O czym szumią wiatraki

Jacek Kiełpiński
Udostępnij:
Grzęźnie rozwój ekologicznej energetyki wiatrowej w gminie Wąbrzeźno. Ludzie dyskutują, inwestorzy obiecują miliony, a władze... blokują budowę farmy wiatraków. Wójt godzi się nawet na przydomek Don Kichot.

Grzęźnie rozwój ekologicznej energetyki wiatrowej w gminie Wąbrzeźno. Ludzie dyskutują, inwestorzy obiecują miliony, a władze... blokują budowę farmy wiatraków. Wójt godzi się nawet na przydomek Don Kichot.

Świetlica wiejska w Orzechówku. Na odrapanej ścianie obraz z rzutnika. Głównie wykresy. Wyróżniają się garniturowcy związani z gdańską Nową Energią. Mieszkańcy w roli widzów są z lekka znudzeni. <!** reklama>

To w tych okolicach miała stanąć farma wiatrowa, składająca się z 19 potężnych, przynajmniej dwumegawatowych urządzeń wiodącej firmy Vestas. Wiatraki nie w kij dmuchał. Na szczycie 120-metrowej wieży zamontowane mogą być śmigła o średnicy nawet 112 metrów. Konstrukcja ma wówczas ponad 170 metrów wysokości. Jest cztery razy wyższa od wieży ratuszowej w Toruniu.

- Fizyk ma urządzenia, kieruje się wiedzą i nauką - doktor Włodzimierz Bandera, akustyk z Gdańska, co chwilę podkreśla, że dźwiękiem zajmuje się od trzydziestu lat. Jego wykład ma być stosunkowo prosty, taki dla ludzi. Pracujący wiatrak, oczywiście, wydziela dźwięk. Ten jednak, przebywając odległość około 500 metrów do ludzkich zabudowań, staje się zupełnie niegroźny - osiąga wartość dopuszczalnej, nocnej, normy wynoszącej 45 decybeli. - Czyli często poniżej tła...

Sprawnie rozprawia się też z problemem infradźwięków, o których głównie mówią przeciwnicy wiatraków na całym świecie. Ogólnie: nie takie one straszne, jak próbują przekonywać ekoterroryści.

Sytuacja robi się groźna

Ważny termin. Ekoterroryści to przeciwnicy wiatraków, związani szczególnie ze stroną internetową www.stopwiatrakom.eu. Don Kichoci naszych czasów, osoby śmieszne, o wstecznych, zacofanych poglądach. Bo przecież wiadomo, że wiatraki dają czystą energię, a ta jest niezbędna, by spełnić wymagania Unii Europejskiej. Wiatraki są najmniej uciążliwym źródłem tejże, są estetyczne, przyczyniają się do rozwoju. A gmina z wiatrakami, to gmina nowoczesna. Taką wymowę mają materiały prezentowane przez ekipę z Gdańska. Więc kto tu jeszcze nie chce wiatraka!?

Marek Trepka, prezes Nowej Energii, prezentując zaproszonych gości rozpływa się w uśmiechach, ale w kuluarach nie kryje irytacji.

- Bo sytuacja robi się groźna i żarty się kończą. Nasza firma już zainwestowała w planowaną farmę 13 milionów złotych - podkreśla. - Chodzi o koszt przyłącza, badania środowiskowe i wiele formalności. Gmina wydała nam przecież decyzję środowiskową, a teraz w przygotowywanym studium pojawia się zapis, który niszczy wszystko!

Radni będą przyjmować studium uwarunkowań i kierunków rozwoju przestrzennego gminy, w którym zapisano, że wiatrak o mocy 2 megawatów nie może stać bliżej niż 1000 metrów od domów. Nowa Energia, projektując farmę w Orzechowie i Orzechówku, trzymała się przyjmowanej w Polsce zasady 500-metrowej strefy.

- Gdybyśmy próbowali działać zgodnie z planowanym studium, w którym mowa o 1000 metrów, nie da się postawić w tej gminie ani jednego wiatraka! - tłumaczy prezes Trepka. - Czujemy się oszukani! Włożyliśmy konkretne pieniądze, a cała nasza inwestycja planowana była na 250 milionów! Jaka gmina może sobie pozwolić na odrzucenie inwestora, który chce włożyć w jej teren takie pieniądze?!

Ano, gmina Wąbrzeźno. Dotąd bywały w Polsce protesty osób prywatnych przeciwko wiatrakom. Teraz władze gminy chcą pozbyć się ze swego terenu wiatrakowych inwestorów.

Nie podoba się to tym rolnikom, którzy porozumieli się już z Nową Energią i liczą na konkretne pieniądze za postawienie wiatraków na swoim terenie.

- Na zebraniach skaczą niektórzy, że im się wiatraki nie podobają! A co im do tego, skoro wiatrak ma stać na moim polu?! - pyta Grzegorz Paszko, który nie ukrywa, że liczy na obiecane 20 tysięcy złotych rocznie za dzierżawę terenu pod wiatrak.

Podobnie do sprawy podchodzi Zbigniew Oleniacz. Pieniędzy też potrzebuje na konkretne inwestycje. - Protestują ci, którzy wiatraków mieć nie będą. Bo zazdroszczą. - podpowiada.

Identycznie tłumaczy intencje wiatrakowych oponentów Wiesław Olejnik. Wszyscy trzej stawili się punktualnie w świetlicy.

Przez innych mieszkańców traktowani są jak ludzie Nowej Energii. Palcami nikt ich nie wytyka, ale wszyscy na sali wiedzą, o co chodzi: to są ci, którzy na tym wszystkim chociaż zarobią.

Andrzej Suchomski, kierownik projektu Kowalewo Wind (tak zwać się ma przyszła farma), przyczyn obecnych kłopotów upatruje w dokumencie „Województwo kujawsko-pomorskie. Zasoby i możliwości wykorzystania odnawialnych źródeł energii”, wydanym przez Kujawsko-Pomorskie Biuro Planowania Przestrzennego i Regionalnego we Włocławku. Niezbyt ciepło i bez entuzjazmu napisano tam o elektrowniach wiatrowych. Że szpecą krajobraz, obniżają wartość okolicznych gruntów, blokują wiele innych inwestycji i hałasują stojąc nawet w odległości 900-1600 metrów.

Dbam o dobro mieszkańców

Dwa dni później, punktualnie o ósmej rano, wójt gminy Wąbrzeźno, Władysław Łukasik, w swoim gabinecie tłumaczy, dlaczego na zebraniu wiejskim w Orzechówku nie był. - To zebranie dla mieszkańców, których firma próbuje przekonywać do swojej inwestycji. I niech przekona. Bo to ci mieszkańcy będą tam żyli z wiatrakami.

Jak tłumaczy wydanie decyzji środowiskowej i późniejszą zmianę frontu?

- W tej decyzji nie było mowy o hałasie i odległościach, to potem radni zaczęli zgłaszać wątpliwości - podkreśla, że żadnej wiedzy na temat wiatraków wcześniej nie miał. Zaręcza, że wpisując odległość tysiąca metrów od wiatraka do najbliższego domu, nie przewidywał, że zablokuje tym całą inwestycję. - Nie było to naszym celem. Sugerowaliśmy się tylko światowymi normami. W Niemczech przyjmuje się dwa kilometry, w Holandii - kilometr, a w USA - trzy.

Zapewnia, że nie czuje się Don Kichotem, choć to określenie absolutnie go nie razi. - Dbam o dobro mieszkańców. Chciałbym, żeby wszyscy się zastanowili, co na wiatrakach mogą stracić.

Nie wierzy w obiecywane wpływy do gminnej kasy z podatków za wiatraki w wysokości dwóch milionów złotych rocznie. Dzwonił do gminy, w której stoją podobne konstrukcje. Przeliczył dokładnie. Zapewnia, że nie ryje w Internecie szukając stron przeciwników wiatraków i nie studiuje raportów podważanych potem i, zgrabniej lub brutalniej, obśmiewanych przez inwestorów. Nie bierze udziału w tej wojnie. Więc skąd czerpie wiedzę o wiatrakach?

Rozkłada ręce. Nie powie.

Życie pod wiatrakiem

Gdzie najbliżej Wąbrzeźna stoi wiatrak? Jest ich kilka. Ale szczególnie wyróżnia się potężny samotnik w Brąchnówku koło Chełmży. Dojazd zajmuje dwadzieścia minut.

- Ludzie dość często przychodzą nas podpytać - przyznaje Stanisława Cybulska żartując, że jest jeden pożytek z wiatraka stojącego około 300 metrów od jej domu. - Jak ktoś pyta, gdzie mieszkacie, odpowiadamy - pod wiatrakiem. I każdy trafi!

Wiatrak w Brąchnówku stoi od sierpnia ubiegłego roku. Gospodarze przyznają, że dopiero się z nim oswajają. Słuchając szumu maszyny wiedzą już, skąd wieje.

- Gdyby silnie powiało w stronę domu, trudno byłoby rozmawiać na podwórku - Feliks Cybulski przyznaje, że pluje sobie w brodę. - Był czas na odwołanie, a myśmy to przespali... - kiwa głową. - Ale nikt nam wtedy nie powiedział, co to za cholerstwo tu stanie!

W tym domu o syndromie turbiny wiatrowej (temat koronny wszystkich przeciwników wiatraków na całym świecie) jeszcze się nie mówi. O ciągłym podenerwowaniu i problemach ze snem - też nie. Gospodarze mają inny problem.

- Cień migocze. Takie mroczki latają. Kręci się w głowie - oboje na zmianę próbują wytłumaczyć, o co chodzi, machając dłońmi przed swoimi oczami.

Według nich, to zjawisko występuje zimą przez pół godziny, ale latem już przez ponad dwie. Tak się złożyło, że śmigła wiatraka przesłaniają wschodzące słońce. - Od tego kręci się w głowie. Jak się to zaczyna - uciekam z podwórka. Najlepiej zasłonić okna i przeczekać - zapewnia pani Stanisława. - Tylko dlaczego muszę się chować we własnym domu? Za jakie grzechy? Co złego zrobiłam?

Pytam o wójta Wąbrzeźna.

- Może i był tu? Taki jeden coś wspominał, że jest chyba wójtem... - przyznaje pan Feliks. - Zresztą, wszystkim mówimy to samo. Że nas pokarało, że plujemy sobie w brodę. Po prostu, prawdę.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie