Nowa karta jest niepotrzebna

Redakcja
Udostępnij:
Kartę nauczyciela, najważniejszy zbiór praw i obowiązków nauczycielskich, czekają zmiany. Dla nauczycieli stanie się ona atrapą przepisów, a władzę nad oświatą przejmą samorządy i dyrektorzy.

Kartę nauczyciela, najważniejszy zbiór praw i obowiązków nauczycielskich, czekają zmiany. Dla nauczycieli stanie się ona atrapą przepisów, a władzę nad oświatą przejmą samorządy i dyrektorzy.

<!** Image 2 align=none alt="Image 165663" sub="Polski system edukacji czekają kolejne bardzo poważne zmiany. Fot. Tadeusz Pawłowski">- Stworzenie nowej Karty nauczyciela to trudne przedsięwzięcie. Aby dokument ten był lepszy od obecnego i byśmy w przyszłości byli z niego zadowoleni, potrzebny jest szeroki dialog społeczny. Chciałabym, żebyśmy spróbowali szukać pewnego konsensusu, który w wielu obszarach jest możliwy - powiedziała Katarzyna Hall, minister edukacji narodowej, podczas spotkania zespołu opiniodawczo-doradczego do spraw statusu zawodowego nauczycieli.

Prace nad zmianami rozpoczęły się w kwietniu 2010 roku i zostały przedłużone do czerwca bieżącego roku. Do tej pory nie opublikowano jednak żadnych wniosków. Kilka dni temu zespół samorządowy przedstawił kilkanaście propozycji, dotyczących zmian w ustawie Karta nauczyciela. W środowisku pedagogów zaczęło wrzeć.

<!** reklama>- Odbije się to negatywnie na pracy szkół, bo wszystkie zmiany zdają się prowadzić do oszczędności.
A na edukacji nie można oszczędzać - mówi Grzegorz Gruchlik, prezes oddziału regionalnego Związku Nauczycielstwa Polskiego. - Zastanawiające jest to, że zespół samorządowy zaprezentował swoje stanowisko w szybkim tempie, zaledwie trzy miesiące po wyborach samorządowych. Przed wyborami nikt nie podniósłby ręki na Kartę nauczyciela.

Zdaniem przedstawicieli oświatowych związków zawodowych, nie ma żadnych przesłanek, aby tworzyć ustawę Karta nauczyciela od nowa, a zmiany ograniczą prawa pracowników oświaty i doprowadzą do destabilizacji systemu jej organizacji.

Etaty i awnse

Jedna z ważniejszych i bardziej kontrowersyjnych propozycji dotyczy podniesienia pensum, czyli obowiązkowej liczby godzin, które musi przepracować nauczyciel,
o cztery, a nawet o sześć godzin. Przeciwnicy pomysłu zwracają uwagę na to, że siatka godzin szkolnych jest sztywna i wprowadzenie dodatkowych jednoznacznie będzie wiązać się ze zwolnieniami. Obliczono nawet, że każda godzina oznacza utratę pracy dla 5 proc. nauczycieli. Znowelizowanej ustawie przestaliby podlegać pedagodzy, którzy nie uczą przy tablicy, a zajmują na przykład stanowiska logopedy, wychowawcy świetlicowego, bibliotekarza lub są zatrudnieni w tzw. ośrodkach oświatowych (domy kultury, zakłady poprawcze, schroniska dla nieletnich). Według niektórych opinii, takie rozwiązanie zmniejszyłoby liczbę polskich nauczycieli prawie o połowę.

Kolejny krytykowany pomysł mówi o likwidacji stopni awansu.

- Dziś karta określa cztery stopnie awansu zawodowego, a promocję na dwa najwyższe stopnie otrzymują najbardziej doświadczeni nauczyciele, którzy dodatkowo zdają egzamin. Czy po zmianach wszyscy nauczyciele będą równi? Kto i według jakich kryteriów ma oceniać naszą pracę i zaangażowanie? - pyta Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego „Solidarność - Oświata”. - Mamy też wątpliwości w kwestii zniesienia zatrudnienia na podstawie mianowania nauczycieli dyplomowanych
i mianowanych. Rozumiem to tak, że będzie można zwolnić nauczyciela bez podawania przyczyn.

Oponenci zmian obawiają się, że kompetencje dyrektorów szkół zbytnio wzrosną, a ewentualny awans czy przyznanie nagrody będzie zależało od ich prywatnych sympatii i antypatii.

- Nauczyciel mógłby uzyskać od dyrektora tytuł honorowy, za którym nie idzie bezpośrednio podwyżka. W ramach awansu można byłoby zostać opiekunem stażystów albo projektu i dopiero za to przyznawane miałyby być gratyfikacje - dodaje Grzegorz Gruchlik.

Aspiracje samorządów

Punkt sporny stanowią też umowy. Teraz sytuacja jest stabilna, bo nauczyciele mają zagwarantowane umowy o pracę na czas nieokreślony, a kontrakty na czas określony podpisują, kiedy na przykład odrabiają godziny w zastępstwie za chorego kolegę. Zespół samorządowy proponuje im nowe kontrakty z... samorządami, ale o szczegółach nic nie wspomina. Czyżby samorząd miał dyktować warunki pracy?

To, co najbardziej zastanawia oświatowych związkowców, to fakt, że wnioski wyciąga się, zanim opublikowano ważne dla sprawy badania. - Pierwszy raz od kilkudziesięciu lat prowadzone są badania na temat czasu i warunków pracy nauczycieli. Zamiast poczekać, aż będziemy mogli zapoznać się z ich wynikami, przedstawiciele samorządów bazują na indywidualnych odczuciach, stereotypach, a może nawet na negatywnych wspomnieniach z lat szkolnych. Bo jakiś wójt pamięta, że w jego szkole tak było
i uważa, że trzeba to zmienić - mówi Sławomir Wittkowicz.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie