Obmacywał i całował. Sąd w Toruniu: odszkodowanie się nie należy

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Edward R. został ostatecznie zwolniony z pracy na UMK.
Edward R. został ostatecznie zwolniony z pracy na UMK. pixabay
Udostępnij:
Trzy molestowane przez współpracownika bibliotekarki UMK pozwały uczelnię o 150 tys. zł odszkodowania za krzywdy. Po dwuletnim procesie Sąd Rejonowy w Toruniu w poniedziałek (29.11) ogłosił wyrok. Żądania kobiet oddalił w całości.

Zobacz wideo: Morsowanie dla każdego? Niektórzy muszą uważać!

- Panie czują się w tym momencie bardzo rozczarowane wyrokiem, ale nie składają broni. Chcą się odwoływać. W ich imieniu wystąpię o uzasadnienie orzeczenia na piśmie, by przeanalizować argumentację sądu. Na razie znamy tylko ustne motywy uzasadnienia - mówi adwokat Mariusz Lewandowski, które reprezentował bibliotekarki w sądowym boju z pracodawcą.

Toruń: Obmacywał, gryzł, całował, składał propozycje... Dlaczego bibliotekarki pozwały uniwersytet UMK, a nie Edwarda R.?

To sprawa bez precedensu nie tylko w Toruniu. Trzy panie bibliotekarki zatrudnione na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu pozwały uczelnię o odszkodowanie za krzywdy, jakich doświadczyły w miejscu pracy. Formalnie - o dyskryminację w pracy. W trwającym blisko dwa lata procesie przed Sądem Rejonowym w Toruniu starały się dowieść, że gdyby pracodawca we właściwym tempie i skutecznie reagował na ich skargi, a także - szerzej - stworzył bezpieczne środowisko pracy - nie ucierpiałyby wskutek molestowania. Każda z pokrzywdzonych oczekiwała po 50 tys. odszkodowania od UMK.

Co spotkało bibliotekarki? Sprawa była bardzo głośna. W grudniu 2018 roku pracownice Biblioteki Głównej UMK zgłosiły, że są molestowane przez współpracownika - Edwarda R. Mężczyzna miał nie tylko składać dwuznaczne propozycje, ale i obmacywać, gryźć (w szyję), całować. Pracodawcy poskarżyło się na niego w sumie osiem kobiet. Na drogę sądową zdecydowały się przeciwko uczelni wstąpić trzy z nich.

Prokuratura molestowania w sensie karnym się nie dopatrzyła. Edward R. nie usłyszał żadnych zarzutów, nie został o nic oskarżony. Władze uczelni podjęły jednak konkretne działania. Najpierw wysłały mężczyznę do pracy z domu; potem w ogóle zwolniły z pracy. Szkopuł w tym, że jak dowodzą bibliotekarki, wszystko działo się opieszale i narażało je na cierpienia.

Edwarda R., który dotychczas zajmował się digitalizacją zbiorów UMK, pracodawca wysłał do pracy zdalnej dopiero pod koniec kwietnia 2019 roku. Zatem od momentu skargi kobiet (grudzień 2018) do momentu jego fizycznego odejścia z pracy w bibliotece minęły cztery miesiące. Przez ten czas ofiary musiały widywać się z Edwardem R., bać się jego reakcji. W lutym 2019 roku jedna z pań została nawet słownie zaatakowana przez Edwarda R., który głośno i agresywnie zarzucał jej pomawianie. Atak zakończył się karą nagany dla mężczyzny, od której się zresztą nie odwołał.

O tym, że kobiety przypłaciły całą sprawę zdrowiem psychicznym, świadczyły opinie biegłych sądowych, które pojawiły się w trakcie procesu (Pisaliśmy o nich na łamach).

Wyrok: oddalić pozew w całości. "Uniwersytet UMK w Toruniu zareagował"

Proces "molestowane bibliotekarki kontra UMK o odszkodowanie" ruszył w grudniu 2019 roku. Toczył się w IV Wydziale Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Rejonowego w Toruniu. W poniedziałek, 29 listopada, w trakcie rozprawy zdalnej sędzia Janusz Kotas wysłuchał mów końcowych stron, a później ogłosił wyrok. Pozew bibliotekarek oddalił w całości. Dlaczego?

Ustne motywy uzasadnienia wyroku przekazał nam adwokat Mariusz Lewandowski. Po pierwsze, sąd zwrócił uwagę na to, że w ocenie prokuratury molestowania ze strony Edwarda R. nie było. Owszem, jego zachowania były naganne, zbyt swobodne, godne potępienia, ale - nie karalne. To, czego się dopuścił, w ocenie sądu nie wpisuje się w definicję seksualnego molestowania.

Po drugie, uniwersytet zareagował na skargi pracowniczek. W ocenie toruńskiego sądu czynił to właściwie i stosownie do okoliczności. Sędzia zaznaczył m.in., że w zasadzie natychmiast Edward R. dostał polecenie, aby nie kontaktować się z paniami bibliotekarkami. Kolejne procedury pracodawca wdrażał zgodnie z obowiązującymi na uczelni zasadami.

Po trzecie wreszcie, według Sądu Rejonowego w Toruniu trudno uznać, by bibliotekarki doświadczyły dyskryminacji w pracy, bo w porównaniu z innymi pracownikami ich sytuacja się nie pogorszyła. A jeśli kogoś za doświadczone krzywdy kobiety miałyby pozywać o zapłatę, to Edwarda R., a nie uniwersytet.

Nieprawomocny wyrok Sądu Rejonowego w Toruniu sprawy nie kończy

-W naszej ocenie nikt inny jak pracodawca właśnie zobowiązany jest do stworzenia pracownikom bezpiecznego i przyjaznego środowiska pracy. Na nim ciąży też obowiązek skutecznego reagowania na nieprawidłowości. Dlatego za krzywdy, które szczególnie w świetle opinii biegłych sądowych nie powinny być kwestionowane, odpowiedzialny jest pracodawca - mówi adwokat Mariusz Lewandowski.

Jak wspomnieliśmy na wstępie, bibliotekarki wyrokiem są rozczarowane, ale chcą od niego apelować. Orzeczenie jest nieprawomocne. Jeśli zostanie zaskarżone, to sprawą zajmie się Sąd Okręgowy w Toruniu. Do tematu będziemy wracali.

WARTO WIEDZIEC: Sprawa bez precedensu w telegraficznym skrócie

  • Edward R. ostatecznie został zwolniony z pracy na UMK w Toruniu.
  • Pokrzywdzone panie przypłaciły molestowanie z jego strony i sytuację w pracy zdrowiem.
  • Dwie bibliotekarki zostały przeniesione do pracy w bibliotekach wydziałowych, tak jak tego chciały. Wstępnie rektor im odmówił, ale m.in. po prasowej publikacji zmienił zdanie.
  • W sprawie przed sądem pracy chodziło o odpowiedzialność pracodawcy wobec zgłaszanych mu skarg przez pracownice, szybkość i skuteczność reakcji, zapewnienie równego traktowania w pracy.
  • Formalnie bibliotekarki pozwały UMK w Toruniu z tytułu dyskryminacji w zatrudnieniu, z żądaniem odszkodowania. Wszystkie trzy panie otrzymały wsparcie od organizacji kobiecych i równościowych, m.in. od Centrum Praw Kobiet w Gdańsku oraz Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
  • Badanie tej sprawy przez prokuraturę skończyło się odmową wszczęcia śledztwa, bo molestowania w sensie karnym tutaj się nie dopatrzono.
  • W sumie osiem pracownic Biblioteki Głównej UMK w Toruniu zgłosiło molestowanie przez współpracownika w grudniu 2018 roku. Miał je obmacywać, gryźć, składać propozycje.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Blondi Kokardka =3
Chciały może ogona, ale nie doł bo mu podrywanie starczało. Ale Tym razem aktu oskarżenia nie wnieśli, bo raz narozraniali :D
Dodaj ogłoszenie