Na rolę Zbyszka był za stary

Anna Krzesińska
Torunianie mogli wczoraj wieczorem w fosie obejrzeć wielkie muzyczne widowisko „Krzyżacy”.

Torunianie mogli wczoraj wieczorem w fosie obejrzeć wielkie muzyczne widowisko „Krzyżacy”.

<!** Image 2 align=none alt="Image 171971" sub="Marcin Kołaczkowski (z lewej): Praca z aktorami to efekt wieloletniej współpracy Fot. Grzegorz Olkowski">O tej niezwykłej artystycznej przygodzie opowiedział nam jeden z aktorów Jacek Lenartowicz oraz reżyser spektaklu Marcin Kołaczkowski. Pierwszy z panów gra Maćka z Bogdańca. Z tą rolą wiąże się dość zabawna historia.

- Kiedy zadzwonił do mnie reżyser i złożył mi propozycję zagrania w „Krzyżakach”, to pomyślałem sobie, że zaproponuje mi rolę Zbyszka. Na co on stwierdził, że trochę czasu upłynęło i Zbyszek jest zajęty. Ale Maciej był przecież bardzo stary - opowiada ze śmiechem pan Jacek. - A poważniej to powiem, że to dość rewolucyjne przedstawienie. To pierwsza polska rock-opera i jest inaczej grana. Odgrywamy rolę jakby marionetek, które są uruchamiane muzyką. Co ciekawe nie mówimy na scenie, ale odtwarzane są nasze słowa nagrane wcześniej. Nadmienię, że rolę narratora kreuje tu, niestety już śp., Krzysztof Kolberger, którego to była jednego z ostatnich prac. To był wspaniały aktor o pięknym głosie. W spektaklu pojawia się kilku aktorów, ale są też wspaniali wokaliści (w tym Olga Szomańska, Artur Gadowski (IRA), Paweł Kukiz (Piersi), Maciej Balcar (Dżem) i Maciej Silski - dop. red.). Miło spotkać się na scenie z zawodowymi piosenkarzami. Poza tym my bierzemy od nich trochę talentu wokalnego, a oni od nas aktorskiego. Myślę, że bardzo dobrze się uzupełniamy.

<!** reklama>Sam Jacek Lenartowicz jest znany szerokiemu gronu widzów z serialu „M jak miłość”. Gra tam właściciela klubu „Oaza”, szefa Pawła Mostowiaka.

Reżyser widowiska Marcin Kołaczkowski podkreśla zaś, że praca z aktorami, jak i wokalistami to efekt wieloletniej współpracy, wraz z kompozytorem widowiska Hadrianem Tabęckim, przy różnych festiwalach.

- To są w większości nasi znajomi, w zespole panuje rodzinna atmosfera i dlatego ta współpraca udała się, mimo dość zwariowanych warunków - bez prób całościowych. Są to osoby na tyle zapracowane, że bardzo trudno jest ich zebrać nawet na sam spektakl. Próby były praktycznie niemożliwe w tym całym gronie. Są oni jednak profesjonalni i każdy wiedział, co ma do wykonania i zaufał nam, że my wiemy, jak to złożyć się w całość - podkreśla.

<!** Image 3 align=none alt="Image 171971" sub="Jacek Lenartowicz udziela wywiadów podczas konferencji na Kępie Bazarowej Fot. ">Reżyser urodził się 26 listopada 1978 roku w Warszawie. W życiu przyświecają mu dwie zasady: „bez pracy nie ma kołaczy” oraz „weź ty się człowieku nie kołacz”, choć, jak podkreśla, może raczej należałoby powiedzieć, że jest nimi prześladowany przez otoczenie. Zaraz po szkole średniej rzucił się na głęboką wodę, rozpoczynając równolegle studia na Uniwersytecie Warszawskim (fizyka) oraz w Akademii Teatralnej (wiedza o teatrze). W efekcie ukończył wydział aktorski Akademii Teatralnej w Warszawie (absolwent rocznika 2003), choć niektórzy mówią, że jego konikiem jest reżyseria.

Akcja tego prezentowanego wczoraj w fosie zamkowej widowiska muzycznego „Krzyżacy” jest klasyczna. Większość osób z pewnością zna historię miłości Danusi Jurandówny (Olga Szomańska) i Zbyszka z Bogdańca (Maciej Silski) oraz zakochanej w tym ostatnim Jagienki Zychówny (Joanna Dec). Historia rozgrywa się na tle konfliktu polsko-krzyżackiego, której kulminacją była bitwa pod Grunwaldem w 1410 roku. Muzyczne widowisko nawiązuje do klasyki światowej rock-opery i jej słynnych realizacji, jak choćby „Jesus Christ Superstar” Andrew Lloyd Webbera i Tima Rice’a.

- Spektakl nie stanowi próby przywołania atmosfery powieści czy filmu, nie jest przedstawieniem historycznym, lecz współczesną rock-operą, widowiskiem utrzymanym w mrocznej, czarno-białej rockowej stylistyce - opowiada Marcin Kołaczkowski.

Znani aktorzy i wokaliści wystąpili we współczesnych kostiumach (autorstwa Tomasza Partyki), nowoczesna była także choreografia opracowana przez Agnieszkę Glińską z krakowskiego Art Color Ballet. Jedynym scenograficznym odniesieniem do średniowiecza są miecze.

Premiera spektaklu, który powstał z okazji 600-lecia bitwy pod Grunwaldem, odbyła się 30 grudnia 2010 r. w Sali Kongresowej w Warszawie.

W Toruniu, w ramach obchodzonego w naszym mieście Roku Pierwszego i Drugiego Pokoju Toruńskiego, prezentacja rock-opery miała szczególny charakter. Tylko toruńska publiczność usłyszała zamykający dzieło utwór „Zapewne nie ostatni raz”, napisany dla Torunia specjalnie dla tę niecodzienną okazję i wykonany przez Artura Gadowskiego, odtwórcę roli króla Jagiełły.

- Jest to pieśń o tym, że warto godzić się w Toruniu - mówi reżyser.

Wstęp był niebiletowany i otwarty dla wszystkich. Chętnych, aby obejrzeć to niezwykłe widowisko, nie brakowało, choć widzom doskwierało przenikliwe zimno w poniedziałkowy wieczór.

Takie koszty

  • Koszt całego przedsięwzięcia wyniósł 250 tysięcy złotych i został pokryty z miejskich pieniędzy.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
mathias
Prawie 3 godziny uczty muzycznej, wokalnej, wizualnej. Dzięki wielkie za tą operę (rock-operę). Naprawdę wielka rzecz. Plus ogromny dla organizatorów. Więcej tego typu przedstawień. Brawo.
Dodaj ogłoszenie