Nawet „zwyczajna” woźna nie może spoczywać w spokoju

Beata Chomicz
Jadwiga Baranowska z „wnukami”, jak nazywała odwiedzających ją harcerzy
Jadwiga Baranowska z „wnukami”, jak nazywała odwiedzających ją harcerzy Nadesłane
Poznaliśmy panią Jadwigę Baranowską w końcu lat 70., gdy po likwidacji szkoły w Silnie, w której p. Jadwiga pracowała jako woźna, teren wraz z budynkami został przekazany harcerzom.

Chętnie zgodziliśmy się, by pozostała w mieszkaniu, a w zamian miała nadzór nad naszym mieniem. Do Silna zaczęły przyjeżdżać drużyny na biwaki, organizowano obozy, szkolenia, odprawy. Seniorzy w harcerskich mundurkach też tam chętnie przebywali.
[break]
Pani Baranowska była traktowana jak gospodyni. Ze starszymi rozmawiała przy herbatce, ale też bardzo lubiła młodzież. Zawsze służyła pomocą, ale też potrafiła ostro zwrócić uwagę za złe zachowanie, śmiecenie czy bałagan. Młodzież szybko ją polubiła i nazwała „babcią Baranowską” i tak przez ponad 20 lat była nierozerwalnie związana z harcerskim ośrodkiem w Silnie.
Za płotem otaczającym ośrodek, na wiślanej skarpie, przy zakręcie drogi stoi krzyż otoczony płotkiem. „Babcia” Baranowska sadziła tam kwiatki, a w maju, czerwcu i październiku pod wieczór zbierali się tam sąsiedzi na wspólne nabożeństwa. Dopóki mogła, jeździła rowerem do kościoła w Grabowcu, by go sprzątać.

Życie usłane cierniami

Nie wiem, co się stało z jej rodzicami i bliskimi. Może, jako Polaków mieszkających w Leningradzie, dotknęła ich „czystka” lat 30. lub też, jak ponad 800 tys. mieszkańców Leningradu w okresie kilkuletniej blokady, zmarli z głodu. Kochana Babcia Jadwiga wykorzystała jedyną w tamtych latach możliwość ucieczki z miejsca tragicznych przeżyć. Zaciągnęła się do wojska i razem z wojskowymi transportami pojechała na front. Jako pielęgniarka zgłosiła się do szpitala polowego i tak dotarła do ziemi przodków. Osiadła tuż po wojnie w podtoruńskim Silnie.
Pani Jadwiga, z domu Lebiecka, wyszła za mąż za Władysława Chrystuka i miała czworo dzieci. Niestety, okazało się, że mąż chorował na gruźlicę i dwie córeczki, urodzone w 1947 i 1950 r., zaraziły się i jako paroletnie dzieci zmarły, po nich w 1957 r. zmarł ich ojciec.
Po kilku latach wyszła ponownie za mąż za p. Baranowskiego, ale jej cierpieniom końca nie było. Starszy syn popadł w alkoholizm, młodszy, mając 22 lata, popełnił samobójstwo.

W Domu Kombatanta

Instruktorzy ZHP pamiętali o niej, szczególnie Marcin Palonka i pastwo Chytrowscy, a gdy choroba wieńcowa i niedrożność żył przyczyniły się do konieczności amputacji nogi, wystarali się o miejsce dla „Babci” w Domu Opieki Społecznej „Dom Kombatanta” w Dobrzejewicach. Przez ponad 6 lat każde odwiedziny harcerzy, młodszych i starszych, były dla niej olbrzymią radością.
Pani Jadwiga Baranowska, urodzona 5 września 1918 r., zmarła 9 maja 2007 roku. W pogrzebie wzięło udział kilkadziesiąt osób związanych z harcerstwem oraz bardzo dużo sąsiadów i znajomych.
Pamiętając o zawsze nam życzliwej i dobrej „Babci harcerzy”, we wrześniu tego roku odprawiona została w kościele w Złotorii msza św. w Jej intencji, a druga zostanie odprawiona 26 października o godz. 9 w kościele Najświęszej Marii Panny w Toruniu.

Po latach

Jadwiga Baranowska zapisała się w pamięci harcerzy jako uczynna, dobrotliwa, nasza kochana Babcia. Tymczasem siedem lat po jej śmierci, latem tego roku w jednej z lokalnych gazet ukazuje się reportaż poświęcony Jadwidze Baranowskiej, w którym nazywa się ją Rusajką. W innym miejscu, cytując sąsiadkę p. Jadwigi, reporter pisze: „Co z niej za Baranowska, to przecież była prawdziwa Rusajka, a polskie nazwisko przejęła, żeby sobie u nas ułatwić”. I dalej: „Mówiła, że była pielęgniarką, ale wiadomo, po co pielęgniarki szły za wojskiem” - tak jakby Baranowska w czasie oblężenia Leningradu mogła kupić sobie bilet, wsiąść w pociąg i przyjechać do Polski. Autor zauważa, że nikt w Silnie nie pamięta, jak Baranowska była ubrana pod koniec stycznia 1945 r. Cytowana sąsiadka tak charakteryzuje zmarłą: „(...) do roboty to ona szybka nie była. Jak człowiek w polu robił, to przecież od razu widać było, kto grabie ma do ręki, a kto do dupy”. Cały reportaż utrzymany jest w tym stylu.
„Na jej pogrzebie nie było zbyt wielu ludzi” - czytamy dalej. „Mało kto ją lubił, choć w kościele przesiadywała całymi dniami.” Na dowód, że tak nie było, załączam zdjęcie z pogrzebowych uroczystości.
Widać, że rozszerza się u nas „moda”, szczególnie słyszalna wśród parlamentarzystów i dziennikarzy, szkalowania wszystkich, przypisując im nie tylko złe czyny, ale myśli i zamiary. W tym wypadku, nie szanując starego zwyczaju, że o zmarłych, którzy podlegają już sądowi Boga, źle się nie mówi, po siedmiu latach od śmierci p. Jadwigi Baranowskiej, dziennikarz znalazł nielubiącą jej sąsiadkę, która różne zasłyszane fragmenty życiorysu Jadwigi Baranowskiej przedstawiła w szkalującym ją świetle. Tekst wystawia świadectwo nie tylko jego bohaterce, ale też i autorowi.

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

H
Hanna
Jeździłam do Silna, na obozy harcerskie jako instruktor. Pamiętam straszną burzę, która rozszalała się nad naszym obozowiskiem. Cała kadra uspokajała wystraszone dzieci. Babcia Baranowska przygarnęła najbardziej bojące się dziewczynki na noc. Była "dobrym Duchem" Ośrodka, zawsze można było na Nią liczyć. Nie tylko ja jestem oburzona.To, jak postąpił redaktor "Poza Toruń" było bardzo nieetyczne, a zarazem nie profesjonalne. W swoim artykule oparł się wyłącznie na opowieści swojej rodziny. Skrzywdził dobrego człowieka, któremu tak wielu tak wiele zawdzięcza.
Z
ZofiaP.
Jako była mieszkanka wsi Silno nad Wisłą znałam osobiście panią Jadwigę Baranowską od wielu wielu lat. Była naszą sąsiadką. Pani Jadwiga była osoba uczynną, zawsze służącą pomocą. Jako młoda osoba pracowała ciężko na gospodarstwie. Gdy wyszłam zamąż często odwiedzałam ją wraz z mężem w jej domu( szkoła) w Silnie i później podczas jej pobytu w Domu Kombatanta w Dobrzejewicach. Po raz ostatni widziałam się z panią J. Baranowską na miesiąc przed jej śmiercią. Uczestniczyłam też w uroczystościach pogrzebowych śp.J. Baranowskiej w kościele w Grabowcu. W ceremoni pogrzebowej udział wzieli liczni mieszkańcy z Silna ,Grabowca,Złotoriioraz przedstawiciele Urzędu Gminy Obrowo z wójtem Andrzejem Wieczyńskim naczelne oraz liczna reprezentacja ZHP z Torunia . W mojej pamięci zapisała się jako osoba pogodna, miła, skromna, uczynna.
Y
Yoogi
Bardzo dziękuję za ten tekst. Autor artykułu Rusajka powypisywał kompletne bzdury i zapomniał o zasadzie "o zmarłych dobrze albo wcale". Na szczęście miał się kto za nią wstawić... Ja też pamiętam ją z jak najlepszej strony.
Dodaj ogłoszenie