Obyś cudze dzieci leczył – czyli które profesje kochamy, a które niekoniecznie?

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski

Żadna praca nie hańbi, jak mawiają głowy mądre. A my powtarzamy to z zapałem, zwłaszcza przy dziatwie, bo kształtuje to jej charakter i empatię wrodzoną. Tylko ciekaw jestem, u ilu z nas w tyle główki wyświetla się wtedy lista zawodów, które co prawda nie hańbią, ale lepiej żeby dziecię nasze o nich nie pomyślało.

Cóż, rankingów zawodów jest wiele. Najczęściej ogrywa się ten o profesjach poszukiwanych na rynku, choć to ranking najnudniejszy. Wynik zawsze jest przecież taki sam, w myśl zasady piekarza-lekarza. Bo od zawsze brakuje ludzi do pracy ciężkiej i słabo płatnej, której nikt wykonywać nie chce i ludzi do pracy wymagającej kompetencji, które trudno zdobyć. Czyli zawsze brakuje piekarzy i lekarzy.

Ostatnio pan kolega podrzucił mi jednak listę znacznie ciekawszą - wszechświatowy ranking najbardziej prestiżowych zawodów czasu pandemii. Badacze szanowni pytanie postawili w nim tylko jedno - czy gdyby twoje dziecko wykonywało ten zawód, to byłbyś zadowolony czy wręcz przeciwnie?

Jak wiadomo w takich rankingach światowych zawsze najciekawsze jest to, co podobne, i to co różne pomiędzy narodami. Tak więc co do samej drabinki profesji, to jesteśmy typowi. Wszędzie wygrywają dziś dwa zawody, które okazały się bezcenne, kiedy pandemia powiedziała światu sprawdzam. Naukowiec i lekarz. Poza tym, jak wszędzie świetny wynik ma architekt, a u nas jak rzadko prawnik - co pewnie jest spadkiem po czasach zamkniętych korporacji i księżycowych zarobków. Dół tabeli? Ostatnie miejsce zajmuje górnik, w dobie ekoświata ciężki zawód bez przyszłości, którego nawet kasa nie ratuje, a tuż wyżej jest pracownik call-center. I nie dziwota, każdy współczuje tym nieszczęśnikom, że muszą mówić to, co mówią i słuchać tego, czego słuchają.

Najsmaczniejsza różnica jest za to w kategorii „niezadowolony”. Bo ile osób smędziłoby, gdyby ich dziecię zostało lekarzem? W Danii 1 proc., w Wielkiej Brytanii - 2. U nas? 10 procent. A z tego, że zostało nauczycielem? W Wielkiej Brytanii 5 proc., w Szwecji - 7. U nas 29 proc. Policjant? Dania 9, Szwecja 10, my – 38 proc. Ten rekord świata w malkontenctwie bijemy w prawie każdej profesji, i tych z samej góry, i tych z drugiego końca kija. Większość krajów ma też jakieś zawody, które ceni sobie najbardziej na świecie – np. Brytyjczycy rolników. A my? Nie mamy. I w smutek zapadłem zimowy, bo wydawało mi się, że nasze narzekactwo narodowe jakoś już przełamaliśmy, a to tylko zwiewne złudzenie było. Pandemia, nie pandemia, my wciąż tacy sami.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie