Nie dajmy się oszwabić

Aleksander Nalaskowski
Jadąc przez Polskę, a bywało, że sporo podróżowałem autem, mijałem tablice z nazwami miejscowości. Gdy jest tablica, to znaczy, że jest miejscowość, a gdy jest miejscowość, to znaczy, że istnieje w niej choćby namiastka państwowej administracji, a jeśli zsumujemy napisane po polsku nazwy wiosek lub miast ze słusznym przekonaniem, że ktoś tym administruje, to dochodzimy do wniosku, że jesteśmy w Polsce.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.nowosci.com.pl/img/glowki/nalaskowski_aleksander.jpg" >Jadąc przez Polskę, a bywało, że sporo podróżowałem autem, mijałem tablice z nazwami miejscowości. Gdy jest tablica, to znaczy, że jest miejscowość, a gdy jest miejscowość, to znaczy, że istnieje w niej choćby namiastka państwowej administracji, a jeśli zsumujemy napisane po polsku nazwy wiosek lub miast ze słusznym przekonaniem, że ktoś tym administruje, to dochodzimy do wniosku, że jesteśmy w Polsce.

Innym symptomem jest graficznie przepiękny i mnie się wyłącznie dobrze kojarzący znak „Poczta Polska”. Charakterystyczna trąbka sygnałówka zda się, że gra Mazurka Dąbrowskiego.

<!** reklama>Jeszcze innym znakiem jest, oczywiście, tablica z napisem „Szkoła Podstawowa w&”. W moim podróżnym rankingu pierwsze miejsce zajmuje nazwa „Szkoła Podstawowa w Filipach Kłopotach”. Czyż nie śliczne?! Póki są polskie szkoły, to jesteśmy w Polsce. I nie inaczej.

Przyzwolenie na likwidację placówek jest kulturową zbrodnią. Tak jak onegdaj zamiana pałacyków i dworów w biura dla PGR. Krew mnie zalewa, gdy słyszę, że paru obwiesi z tej czy innej rady gminy, miasta, powiatu pozwala sobie na likwidowanie szkół, bo są nieekonomiczne. Durnie wybrani tylko na określoną kadencję podejmują decyzje na czas od teraz do nieskończoności. Szkoła, tak jak służba zdrowia i wojsko, jest z założenia nieekonomiczna, jest u swych źródeł deficytowa, bo nie produkuje niczego, co można by wyeksportować albo sprzedać w kraju. I bez znaczenia jest to, czy do szkoły uczęszcza trzydziestu czy też trzystu uczniów, zawsze będzie to przedsięwzięcie deficytowe.

W sytuacji, gdy na Śląsku odżywają śląskie resentymenty, my likwidujemy szkoły! Ani na chwilę nie wierzę, że Ruch Autonomii Śląska jest działalnością kulturalną i ma upowszechniać wiedzę o tym regionie. Guzik z pętelką! To ruch najwyraźniej proniemiecki, będący kompromisem pomiędzy „wyjechać do Reichu” czy „zostać w Polsce”. Wymyślono zatem, że najlepiej będzie Reich zrobić tutaj. A niedouczeni posłowie i różni inni „politycy” jak dzieci dają wiarę w brednie o twórczym mieszaniu się kultur. Dlaczego Kaszubom wystarczy ten wymiar autonomii, a „Ślązakom” nie? Bo jednym i drugim o coś innego chodzi. Kaszubi faktycznie pielęgnują swoją kulturę i język, a Ślązacy bazują na niechęci (albo i mocniej) do Polaków. Świadczy o tym jeden z najczęściej podnoszonych postulatów. Przyznanie prawa do używania określenia „narodowość śląska”. Czy to z miłości do nas?

A my, działaniem naszych demokratycznie wybranych reprezentantów, ułatwiajmy wszystkim zadanie. Zlikwidujmy szkoły, zamieńmy je na hurtownie, wtedy będą się opłacać. Dryfujemy (Tak! Bo nikt nad tym nie panuje) w bardzo niedobrym kierunku. Za chwilę albo nieco później obudzimy się z ręką w nocniku. I tyle będzie tego żeglowania.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie