Nie koniec bałaganu

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
- Umowy „na studenta” funkcjonowały nie tylko na basenach - zeznał Sergiusz Jagielski, związkowiec z MOSiR-u. Obrońcy oskarżonych dyrektora Aleksandra D. i kadrowej Janiny G. kontratakowali.

- Umowy „na studenta” funkcjonowały nie tylko na basenach - zeznał Sergiusz Jagielski, związkowiec z MOSiR-u. Obrońcy oskarżonych dyrektora Aleksandra D. i kadrowej Janiny G. kontratakowali.

<!** Image 2 align=none alt="Image 167564" sub="Obrońcy dyrektora i kadrowej Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji nie szczędzili wczoraj Sergiuszowi Jagielskiemu (w środku) niewygodnych pytań / Fot. Grzegorz Olkowski">Dyrektor i kadrowa Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Toruniu odpowiadają za nakłanianie 11 ratowników do fałszowania umów-zleceń na kursy nauki pływania i oszukanie w ten sposób ZUS-u. Kursy prowadzili etatowi ratownicy, ale - jak dowodzi prokuratura - przez sześć lat zalecano im, by w umowy wpisywali personalia osób uczących. Za nich, jak wiadomo, nie trzeba płacić składki ZUS. Aleksandrowi D. i Janinie G. grozi do 5 lat więzienia.

- Ten proceder funkcjonował nie tylko na miejskich basenach przy ulicach Bażyńskich i Hallera. Fikcyjne umowy na studenta zawierane były też na miejskiej siłowni. To tu, w 2004 roku, po raz pierwszy się z tym spotkałem. Byłem wówczas gospodarzem siłowni - zeznawał wczoraj Sergiusz Jagielski, były już pracownik MOSiR-u i były przewodniczący NSZZ „Solidarność” w ośrodku.

<!** reklama>Sędziego wątek siłowni nie interesował. - Rozumiem, że proces dotyczy umów na kursy pływania. Ubolewam nad tym, że policji i prokuratury nie zainteresowały nasze (ratowników - red.) sygnały o fikcyjnych umowach poza basenami. Dlatego niebawem zwrócę się wraz z inną osobą związaną z siłownią MOSiR do prokuratury z zawiadomieniem o podejrzeniu popełnienia przestępstwa - zapowiedział Sergiusz Jagielski po rozprawie.

Adwokaci Ewa Wielińska i Stanisław Chodkowski, broniący dyrektora i kadrowej, nie szczędzili ratownikowi niewygodnych pytań: o konflikty z kadrową (dostał nagany), kontakty z inspekcją pracy, stan zdrowia, a nawet sprawy prywatne. Padło też pytanie o to, dlaczego jako związkowiec Jagielski sam nie poinformował Państwowej Inspekcji Pracy o umowach „na studenta”. - Bo działacz związkowy nie jest od pilnowania interesu Zakładu Ubezpieczeń Społecznych czy Urzędu Skarbowego, tylko pracowników - odpowiedział.

Oskarżeni nie przyznają się do winy. Aleksander D. zarówno w sądzie, jak i w prokuraturze, odmówił składania jakichkolwiek zeznań.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie