Morsowanie z wiosłem w ręku. Skoro mróz i śnieg, ruszamy na Kotomierzankę [zdjęcia]

Marek Weckwerth
Marek Weckwerth
Kajakarze startują poniżej mostu w Zielonej Dolinie w podbydgoskim Bożenkowie. Tu Kotomierzanka jest wolna od lodu, ale dalej lodu będzie przybywać Fot. Marek Weckwerth
Zimowe pływanie to jest to co nie tylko morsy uwielbiają - czynią tak również rasowi kajakarze, próbując wszak nie zanurzać się w całości w lodowatej wodzie. Nie zawsze się to udaje, więc jak już wpadną w odmęty, otrząsają się z wody jak kaczki i płyną dalej...

Zobacz wideo: Polska oszalała na punkcie morsowania!

Kotomierzanka (zwana też Kotomierzycą), lewy dopływ Brdy, to rzeczka w sam raz na zimowe harce w górskim kajaku.
Nie żeby od razu wziąć ją pod wiosła całą (ma ok. 30 km), bo na wielu odcinkach jest teraz skuta lodem, ale na bardzo krótkim (2,5-kilometrowym) odcinku między ulicami Zielona Dolina a Grobla w Bożenkowie daje możliwość zabawy, którą kajakarze zwałkowi uwielbiają, szczególnie w typowo zimowym, a zatem jakże pięknym anturażu.

Harce na Kotomierzance, czyli wiosna pod wiosłem

Najpierw stwierdzamy, że rzeczka jest zamarznięta na wysokości leśnej osady Nowy Mostek (dojazd od Żołędowa), skąd zwykle w minionych latach ruszaliśmy. Jedziemy więc bliżej ujścia Kotomierzanki - na obrzeża Bożenkowa...

Zostanie nam morsowanie?

- Jeśli i stamtąd nie będzie można płynąć, znajdę jakąś szczelinę w lodzie i pomorsuję - deklaruje odważnie (przy minus siedmiu stopniach Celsjusza) Jarosław Gapski, uczestnik naszej pięcioosobowej wyprawy.

A tę ekipę stanowią także: Iwona Jeziorska, Andrzej Gomol, Wojciech Dziedzic i reporter „Polska Press”. Wszyscy to bardzo doświadczeni kajakarze, a Iwona i Jarek to byli wyczynowi i utytułowani sportowcy.

- To morsowanie to jest jednak dobry pomysł! A co tam, wskoczymy do wody i przynajmniej jakaś frajda z tego wyjazdu będzie - podchwytuje jednym głosem pozostali wodniacy.

A jednak można płynąć

Okazuje się wszak, że od mostu w Zielonej Dolinie (teraz oczywiście nie zielonej a śnieżnobiałej dolinie) Kotomierzanka wolna jest od lodu, więc jednak wbijamy się w naszą odzież i w kokpity kajaków, zapinamy na nich wodoszczelne fartuchy.

Jest pięknie - tu i ówdzie trzeba pokonać zwalone siłami natury (wiatru, nurtu i bobrów) drzewa (stąd nazwa tego rodzaju kajakarstwa - zwałkowe), przecisnąć się tak szeroką jak kajak lodową rynną lub przełamać kadłubem i swoim ciężarem cieńszy lód. Czasem można też rozbić lód (jeśli zbyt gruby nie jest) wiosłem.

Nie jest to proste, bo im dalej, tym lodowa rynna robi się węższa i w takiej nie można już wiosłować - pióra ślizgają się na lodzie. Czasem trzeba więc użyć wiosła „na pych”, czyli odpychając się tuż przy burcie od dna.

Kotomierzanką spłyniesz tylko z wiosenną wodą

W końcu jednak - przed ujściem do Kotomierzanki Strugi Augustowskiej (zwanej też górnolotnie Kanałem Augustowskim) - lód pogrubia się i skuwa całą szerokość rzeczki. Nie ma rady - trzeba wyjść na prawy brzeg i przeciągnąć sprzęt na wolną od lodu wodę. To także proste nie jest, bo lód przy brzegu załamuje się pod ciężarem człowieka i nogi zapadają się w grzęzawisku.

Jako pierwszy próbuję wyjść na brzeg i ląduję w bagienku, mocząc nogi w lodowatej wodzie. No fajnie - myślę sobie, bo niczego tak nie lubię, jak mokrych nóg, ale mam solidne zabezpieczenie termiczne - górskie buty i skarpety neoprenowe. Więc negatywne odczucia nie są tak dojmujące.

W zakolu rzeki na śniegu rozpalamy ognisko, miło się rozgrzewając, piecząc smakowite kiełbaski. To jest dopiero życie... Tym bardziej, że pięknie świeci nam słońce.

Za drzewem pod wodę

W połowie naszej trasy musimy przepłynąć pod nisko leżącym drzewem, a zaraz za nim sforsować duży kamienny próg - pozostałość starego młyna.

A tu pech - Iwona Jeziorska za mocno się przechyla na bok i zaraz cała znika pod wodą. I to tuż przed progiem, który jak wieloryb łapczywie pochłania wraz z tym co płynie hektolitry wody.

Nasza koleżanka szybko jednak wydostaje się na prawy brzeg, wyciąga wypełniony wodą kajak. Standardowy strój kajakowy nie zapewnia pełnej szczelności, bo jego rolą jest raczej ochrona przed wychłodzeniem. Toteż zanim kajakarz poczuje na sobie wodę, ta nie jest już tak bardzo lodowata.

- Nie jest mi zimno. Płyńmy tylko, aby się lepiej rozgrzać - oznajmia Iwona.
Toteż tak jak stoi wsiada do opróżnionej już z wody łódki i znów rusza ku przygodzie...

Ten odcinek Kotomierzanki to kwintesencja pływania zwałkowego, niemal górskiego - przegradzające koryto drzewa, polodowcowe głazy i szybki nurt. Trzeba między tymi przeszkodami płynąć szybko, a jednocześnie rozważnie, pochylać się, wyginać, kontrować wiosłem i gwałtownie przyspieszać. No i te skoki przez oblodzone pnie drzew... Łatwo nie jest.

Extrema w czasach zarazy w lasach nad Kotomierzycą

A tu jeszcze wysoki próg pobudowany przez bobry, wzmocniony lodowym pancerzem. Trzeba skoczyć w dół i otrząsnąć się z zamarzającej w mig wody, która zalewa człowieka po pierś.

Finisz do grobli

W Bożenkowie jest grobla piętrząca wody Kotomierzanki, które następnie zasilają turbiny małej hydroelektrowni.

Staw jest wszak zamarznięty, więc ostatnie kilkaset metrów trzeba kajaki przeciągać brzegiem lub ślizgać się w nich po tafli odpychając rękami. Część ekipy wybiera brzeg, część lód, ale jednocześnie docieramy na groblę i ulicę o tej właśnie nazwie (Grobla). Opodal czeka nasz wcześniej ustawiony samochód, w którym suche czekają ciuchy.

To też może Cię zainteresować

Wideo

Materiał oryginalny: Morsowanie z wiosłem w ręku. Skoro mróz i śnieg, ruszamy na Kotomierzankę [zdjęcia] - Gazeta Pomorska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie