Natchnienie i praca

Karolina Owsiannikow
„Świnki” wkrótce trafią na ekrany kin. Skąd wziął się pomysł na ten film, który, jak można dowiedzieć się z rekomendacji, wprowadza w mroczny świat przygranicznego półświatka, gdzie zarabia się na przemycie i prostytucji nieletnich?

ROBERT GLIŃSKI, reżyser filmowy (m.in. „Cześć, Tereska”, „Wróżby kumaka”, „Wszystko, co najważniejsze”, „Matka swojej matki”) mówi o swoim najnowszym filmie „Świnki”.

„Świnki” wkrótce trafią na ekrany kin. Skąd wziął się pomysł na ten film, który, jak można dowiedzieć się z rekomendacji, wprowadza w mroczny świat przygranicznego półświatka, gdzie zarabia się na przemycie i prostytucji nieletnich?<!** reklama>

To film o pewnym problemie społecznym i psychologicznym. Czasami robię takie filmy... Scenariusz „Świnek” napisała Joanna Didik - o swoich kolegach, z którymi chodziła do szkoły w małej miejscowości na granicy polsko-niemieckiej. Widziała, co się dzieje i tę swoją wiedzę zawarła w scenariuszu.

W filmie główną rolę zagrał kilkunastoletni Filip Grabacz. Jak współpracuje się z tak młodymi aktorami amatorami?

Gdy go znalazłem w castingu, to nie miał za sobą jeszcze żadnych doświadczeń filmowych. Ale miał to, co powinien mieć amator, tzn. prawdę i pewną naturalność zachowania przed kamerą. Po wielu próbnych zdjęciach podjąłem decyzję, że dostanie główną rolę. Potem zaczęliśmy się przygotowywać, musiał się nauczyć utrzymywać kontakt z partnerami, prowadzić dialogi. Wymagało to trochę przygotowań, ale Filip jest bardzo pojętnym chłopakiem, więc nie było trudności. Podczas zdjęć też się rozwijał i to widać na ekranie.

Co jest niezbędne, aby dziś powstał dobry film?

Podstawą jest ciekawa historia, taka, która nie jest wymyślona całkowicie i ma pewien związek z rzeczywistością. Andrzej Wajda stwierdził kiedyś, że aby film nie okazał się klapą, zagrać muszą dwa najważniejsze elementy. Reżyser musi mieć... natchnienie, aby podjąć słuszne decyzje co do scenariusza i obsady. Potem niezbędna jest mozolna praca i... wycinanie, aby film stał się całością.

„Świnki” zostały pokazane w Toruniu na festiwalu „Tofifest”...

„Świnki” jeździły na festiwale i myślę, że to dobrze, ponieważ takie imprezy pomagają wypromować film. A ten film miał problem z dystrybucją w Polsce, więc festiwale były dla niego tym ważniejsze. Pojawia się tam publiczność, która kocha filmy. Festiwale też wychowują widza.

Jest Pan również znanym dokumentalistą. Dokument i fabułą to bardzo różne dziedziny twórczości...

Nakręciłem kilka filmów dokumentalnych. Do tej pracy trzeba mieć cierpliwość i pokorę wobec tego, co się dzieje. Trzeba nagrany materiał potem mozolnie montować, a ja, niestety, nie mam wystarczającej do tego cierpliwości, dlatego nie do końca jestem zadowolony ze swoich dokumentów. Chcę je ulepszać, więc naginam pewne rzeczy - prowokuję, kreuję. I powstaje nie film dokumentalny, lecz fabularny. W filmie fabularnym za to stosuję metodę paradokumentalną, metodę obserwacji. Scena jest „ustawiona”, ale aktorzy czasami szukają czegoś nowego i improwizują i my to rejestrujemy.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie