Na pierwsze wstrząsy nikt nawet nie zwrócił uwagi

sier, Karolina Skonieczka
Mieszkańcy Tokio, w którym w piątek zatrzęsły się budynki, w pierwszej chwili nie zdawali sobie sprawy z rozmiarów katastrofy, jaka dotknęła rejony na północ od metropolii.

Mieszkańcy Tokio, w którym
w piątek zatrzęsły się budynki,
w pierwszej chwili nie zdawali sobie sprawy z rozmiarów katastrofy, jaka dotknęła rejony na północ od metropolii.


„Wszyscy jesteśmy przerażeni tym, co się dzieje w prefekturze Miyagi” - pisze do nas Karolina Skonieczka, torunianka, która obecnie mieszka w stolicy Japonii. Oto jak zapamiętała pierwsze godziny po piątkowej katastrofie.

<!** reklama>

„Na pierwsze wstrząsy nikt w firmie nie zwrócił uwagi. Kiedy się nasiliły, pozostało nam tylko wejście pod stoły, droga do wyjścia byłaby zbyt ryzykowna. Przez kilkadziesiąt sekund wrażenia przypominały atrakcję z parku rozrywki, potem wszystko ucichło. Wyszliśmy przed budynek dołączyć do tłumów Japończyków z okolicznych biurowców. Cała Akasaka (jedna z dzielnic Tokio - przyp. red.) wyległa na ulice w obawie przed wtórnymi wstrząsami. Faktycznie wystąpiły, ale były znacznie słabsze.

- W banku szyba poszła - donieśli koledzy wracający z lunchu. Po pewnym czasie zaczęło nam się nawet trochę nudzić, niektórzy wyciągali komórki, tylko po to, żeby się przekonać, że nigdzie się nie dodzwonią. Ktoś żartował, że powinniśmy urządzić piknik, ktoś inny sprawdził w Internecie, gdzie było epicentrum. Przy okazji dotarły do nas pierwsze informacje o tsunami. Dopiero wtedy atmosfera zgęstniała - z tsunami nie ma żartów, nie mogło się obyć bez ofiar.

Wróciliśmy do pracy z nadzieją, że już po wszystkim, ale dwie godziny później pociągi wciąż stały i nie wiadomo było, kiedy ruszą. Niektórzy wracali do domu na piechotę, ja mieszkam za daleko.

- Chodźmy do Roppongi, zjemy coś ciepłego - zaproponował kolega, który też utknął w biurze. Niestety, w większości restauracji serwowano jedynie zimne potrawy. Odkręcony gaz w czasie trzęsienia ziemi to niemal stuprocentowo pewny przepis na pożar. O 22.30 pociągi nadal nie jeździły, postanowiliśmy przeczekać do rana. Wszystkie kafejki internetowe były pełne, w karaoke też nie było łatwo o pokój, ludzie koczowali pod drzwiami i na klatkach schodowych w nadziei na to, że gdzieś zwolni się miejsce. Nad ranem w jakimś barze z telewizorem dowiedzieliśmy się, co się właściwie stało w prefekturze Miyagi. E-maile od rodziny i znajomych, które zaczęły przychodzić parę godzin wcześniej na wreszcie działające komórki, dopiero teraz nabrały sensu. Dla nas największym problemem będzie posprzątanie tego, co pospadało z półek, ale na północy...”.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie