jest łatwe, czy to raczej wyzwanie?
Osoby świeckie mogą medytować w dowolnym miejscu. W tym celu nie muszą udawać się do świątyni buddyjskiej, mogą praktykować w świeckich ośrodkach lub zaciszu swojego domu. Wiele tradycyjnych buddyjskich praktyk wykonywanych w Tybecie zostało przystosowanych do naszego sposobu myślenia i funkcjonowania. Medytacje nie muszą być wykonywane przy akompaniamencie bębnów, trąb czy innych instrumentów rytualnych. Zostały przetłumaczone na język polski, odzwierciedlają sens i cel praktyk wykonywanych na Wschodzie. Jedynym kulturowo odmiennym nam elementem są stosowane w nich mantry. Rytualizm nie jest istotą tych praktyk, dlatego świadomie praktykujący buddysta nigdy nie będzie „odbębniał” swojej praktyki.
W Polsce mamy możliwość praktykowania w ośrodkach, które reprezentują różne tradycje i szkoły buddyjskie. Buddyzm, który praktykuję, należy do tradycji tybetańskiej, Karma Kagyu. Toruński ośrodek wielokrotnie zmieniał swoje miejsce, obecnie znajduje się przy ulicy Antczaka. W Bydgoszczy z kolei taki ośrodek znajdziemy przy ulicy 20 stycznia 1920 roku. W całej Polsce znajdziemy ponad osiemdziesiąt takich ośrodków.

Często spotyka się Pani z błędnymi interpretacjami elementów buddyzmu? Na przykład traktowanie Buddy jako boga?
W naszym kręgu kulturowym mówi się, że buddyzm jest religią, chociaż tak naprawdę od wielu dziesięcioleci trwa dyskusja, czy jest to religia czy filozofia. Kiedy zaś mówimy o religii konieczna wydaje się być obecność istoty boskiej, jako pewnego rodzaju zewnętrznego bytu, absolutu, który… No właśnie, teraz powinniśmy rozebrać na czynniki pierwsze ten aspekt boskości. Jesteśmy przyzwyczajeni do pewnego rodzaju rytuałów, czy sposobów postrzegania bogów jako bytów zewnętrznych, którym składa się hołd, którym się zawierza i którym często oddajemy swoje życie prosząc o przewodnictwo.
W przypadku Buddy sytuacja wygląda zupełnie inaczej, on nie jest bogiem. Budda po prostu osiągnął pewien stan zrozumienia, który każdy z nas również ma szansę osiągnąć. Możemy mówić o stanie określanym mianem ostatecznego przebudzenia, o zrozumieniu, jak otaczająca nas rzeczywistość funkcjonuje, o zrozumieniu natury rzeczy.
Sam Budda, a dokładnie Budda Siakjamuni, był autentyczną postacią. To książę z rodu Śakjów, urodzony w Lumbini - współcześnie leżącym na terytorium Nepalu. To właśnie jego uznaje się za historycznego Buddę, który dał początek naukom, z których korzystamy do dzisiaj.
W przypadku buddyzmu możemy, w odróżnieniu od pojęcia boga jako absolutu zewnętrznego, mówić, o pewnej właściwości, którą każdy z nas posiada lecz jej w sobie jeszcze wystarczająco nie rozwinął. To jest właśnie jedno z kluczowych założeń w buddyzmie. Wspomniany książę osiągnął bowiem pewnego rodzaju zrozumienie, stan oświecenia, który jest dostępny dla każdego z nas. Aby to osiągnąć Budda przebył własną ścieżkę, można powiedzieć trening, który pomógł mu dojść do tego zrozumienia. Każdy z nas może taką ścieżkę przejść, korzystając z nauk i wskazówek, które pozostawił. Oczywiście możemy mieć po drodze różne doświadczenia, jednak jeśli nam się powiedzie, rezultat będzie taki sam.

Kolejnym, wynikającym z naszego kodu kulturowego, błędem w postrzeganiu buddyzmu może być przeświadczenie że buddyści się modlą, prawda?
Niestety tak. Jest to problem, który pojawiał się w już pierwszych tekstach tłumaczonych na język polski i do dziś powielany jest w niektórych publikacjach. Niektórzy autorzy opisując buddyjskie praktyki przez cały czas stosują znane im filtry kulturowe. Tak naprawdę buddysta się nie modli, on wyraża życzenia. Wykonując np. tak zwaną praktykę aspiracji wyrażamy życzenie, aby wszystkie istoty osiągnęły szczęście i przyczynę szczęścia, żeby uwolniły się z kręgu cierpienia. W naszym kręgu kulturowym, modlitwa zawsze jest wznoszona do kogoś. W buddyzmie wyrażamy życzenia, w które wkładamy intencje, energię i już sama ta intencja jest zalążkiem czegoś pozytywnego - czegoś, co z czasem ma szansę przerodzić się w działanie.

Wspomniała Pani o dążeniu do zrozumienia świata. Buddyzm postrzega otaczającą nas rzeczywistość inaczej niż idee z naszego kręgu kulturowego?
Z perspektywy historycznej możemy przywołać na przykład filozofię Heraklita i jego koncepcje zmiany. Ma ona bardzo wiele wspólnego z ideą przemijalności, tak bardzo rozpowszechnioną w buddyzmie. Odwołując się zaś do bardziej współczesnych koncepcji możemy przywołać odkrycia z zakresu nauk przyrodniczych. Jedna z głównych nauk, wyjaśniających jak wygląda świat, której udzielił Budda, mówiła, że otaczający nas świat jest w sobie pusty. Mówił „forma jest pustką - pustka jest formą, forma i pustka są od siebie nieoddzielne”. Podobne dążenie do wyjaśniania świata można dostrzec na przykład w fizyce kwantowej, gdzie również znajdziemy odniesienia do pustki i nicości. Również pośród najnowszych odkryć z zakresu neuronauki możemy doszukać się wielu ciekawych powiązań z buddyzmem.

W ramach badań naukowych do pracy doktorskiej o buddyzmie tybetańskim na uchodźstwie, dotarła Pani do Indii i Nepalu. Jakie doświadczenia Pani stamtąd przywiozła?
Przeróżne i niezwykle wzbogacające. Jestem antropologiem z krwi i kości, więc takie podróże są dla mnie czymś wspaniałym. Można powiedzieć, że niemal uzależniłam się od pracy w terenie. Dlatego pandemia i brak możliwości wyjazdów są dla mnie nie lada wyzwaniem. Jednak pomimo fascynacji Azją, nie mogę powiedzieć, że chciałabym zamieszkać w Indiach czy Nepalu na stałe. Życie tam jest niezwykle trudne. Gdy po pierwszym dłuższym wyjeździe terenowym wróciłam do Polski - otworzyłam lodówkę i zobaczyłam, ile możliwości przygotowania posiłku mam, włączyłam pralkę, otworzyłam szafę z wyborem czystych ubrań, mogłam skorzystać z ciepłej wody i wygodnego łóżka - doceniłam to, co mam. Dostrzegłam, że tak naprawdę wiedziemy tutaj bardzo luksusowe życie.
Mimo, że podczas badań spałam często w zimnych nieogrzewanych pomieszczeniach przyklasztornych, że tak jak mnisi odżywiałam się bardzo skromnie - możliwość współuczestniczenia w wielu ceremoniach i rytuałach, praktykowania wśród tych ludzi była niezwykle cennym doświadczeniem. W ramach mojej pracy badałam buddyzm tybetański na uchodźstwie, więc szczególnie obecne wokół było echo przemijania, destrukcji tradycji, erozji kultury. Mogłam obserwować próby ochrony przez Tybetańczyków tego co dla nich najcenniejsze. To niezwykła nauka i zarazem bardzo cenne doświadczenie.

dr Malwina Krajewska
absolwentka studiów doktoranckich na Wydziale Filozofii i Nauk Społecznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. W ubiegłym roku obroniła rozprawę „Modernizacja, migracja tradycji, integracja. Ceremoniał buddyzmu tybetańskiego na uchodźstwie”. Obecnie adiunkt w Katedrze Badań Kultury Instytutu Socjologii UMK w Toruniu. Wspomnianą pracę oparła na materiale zebranym podczas sześcioletnich wahadłowych badań terenowych w klasztorach buddyjskich w Indiach i Nepalu. W sumie zrealizowała dziewięć wyjazdów badawczych do Katmandu, Ladakhu, Kalimpongu, New Delhi oraz Bodh-Gaya.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Moim życiem nie rządzi przypadek. Sama odpowiadam za swój los - Express Bydgoski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nowości Gazeta Toruńska
Dodaj ogłoszenie