Naprawiać już nie warto?

Grzegorz Młokosiewicz
Chciałoby się, aby maszyneria domowa, którą kupujemy nie bez trudu, za ciężko zarobione pieniądze, działała wiele lat. Jednak nie ma urządzeń, które by się nie psuły.

Chciałoby się, aby maszyneria domowa, którą kupujemy nie bez trudu, za ciężko zarobione pieniądze, działała wiele lat. Jednak nie ma urządzeń, które by się nie psuły.

<!** Image 2 align=none alt="Image 172949" sub="W tej pralce automatycznej marki Whirlpool, wyposażonej w zbiornik z tworzywa, na szczęście nie wysiadło łożysko tylko mocowania amortyzatorów. Koszt ich naprawy nie przekroczył 90 zł. Na zdjęciu pan Sławek Zbielski / Fot.. Dariusz Bloch">Wyroby niektórych firm cieszą się renomą, uchodzą za mercedesy nie do zdarcia, o zakupie innych decyduje raczej atrakcyjna cena. Cały sprzęt AGD i RTV, zgodnie z przepisami polskiego prawa, musi być objęty gwarancją. Jeśli w okresie jej obowiązywania nasz nabytek odmówi posłuszeństwa, możemy żądać jego naprawy lub wymiany na sprawny egzemplarz na koszt producenta. Nie warto jednak taszczyć do domu nieporęcznego mebla w postaci pralki, lodówki czy telewizora, zakładając że po dwóch latach się go wyrzuci.

<!** reklama>- Ja jeszcze nie zwariowałem. Mam dwoje dzieci i trzecie w drodze. Nakarmić, odziać, oprać - to kosztuje i na to musi starczyć. Ja mam na rękę 2,5 tys., żona ciut ponad 2. Teściowie, nie mogę narzekać, pomagają, ale każdy grosz dokładnie oglądamy. Bez telewizora to jeszcze można się obyć, ale pralka i lodówka to mus. Odkurzacz też. Właśnie wracam z serwisu i szlag mnie trafia. Szukałem go długo, bo kiedyś zachciało mi się kupić pięknego hoovera za bodaj 250 zł. Chodził bez zarzutu dwa lata. Supercichutko. Aż tu dosłownie tydzień po gwarancji - trach! Wywaliło bezpieczniki i przestało działać, choć na oko wygląda jak spod igły - opowiada pan Zbigniew z Rubinkowa.

Co mówił dalej, lepiej przemilczmy. Dość powiedzieć, że pan serwisant skalkulował szybciutko koszt ewentualnej naprawy silnika - przekraczał cenę nowego odkurzacza. - Z tym pięknym to idź pan do śmietnika - doradził życzliwie.

Dyskusyjne są też pogwarancyjne naprawy pralek automatycznych. Kiedyś, gdy dudniło łożysko, wyciskało się stare i wciskało nowe za około 60 zł. Nowe pralki mają zbiorniki z tworzyw. Łożyska są w nich zatapiane na stałe. Trzeba wymienić cały zbiornik, a to już kosztuje około 700 zł. Kiedy nową pralkę bosch WAA 20163 PL kupimy w internetowym sklepie już za 865 zł...

W przypadku drobnego sprzętu AGD sytuacja jest jeszcze bardziej jednoznaczna. - Miałem elektryczną szczoteczkę do zębów Braun, tuż po gwarancji. Zapłaciłem za nią około 300 zł, miałem jeszcze w zapasie kilka wymiennych końcówek bodaj po 49 zł. Pech chciał, że upadła mi na podłogę. Na oko nic się nie stało, ale przestała pracować. Serwisant rozłożył ręce - mówi Bogdan Kwieciński z Bydgoszczy. Nasz rozmówca usłyszał, że gdyby to się stało w okresie gwarancji, dostałby nową szczoteczkę. Części do tego nie ma, bo urządzenie jest nierozbieralną jednorazówką.

Przyzwoity telewizor czy wieża audio, mimo że o niebo tańsze od sprzętu sprzed lat, kosztują tyle, że zwykłemu zjadaczowi chleba chce się o nie dbać, ale nie jest to proste.

- To jest dzisiaj tak robione, że ma się popsuć dwa czy trzy lata po gwarancji. Klient ma to wyrzucić i kupić nowe, najlepiej tej samej firmy - dostanie upust. Na rynek, poza może autoryzowanymi zakładami, nikt nie dostarcza ani dokumentacji ani podzespołów. Kiedyś do telewizora dodawano schemat. Dzisiaj jest on tajemnicą firmy. Wszystko montują automaty. Podzespoły są zminiaturyzowane do tego stopnia, że nawet nie dałoby się ich lutować sprzętem, jaki mamy w warsztatach. Z nielicznymi wyjątkami. Takie naprawy jak kiedyś, są nierealne. W neptunach można było bez trudu wymienić opornik czy kondensator. Teraz elementy nie są opisywane, producenci stosują własne kody cyfrowe i nawet nie wiadomo, co w takim urządzeniu siedzi. Jest tak źle, że trzeba myśleć o zmianie zawodu, a pracuję w nim ponad 30 lat - mówi Jacek Kroskowski z serwisu w Kaszczorku.

W centrum Bydgoszczy był swego czasu autoryzowany zakład napraw telewizorów renomowanej japońskiej firmy Sanyo. - Pamiętam, jak podpisywałem 20 lat temu umowę z Sanyo, to myślałem, że Pana Boga za nogi złapałem. Myślałem sobie, że mam zapewnioną robotę do emerytury. Guzik prawda! Była fabryka ich telewizorów w Polsce - już jej nie ma. Ludzie przestali ten sprzęt naprawiać. Jest zbyt tani. Kiedyś byłem pierwszym przeszkolonym w Bydgoszczy do napraw rubinów color. To był początkowo telewizor dla elity, co nie znaczy, że się nie psuł. Miałem pełne ręce roboty, a jakie znajomości... Dziś telewizorów nie naprawiamy. Zmieniła się technika. Kineskopów się nie produkuje, już tylko LCD, a plazma idzie do lamusa. Doszliśmy ze wspólnikiem do wniosku, że czas zmienić branżę - stwierdza Tadeusz Ziółkowski.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie