Nie musiało być aż tak tragicznie

ks
Czterej policjanci, których stan zdrowia pozwala na podróż lotniczą, wrócili wczoraj do Polski razem z komendantem głównym policji i szefem MSWiA.

Czterej policjanci, których stan zdrowia pozwala na podróż lotniczą, wrócili wczoraj do Polski razem z komendantem głównym policji i szefem MSWiA.

Na spotkaniu z policjantami stacjonującymi w Kosowie minister Grzegorz Schetyna usłyszał sporo gorzkich słów. Zdaniem policjantów, nie doszłoby do tragedii, gdyby dowództwo szybciej podjęło decyzję o odpowiedzi na atak Serbów. Zdaniem policjantów, tragedii można było uniknąć. Twierdzą, że dowództwo za późno zadecydowało o użyciu środków przymusu bezpośredniego, takich jak gaz czy gumowe kule.

- Trzej policjanci zostali przewiezieni na lotnisko karetkami, czwarty dotarł śmigłowcem z amerykańskiego szpitala - powiedział rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski. Jak dodał, do Polski wracają ci policjanci, których stan pozwala na podróż lotniczą.

W szpitalu wciąż przebywa jeszcze 14 polskich policjantów.

Na spotkaniu z szefem MSWiA policjanci mówili o sprzęcie, który nie spełnia ich oczekiwań. Jak się okazało, funkcjonariusze nie mieli ochraniaczy na ręce i nogi. Dlatego ranni mają głównie obrażenia rąk, nóg i pośladków. Mariusz Sokołowski mówił także, że należy pomyśleć o nowych tarczach dla policjantów.

<!** reklama>Policjanci poruszyli także kwestię pieniędzy. Dostają oni 35 dolarów na dzień. - Życie i obrażenia są nisko wycenione - powiedział Mariusz Sokołowski.

Po spotkaniu minister spraw wewnetrznych Grzegorz Schetyna i komendant główny policji Andrzej Matejuk pojechali do szpitala ONZ w Prisztine, gdzie znajdują się ciężej ranni policjanci.

Przypomnijmy, że poniedziałkowy szturm na budynek sądu ONZ w Kosovskiej Mitrovicy rozpoczął się o świcie. Uczestniczyło w nim ponad 500 policjantów i żołnierzy sił ONZ, głównie Ukraińców. Zatrzymano 53 Serbów. Wywołało to wzburzenie Serbów, którzy zaatakowali konwój z aresztowanymi, w wyniku czego kilku zatrzymanych zbiegło. Podpalono też co najmniej jeden pojazd ONZ. W starciach ucierpiało 20 ukraińskich milicjantów, 28 polskich policjantów i 20 francuskich żołnierzy KFOR.

Wczoraj zmarł porucznik ukraińskiej milicji, który został ciężko ranny w zamieszkach. To pierwsza ofiara poniedziałkowych starć.

- To była regularna bitwa - mówi o poniedziałkowych starciach z Serbami jeden z polskich policjantów służących w Mitrovicy. - Po prostu były płacz i jęki, ale dzięki naszej, polskiej charyzmie i wyszkoleniu trzymaliśmy się razem i pomagaliśmy sobie, to bardzo ważne - dodał funkcjonariusz.

Uczestnicy starć widzieli także, jak upadł ukraiński policjant, jedyna ofiara poniedziałkowej bitwy. - Strasznie to wyglądało. Cieszę się, że my nie mamy aż takich obrażeń. Widziałem tego ukraińskiego kolegę, a dzisiaj się dowiedziałem, że nie żyje - powiedział asp. Włodzimierz Stefański, ranny w starciach.

Według policjanta, ukraiński funkcjonariusz miał rany podobne do tych, które mieli Polacy. - Może też miał nieprzystosowane ochraniacze - sugerował.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie