Olimpiada bez Polaków?

Przemysław Łuczak
Rozmowa z dr. DOMINIKIEM ANTONOWICZEM, socjologiem z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Rozmowa z dr. DOMINIKIEM ANTONOWICZEM, socjologiem z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

<!** Image 2 align=right alt="Image 79854" sub="Dr Dominik Antonowicz: - Sport, czy to mały czy wielki, powinien trzymać się z dala od polityki jak to tylko możliwe. Politycy mają dość bezczelny zwyczaj zawłaszczania wszystkiego, co się da, dla własnych lub partyjnych korzyści. / Fot. Jacek Smarz">Jak zareagowaliby polscy kibice, gdyby nagle się okazało, że nasi sportowcy nie pojadą na olimpiadę do Pekinu?

Na pewno byliby głęboko rozczarowani. Igrzyska olimpijskie to przede wszystkim święto sportu, które jest również okazją do manifestacji naszej zbiorowej tożsamości. Nie jesteśmy wszak garstką konsumentów, którym przyszło żyć na jednym skrawku europejskiej ziemi i mówić tym samym językiem. Udział w IO to okazja do dumy z polskości. Biało-czerwone flagi w oknach, wypieki na twarzach kibiców, śpiewy na ulicach i oglądanie telewizyjnych transmisji do wczesnych godzin rannych. To wszystko zostałoby nam odebrane, bo igrzyska bez udziału Polaków stałyby się puste i nudne.

Przebywa Pan obecnie w Holandii. Co tamtejsi kibice myślą o bojkocie?

W Holandii nie mówi się o bojkocie IO, bowiem tutaj politycy starają się nie ingerować w sport, który jest traktowany jako dobro wspólne, coś, co ludzi łączy, a nie dzieli. Politycy swoje ambicje starają się realizować na innych polach i, na szczęście, sport jakoś broni się przed nieproszonymi gośćmi. Poza tym Holendrzy to z natury pragmatyczny naród i nie cenią sobie taniego efekciarstwa. Wiedzą, że bojkot igrzysk nie poprawi sytuacji Tybetu, bo istota problemu znajduje się zupełnie gdzie indziej.

Co musiałoby się stać, żeby kibice zaakceptowali taki bojkot?

<!** reklama>Bojkot ma sens, jeśli nie okaże się jedynie pustym gestem obliczonym na tani poklask na lokalnym podwórku. W ten sposób odczytuję inicjatywę posłów PiS, którzy jak wszyscy politycy usilnie szukają sposobów, żeby móc oglądać się w telewizorze. Każdy bojkot, aby był skuteczny, musi mieć masowy charakter, inaczej pozostanie niezauważony.

Jakie znaczenie mają tego rodzaju polityczne gesty?

Sport jest piękny, potrafi łączyć ludzi o różnych poglądach politycznych, różnym kolorze skóry czy wyznawców różnych religii. Istota sportu zasadza się w szacunku dla drugiego człowieka, jego wolności i godności, czego wyrazem jest uścisk dłoni po rozegranych zawodach. Polityczne gesty mają sens, jeśli dotyczą wartości podstawowych, nie zaś partyjnych czy ideologicznych sympatii.

Czy MKOl. nie popełnił błędu, powierzając organizację igrzysk Chinom?

Tak, to był oczywiście błąd. Proszę jednak pamiętać, że igrzyska olimpijskie to wielki biznes i to pieniądze, a nie ideały decydują o wyborze miejsca wielkich wydarzeń sportowych. Tak było przy wyborze Atlanty (Atlanta jest siedzibą Coca Coli, głównego sponsora MKOl.) w 1996 roku, ale również Polski i Ukrainy, jako gospodarzy Euro 2012. Smutne to, ale prawdziwe.

Czy tego rodzaju posunięcia rzeczywiście mogą wpłynąć na dyktatorów, żeby złagodzili swoją politykę wewnętrzną?

Nawet gdy duża liczba krajów bojkotuje igrzyska, to efekt będzie mizerny. Wystarczy przypomnieć bojkotowanie przez kraje Zachodu IO w Moskwie w 1982 roku jako protest przeciwko inwazji ZSRR na Afganistan oraz cztery lata później bojkot przez kraje bloku komunistycznego IO w Los Angeles. Gdyby wszyscy zbojkotowali IO w Pekinie, co jest politycznie niewykonalne, wówczas mocno podważyłoby to międzynarodową pozycję niedemokratycznych władz. Ale potencjał gospodarczy Chin powoduje, że nikt tego nie uczyni. Przypomnijmy, że Chiny zostały ostatnio skreślone przez USA z listy krajów najbardziej łamiących prawa człowieka.

Czy wielki sport może istnieć bez polityki?

Sport, czy to mały czy wielki powinien trzymać się z dala od polityki jak to tylko możliwe. Politycy mają dość bezczelny zwyczaj zawłaszczania wszystkiego, co się da, dla własnych lub partyjnych korzyści. Korzystają z ogromnej popularności sportowców czy wielkich sportowych wydarzeń i ogrzewają się w ich blasku.

Gdyby był Pan sportowcem, jak potraktowałby Pan wezwanie do bojkotu olimpiady w Pekinie?

Na igrzyskach olimpijskich występują sportowcy, dla których jest to nie tylko spełnienie sportowych marzeń, ale również uwieńczenie kilkuletnich intensywnych przygotowań. Polityczny zakaz udziału w tak wielkim wydarzeniu byłby dla wielu życiową tragedią i z pewnością wywołałby po prostu złość. Gdybym usłyszał, że po czterech latach podporządkowania wszystkiego igrzyskom, muszę z nich zrezygnować z powodów politycznych, byłbym załamany. Politycy, którzy tak łatwo wzywają do bojkotu, tak naprawdę nie mają pojęcia, jak wiele poświęceń kosztuje udział w igrzyskach. Patrzą na IO przez pryzmat politycznych delegacji, czyli alkoholowo-turystycznych wycieczek do egzotycznych krajów.

Czy sportowiec może w ogóle sobie pozwolić na zbojkotowanie jakichkolwiek zawodów?

Sportowiec ma prawo zbojkotować zawody sportowe. Odmawiając w nich udziału, doskonale wie z czego rezygnuje i skoro uzna, że powody tak skrajnego protestu są dla niego najważniejsze, należy to uszanować. Nie odbieram prawa sportowcom do bojkotu zawodów, ale niech decydują oni, a nie politycy.

Co sportowcy mogą zrobić, żeby zaprotestować przeciwko łamaniu praw człowieka w Chinach?

Bardzo chciałbym, żeby polscy sportowcy odbierając medale pokazali całemu światu, że nie godzą się na to, co się dzieje w Tybecie. Myślę, że ubrani w koszulki wyrażające sprzeciw wobec zabijania przez chińskie władze niewinnych ludzi daliby wyraz wartościom, które dla Polaków są naprawdę istotne.

A zwykły człowiek znad Wisły? Chętnie przyłącza się do takich protestów, nawet jeżeli nie do końca wie, gdzie leży Tybet?

Pod żadnym pozorem nie możemy zapominać o tym, co się dzieje w Tybecie, ale nie tylko w tam. Tybet stał się tematem bardzo medialnym, ale poza Tybetem jest jeszcze wiele miejsc, gdzie władze dokonują masakry na własnych obywatelach. Wystarczy wspomnieć tragedie w Darfurze, czy wojny domowe w Kenii, Sierra Leone, Liberii czy Zimbabwe. Na świecie nie brakuje krwawych reżimów, ale to, że nie możemy pomóc wszystkim, nie znaczy, że nie możemy zrobić nic. Wspierajmy po prostu organizacje charytatywne.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie