Nie ma skarbu, nie ma wsi

Adam Luks
Czas niszczy wolno to, czego ludziom nie opłacało się rozkraść. Kilka kamieni, desek, cegieł i spróchniałe resztki płotów - ostatnie ślady po opuszczonej osadzie Swatno.

Czas niszczy wolno to, czego ludziom nie opłacało się rozkraść. Kilka kamieni, desek, cegieł i spróchniałe resztki płotów - ostatnie ślady po opuszczonej osadzie Swatno.

<!** Image 2 align=right alt="Image 79349" sub="Zdjęcie gospodarstwa rodziny Bogunów zrobione w 1975 roku. / Fot. Adam Luks">Była wieś, nie ma wsi. Pozostała pusta polana w sercu Wdeckiego Parku Krajobrazowego na terenie Borów Tucholskich. I kilka wyblakłych wspomnień tych, którzy mieszkali tu przed laty. Nic niezwykłego. Może poza plotką o zakopanym w okolicy skarbie, tak zresztą niewiarygodną, że dziś nikomu nie chce się już go szukać.

- Tutaj była piwniczka, trzymaliśmy w niej jedzenie, chłodziła prawie tak dobrze jak lodówka. Tu stała stodoła, a tędy, między tymi dwoma jałowcami, wchodziło się do domu - opowiada Stefania Bogun, która wyprowadzała się ze Swatna jako ostatnia.

<!** reklama>To było ponad 20 lat temu. Dziś, kiedy ma już prawie osiemdziesiątkę na karku, znowu odwiedza miejsce, w którym spędziła kawał życia. Na naszą prośbę odtwarza w pamięci kształty nieistniejących zabudowań.

Ostatni dom Bogunów

- Za Stanisława Boguna wyszłam w 1953 r., wtedy sprowadziłam się do Swatna na stałe - mówi, pokazując wpis meldunkowy w pożółkłym dowodzie osobistym. - Wieś już wówczas powoli pustoszała. Część mieszkańców, głównie Niemców, wyprowadziła się wcześniej w wyniku wojennej zawieruchy. Inni odeszli zaraz po wojnie. Pozostało tylko pięć domów i cztery rodziny - Zielińscy, Zawadzińscy, Mociccy i Boguny, czyli my.

Tylko jeden z domów był murowany. W miejscu, gdzie stał, można jeszcze znaleźć pokruszone cegły. Najwięcej zostało z drewnianego domu Bogunów: fragmenty płotu, resztki fundamentów, próg przed nieistniejącymi już drzwiami.

<!** Image 3 align=left alt="Image 79349" sub="Na fotografii Stefania Bogun: - Dziwne uczucie, stoję tu i patrzę na swoją wieś, której już nie ma. / Fot. Adam Luks">- Jeszcze kilka lat temu sterczał w tym miejscu wysoki komin, pamiętam też, że obok pochylała się stodoła - opowiada Marek Lejk, obecnie urzędnik w gminie Osie, odpowiedzialny za promocję i ochronę środowiska, a wcześniej pracownik nadleśnictwa. - Przejeżdżałem przez Swatno motorem prawie codziennie. Widziałem, jak powoli znika ostatnia zabudowa. Jednego roku zniknęła tylna ściana stodoły, następnego boczna, a potem reszta. Społeczeństwo uznało widocznie, że stare dechy mogą się przydać. Na sam koniec rozebrali komin. Poczerniałe sztachety z ogrodzenia okazały się pewnie nieprzydatne, bo płot częściowo stoi, a częściowo leży do dziś.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że cała reszta wsi równo zarosła trawą. Po uważniejszym oglądzie można jednak domyśleć się, gdzie stały domy i zabudowania gospodarcze, bo trawa jakoś inaczej rośnie w tych miejscach.

Leśna osada

Z operatu historycznego, który znajduje się w siedzibie WPK, wynika, że leśna osada Swatno została założona w pierwszej połowie XIX w. W 1885 r. mieszkało tam 41 osób. Była nawet szkoła i poczta. W 1921 r. pozostało już 34 mieszkańców - 21 katolików i 13 ewangelików.

- Budynek, w którym mieściła się szkoła, pamiętam, mieszkała w nim pani Mocicka. Lekcje jednak za moich czasów już tam się tam nie odbywały - wspomina Kazimierz Bogun, jeden z synów pani Stefanii. - Musieliśmy chodzić do szkoły w Starej Rzece, 7 kilometrów przez las. Najgorzej było zimą, czasem udało się załapać na jakąś podwózkę, ale bywało, że brnęliśmy przez zaspy po kilka godzin w jedną stronę. A zimy były wtedy, że ho, ho, nie takie byle co jak dzisiaj.

<!** Image 4 align=right alt="Image 79356" sub="Na wielu mapach, nawet tych nowych, Swatno jest nadal zaznaczane - mówi Marek Lejk">Czasem ostry mróz sprawiał, że dyrektor szkoły w Suchej Rzece nie pozwalał dzieciom wracać do domu. Zatrzymywali się u niego, nawet na kilka dni.

- Było ciężko i biednie - wspomina Kazimierz Bogun. - Bez prądu, bez telewizji, do tego czasy złe. Jedno wydarzenie szczególnie utkwiło mi w pamięci. Mama wypuściła się zimą do Osia z kartkami, bo rzucili kiełbasę. Brnęła osiem kilometrów w śniegu, a potem stała cały dzień w kolejce. Wróciła w nocy. Kiełbasy nie przyniosła, nie wystarczyło. Długo płakała.

Dzieci wcześnie wyfrunęły z rodzinnego gniazda. Już po 4 klasie podstawówki zamieszkały w internacie w Drzycimiu. - Wracaliśmy na wakacje. I wtedy było wesoło - mówi Kazimierz Bogun. - Latem można docenić uroki życia w środku lasu. Pamiętam bitwy dzików pod oknami, na łące krowy pasły się razem z sarnami. Z sąsiadami zawsze dobrze się dogadywaliśmy. Zbliżało nas to dziwne położenie. Garstka ludzi zagubiona wśród lasów, niczym na bezludnej wyspie.

A potem wyprowadzili się Zielińscy, po nich Mociccy i Zawadzińscy, Boguny zostali w lesie sami.

Został tylko skarb?

- Mieszkaliśmy tam jeszcze kilka ładnych lat, mąż nie chciał się wyprowadzać, ja nalegałam - wspomina Stefania Bogun. - W 80. roku przyszła wielka powódź. Całe Swatno znalazło się pod wodą, to ostatecznie go przekonało. Kupiliśmy chałupę w Osiu, ale nie zdążył się tam przeprowadzić. Zasłabł podczas remontu, gdy nosił wiadrami glinę na piec i już nie odzyskał przytomności.

Kazimierz Bogun twierdzi, że myśli dziś o Swatnie raczej z niechęcią niż sentymentem: - Jakoś nigdy nie czułem, że to mój dom. Stara poniemiecka rudera, w której zakwaterowano ojca przez przypadek, bo tak akurat się złożyło.

Stanisław Bogun znał poprzednich właścicieli. - Ukrywał ich nawet przez chwilę, gdy nadeszli Ruskie. Rzucili go za to na glebę i przydusili do ziemi widłami, mimo to nie wydał - mówi syn gospodarza. - Stara Niemka dziękując mu potem wyjawiła, że na terenie gospodarstwa zakopane są skrzynie ze srebrnymi sztućcami, zegarami i złotem. Jak znajdziesz, będziesz bogaty, powiedziała i odeszła.

Bogun szukał skrzyni. Zerwał nawet podłogę w domu, ale niczego nie znalazł.

- Sam też kilka razy brałem się za ten „skarb” - wspomina Józef Kreja, historyk amator z Osia. - Kontaktowałem się nawet w tej sprawie z jednym sławnym jasnowidzem, Filipkiem.

Jasnowidz stwierdził, że widzi krzyż, a pod nim złoto. Kreja rozpytywał, ale nikt nie wiedział, o jaki krzyż może chodzić. Potem ustalił, że krótko przed śmiercią starego Boguna do Swatna przyjechało żółtym mercedesem dwóch Niemców.

- Połazili chwilę, porozglądali się, a potem zlecili rodzinie jakieś prace w lesie, płacili dewizami. Sami zostali we wsi. Jeżeli był tam jakiś skarb, to najpewniej zniknął wtedy. Jest już tylko historią. Tak jak i całe Swatno.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie