Nocne kursy taksówką z dreszczykiem emocji

Joanna Pociżnicka
Kluby nocne, agencje towarzyskie, kursy za miasto albo w podejrzane miejsca. Jeżdżą, bo chcą zarobić, jednak często kurs okazuje się nie lada przygodą.

Kluby nocne, agencje towarzyskie, kursy za miasto albo w podejrzane miejsca. Jeżdżą, bo chcą zarobić, jednak często kurs okazuje się nie lada przygodą.

Swoją wędrówkę rozpoczynam od postoju taksówek przy Uniwersamie. Jest godzina 23, tzw. nocka trwa już dobrą godzinę. W pierwszej taksówce za kierownicą siedzi pan Piotr. Ma 32 lata, a od sześciu jest taksówkarzem w jednej z toruńskich korporacji. Jak sam przyznaje, przygód w taksówkarskim życiu miał wiele.

- Wożę różnych ludzi, głównie nocą. Kilka dni temu miałem kurs na Rubinkowo. Wiozłem kulturalnego pana po 40-tce. Właściwie dojeżdżałem już na miejsce, kiedy dostrzegłem w lusterku, że trzyma w rękach duży kuchenny nóż. Patrzy się na niego, a następnie chowa. Chwilę później zapłacił, pożegnał się i wyszedł. Przez kilka minut wychodziłem z szoku.

<!** reklama>Podobną historię przeżył pan Jan, lat 60. W zawodzie od 27 lat.

- Wiozłem ostatnio kilku mężczyzn. Chcieli, żebym ich zawiózł za miasto, do Chełmży, gdzie chcieli coś załatwić. W połowie drogi wyciągnęli broń i zaczęli ją ładować. Z zimną krwią kontynuowałem podróż, nie odzywając się ani słowem. Na szczęście, broni nie użyli, a ja bezpiecznie dojechałem do domu.

Ciekawą przygodę miał także pan Michał, który jeździ taksówką dopiero od kilku lat.

- Miałem kurs jakoś trzy dni temu. Wiozłem miłego pana na Wrzosy, wydawało mi się, że jest normalny. W pewnym momencie zaczął się mnie pytać, kto koło mnie siedzi, a przecież nikogo tam nie było, tylko nas dwóch. Dał mi radę, żebym poszedł do jasnowidza i kupił amulet, bo wyczuwa złe fluidy. Komentarz zachowałem dla siebie.

Taksówkarze bardziej od złych mocy boją się jednak znikających klientów.

- Klienci, którzy nie płacą za kursy, to zmora każdego taksówkarza - uważa pan Jan. I wylicza.

- Kiedyś nad ranem przyjąłem kurs z Rubinkowa na Gagarina. Wsiadła młoda kobieta, blondynka, skąpo ubrana. Było około piątej nad ranem, sobota. Kiedy dojechałem pod jej dom, uparła się, że zapłaci inaczej. W naturze. Zamurowało mnie.

- Najważniejsze to nie kłócić się. Być spokojnym - mówi pan Marek, 58 lat, na taryfie od 30 lat. - W karierze miałem przypadek, że zawiozłem klienta do Grębocina, a na miejscu on mówi mi, że nie zapłaci, bo nie ma czym. Ale mogę sobie wziąć coś w zastaw. Byłem zdesperowany, poszedłem do niego do domu. Jedyne, co znalazłem, to była szlifierka kątowa. No to zabrałem. W sumie nawet się przydała i już tak na niego nie przeklinałem.

- Ja to najbardziej lubię z wesołymi chłopakami jeździć - deklaruje pan Kazimierz, lat 46, taksówkarz od 12 lat. - Przynajmniej jest zabawnie. Ze dwa tygodnie temu klient chciał, żebyśmy pojechali do agencji. No to zawiozłem go do jednej i czekam. Patrzę, a facet wychodzi dosłownie po kilku minutach. Pytam, co tak szybko, a on mówi, że w klubie same „kaszaloty” i musimy znaleźć coś innego. No to pojechaliśmy.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie