Niewolnicy z polskich lasów

Jacek Kiełpiński
Mówią o nich: zule. Sami też określają siebie używając tego skrótu. Czasem, gdy humor lepszy, żartują, że są plemieniem Zulusów. Kilkudziesięciotysięczna armia pracowników Zakładów Usług Leśnych to zamknięty krąg. Zdaniem fachowców - ostoja szarej strefy.

Mówią o nich: zule. Sami też określają siebie używając tego skrótu. Czasem, gdy humor lepszy, żartują, że są plemieniem Zulusów. Kilkudziesięciotysięczna armia pracowników Zakładów Usług Leśnych to zamknięty krąg. Zdaniem fachowców - ostoja szarej strefy.

<!** reklama>

- Przez lata robiłem przy produkcji palet w ZUL „Sosenka”. Osiem godzin na stojąco każdego dnia. Noga najpierw zaczęła pobolewać, potem było coraz gorzej, w sierpniu mi ją amputowali. Nie byłem zarejestrowany w ZUS, pracowałem na dziko, więc chorobowe się nie należało. Dziś pomaga mi tylko gmina. Nie wiem, co dalej będzie.

Stanisław Seroczyński z Mostek pod Włocławkiem, dziś inwalida na wózku, może już mówić. Należy do byłych pracowników leśnych, którzy zaczynają publicznie ujawniać kulisy zatrudnienia w Zakładach Usług Leśnych. - Wszyscy związani z polskimi lasami wiedzą, o co chodzi. Jak ma przyjechać kontrola z Państwowej Inspekcji Pracy, a takie czasami, choć rzadko bywają, to właściciel ZUL zawsze ma wcześniej cynk. Zostawia w pracy kilku z umowami i zarejestrowanych, a resztę wygania do domów.

<!** Image 2 align=none alt="Image 222594" sub="Zulowcy żyją i mieszkają bardzo skromnie. Zapewniają, że w okolicy innej pracy człowiek nie znajdzie, więc są skazani na zatrudnienie w ZUL-ach, gdzie używają własnego sprzętu, transportu i często prywatnych ubrań.">

Wałęsa jest przerażony

Przeszukując zasoby Internetu, szczególnie fora leśne, łatwo zauważyć, że problem jest ogólnopolski. Przyznaje to Rafał Jajor, redaktor naczelny „Gazety Leśnej”.

- Ten proces rozpoczął się wraz z transformacją na początku lat 90., gdy sukcesywnie zaczęto w Lasach Państwowych pozbywać się pracowników leśnych, którym składano propozycje nie do odrzucenia, by się zwolnili i założyli własne firmy. Tak powstały ZUL-e, które zaczęły ze sobą konkurować w przetargach organizowanych przez Lasy. By utrzymać się na rynku, obniżały stawki, czyli np. koszt pozyskania drewna. Inna rzecz, że same Lasy też oferowały wyjściowe kwoty rażąco niskie. To wszystko musiało się odbijać na pracownikach. Dlatego dziś wielu oskarża Lasy Państwowe o propagowanie szarej strefy - wyjaśnia Rafał Jajor.

„Gazeta Leśna” opublikowała kiedyś list do redakcji zatytułowany „Nie traktujcie pracowników zuli jak niewolników”. Słowo „niewolnictwo” pada też najczęściej w rozmowach z byłymi pracownikami.

- Mam 65 lat. Pamiętam, że były kiedyś umowy-zlecenia, buty się nawet dostawało. O, te mam jeszcze po pracy w ZUL „Sosenka” Grzegorza Ruczewskiego. Okazało się, że od lat nie byłem rejestrowany. Teraz, gdy prawie chodzić nie mogę i do roboty nie biorą, wiem, że przynajmniej od 12 lat składek za mnie nie płacono - Jan Wałęsa pokazuje swoje skromne obejście i zaczyna skręcać papierosa z resztek tytoniu. Jest przerażony tym, co przed chwilą powiedział. Wspomina, że już kiedyś został pobity za mówienie prawdy. Nie ukrywa - boi się przyszłości. Przyznaje, że czuje się jak niewolnik. Wykorzystany i kopnięty. Mówi mało i oszczędnie. Co jakiś czas ociera łzę.

Niech mi udowodni, że pracował!

- Na układy nie ma mocnych! - zawzięcie z kolei wykrzykuje Marek Myzia z Murska. - Ja akurat byłem u Ruczewskiego zarejestrowany, ale kilkudziesięciu innych nie. Za to jak robiłem w ZUL Bąkowski, to już na dziko. Wszyscy wiedzą, że żadna kontrola niczego nie wykryje, bo zawsze jest wcześniej ostrzegawczy telefon. Są ZUL-owcy, którzy dają jakieś ubrania robocze, kamizelki, coś tam, coś tam - są i tacy, to fakt... Ale posiłków regeneracyjnych nie dostanie się nigdzie, najwyżej wodę latem.

Ogromny żal nosi w sercu Franciszek Błaszczyk z Telążny Starej. Ma 67 lat i żadnych szans na udokumentowanie swojej wieloletniej pracy w ZUL Bąkowski.

- Wałęsa, ten od Ruczewskiego, poszedł się je...ć, teraz ja poszedłem się je...ć - macha ręką. - Zostałem oszukany, dwanaście lat straciłem. A wmawiano mi, że jetem w ZUS-ie rejestrowany i opłacaną mam składkę. I g...o prawda! Oszukali mnie, ku...sy!

Zadzwoniliśmy do pracodawców wspominanych przez byłych pracowników. Grzegorz Ruczewski z „Sosenki” od razu przeszedł do kontrataku: - Seroczyński umowę jakąś tam miał, musiałbym sprawdzić, a Wałęsa niech sobie gada, co chce, niech mi to udowodni, że pracował! No, niech udowodni!

Z kolei Krzysztof Bąkowski zareagował dość dziwnie, gdy spytałem o przypadki Marka Myzi i Franciszka Błaszczyka: - Nie wiem, o czym pan mówi.

Gdy spytałem o zasady zatrudniania w jego firmie, reakcja była ta sama: - Nie wiem, o czym pan mówi - powtarzał wielokrotnie. A ostatecznie wyłączył telefon.

Państwowa Inspekcja Pracy zdaje sobie sprawę z problemu.

- Prawda jest taka, że nielegalność zatrudnienia najłatwiej ukryć w lesie - przyznaje Bogusław Łaguna, szef włocławskiego oddziału Okręgowego Inspektoratu Pracy w Bydgoszczy. - Nie jest łatwo podjąć kontrolę w środku lasu. Najpierw zawsze dzwonimy do nadleśnictwa, by dowiedzieć się, gdzie dokładnie dany ZUL pracuje i jak tam dotrzeć. To konieczność, proszę mi wierzyć. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę, że pracownicy Lasów i właściciele ZUL-i doskonale się znają. To zamknięte środowisko. Bardzo możliwe, że są przypadki uprzedzania o naszych kontrolach, nie mogę tego wykluczyć.

A co na to dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu?

- Zamówienia publiczne są bezlitosne i każdy nadleśniczy musi je respektować - Janusz Kaczmarek zaczyna ogólnie, szkicując sytuację. - Pamiętajmy, że ZUL-e to oddzielne podmioty gospodarcze. Do ich kontrolowania powołane są PIP i urzędy skarbowe. My narzędzi nie mamy, by się tym zajmować. Faktem jest, że kiedyś, gdy Lasy Państwowe miały pracowników leśnych, byli to ludzie dobrze wyszkoleni i znali świetnie teren. Dziś jest różnie. W wielu Zakładach Usług Leśnych sporo pozostaje do życzenia. A kontrolowane są zdecydowanie rzadziej niż my - państwowa firma.

Stało mi się to w domu...

Jednak wyniki kontroli PIP w ZUL-ach są mizerne. Jest ponoć tak, jak żartują ludzie lasu: - Przyjeżdża kontrola. Na miejscu trzy osoby z umowami. „Tak, to myśmy wycięli ten las, w trójkę”, zapewniają. Niewolnicy w tym czasie chowają się w krzakach albo przedzierają bocznymi drogami do domów.

A wypadki? Praca w lesie uchodzi przecież za jedną z najniebezpieczniejszych.

- Kilka osób rocznie ginie - przyznaje Rafał Jajor z „Gazety Leśnej”. - Jednak to zbyt mała skala, by państwo zauważyło problem. Zdarza się, że rannych przetransportowuje się do domów.

Potwierdzają to byli pracownicy.

- Ja robiłem tylko jako zarejestrowany, dbałem o to, bo właśnie bałem się najbardziej wypadku - zapewnia Jacek Jędrzejczak z Zuzałek. - Ale znam wiele takich przypadków, że nawet parę złotych rannemu dawano, by powiedział: „Stało mi się to w domu”. Wtedy może mieć szansę na jakąś rentę, gdy płacił składki w KRUS. Tak się tych ludzi przekonuje, zamyka im usta i sprawy nie ma. <

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
Tomek

Lasy Państwowe płacą z u l 15 zł za roboczo godzinę, to nie wystarcza nawet na płace minimalna która wynosi ok 2800 cały koszt pracodawcy, i Inspekcja Pracy powinna się tym zająć

L
Lopusz

Wielu nadleśników ma udziały w dużych ZULach, o czym wie całe środowisko, wójtowie,inspektorzy pracy,sędziowie i nauczyciele, z księdzem proboszczem na czele i nikomu to nie przeszkadza, że witając się z nadleśnikiem ściskają rękę złodzieja.

G
Gość
Tu jest prawda o genezie takiego NIEWOLNICZEGO RYNKU... W centrum Europy, w XXI wieku- za mojej 9podobno) Solidarnosciowej polski...[:-(((]

..." Gość, dnia 29 Paź 2013 - 07:50 AM, napisał:
Niektórzy krwiopijcy i wyzyskiwacze płodzą dzieci żonom swoich niewolników a następnie tłumaczą,że chętnie by zarejestrowali niewolnika tylko niewolnik nie chce bo ściga go komornik za alimenty.Hipokryzja podwójna!

Kierownictwo nadleśnictwa ścigało leśniczego za to,że wydał do Inspektorów Państwowej Inspekcji Pracy, gdzie pracują niewolnicy w lesie państwowym przy wykonywaniu usług leśnych przez krwiopijce i wyzyskiwacza.

Również krwiopijca i wyzyskiwacz podał leśniczego do sądu o stalking za to,że zgłaszał do różnych instytucji państwowych niewolnictwo i wyzysk oraz płacenie niewolnikom kradzionym drewnem z lasu państwowego.
G
Gość

To tylko częściowa prawda- znikoma, A ZATEM NIE GENEZUJÄ„CA taki stan jaki w części opisał dziennikarz N !
Odpowiedz- jak można prowadzic sprzedaż [ na rynku Włocławka !] drewna opałowego przez > 10 lat- nie będąc nawet firmą zarejestrowaną, lub ryczałtowcem[ inna także prosperująca na takich zasadach] - co to ani jednego dowodu sprzedaży przez ten czas[ poza 'ukazywaniem'' przed nosami kupujących asygnat-- z Lasów Państwowych !!!]
nie wystawiła[l. mn.] na swoją firmę???!!!
Jak się nazywa taki HANDELEK ?
Czy uważasz, że np. " osłonowi" takich firm..., nie wiedzieli o tym- co latami tam się "kręciło" ???!!!

G
Gość

To tylko częściowa prawda- znikoma, A ZATEM NIE GENEZUJÄ„CA taki stan jaki w części opisał dziennikarz N !
Odpowiedz- jak można prowadzic sprzedaż [ na rynku Włocławka !] drewna opałowego przez > 10 lat- nie będąc nawet firmą zarejestrowaną, lub ryczałtowcem[ inna także prosperująca na takich zasadach] - co to ani jednego dowodu sprzedaży przez ten czas[ poza 'ukazywaniem'' przed nosami kupujących asygnat-- z Lasów Państwowych !!!]
nie wystawiła[l. mn.] na swoją firmę???!!!
Jak się nazywa taki HANDELEK ?
Czy uważasz, że np. " osłonowi" takich firm..., nie wiedzieli o tym- co latami tam się "kręciło" ???!!!

x
xxxx

Gdyby nie zule większość ludzi na wsiach nie miałaby pracy. Ludzie sami nie chcą być rejestrowani ponieważ maja różnego rodzaju zadłużenia (komorników) Wlasciciele zulu chcą rejestrować ludzi bo to jest w ich interesie ale ludzie nie chca

Solidaruch i .

Mówi Pan, ze :
..." Pamiętajmy, że ZUL-e to oddzielne podmioty gospodarcze. Do ich kontrolowania powołane są PIP i urzędy skarbowe. My narzędzi nie mamy, by się tym zajmować".

Bardzo INTELIGENTNY wybieg- wyjatkowo!!

Emeryt-insp.

ników ZUL-i , dzięki pracy których pracy doszli do fortun(!) Poznałem to siedlisko układów( także politycznej podległości), gdzie wszyscy "inni"(...) czerpią zyski, a biedak NIE DOŚC, ŻE MA PŁACONE jak parobek(jałmużnę ...) , to jeszcze poza ubezpieczeniem ZUS-owskim.
To jest urągajace Państwu i politykom( miejscowym i nie tylko!) , aby w XXI w , w naszej Polsce demokratycznej( mojej na pewno- bo " obalałem komunę":-((() , taka małośc, takie cwaniactwo( szefów ZUL-ow) było TOLEROWANE - od lat!!!
P.S.
Mnie wiecej jak śmieszy wypowiedź |szefa PIP z ||Włocławka, o :
..." Prawda jest taka, że nielegalne zatrudnienia najłatwiej jest ukryc w lesie...
po czym dodaje:
..." Najpierw zawsze dzwonimy do nadleśnictwa, by dowiedziec się ..."
a na końcu wręcz w sposób wylewny dodaje:
..." Oczywiscie , zdajemy sobue sprawę, że pracownicy Lasów i własciciele ZUL-i doskonale się znają..."
Ot i metody!
To w PRL-u, za "komuny" kontrole tego typu były prowadzone z wiekszą troską o odkrycie prawdy i ocenę - w imie dobra pracowników!

Dodaj ogłoszenie