One są z Marsa

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Udostępnij:
Tym razem to one są lepsze. I to zdecydowanie. Mają lepsze pomysły, lepiej manipulują, są szybsze i bardziej zdecydowane. Po prostu lepiej wpasowały się w dzisiejszy świat. No, oczywiście, efekty ich wygibasów bywają różne, ale tak naprawdę to kobiety są górą. A faceci?

<!** Image 1 align=left alt="http://www.nowosci.com.pl/img/glowki/zaluski_mariusz.jpg" >Tym razem to one są lepsze. I to zdecydowanie. Mają lepsze pomysły, lepiej manipulują, są szybsze i bardziej zdecydowane. Po prostu lepiej wpasowały się w dzisiejszy świat. No, oczywiście, efekty ich wygibasów bywają różne, ale tak naprawdę to kobiety są górą. A faceci? Żal serce ściska. Rozchybotani, napędzani emocjami i uczuciami, ulegli... Po prostu w „Jak się pozbyć cellulitu” to one są z Marsa, a my z Wenus.

Andrzej Saramonowicz, który zmajstrował ten film, przyzwyczaił nas już - po „Testosteronie” i „Lejdis” - do jednego. Produkcje, do których w ten czy inny sposób przykłada rękę, to takie „płciowe” komedie, w których lęki, fascynacje i fobie z męskich czy damskich azylów wytargiwane są na wierzch i roztrząsane na różne sposoby. Przyzwyczaił nas, ale, niestety, siebie chyba jeszcze bardziej. I w „Jak się pozbyć cellulitu” ten szkielet, wokół którego oblepiane są żarty, zaczyna już lekko nudzić. Szczególnie, że w powodzi dowcipasów lepszych i gorszych trochę toniemy i paradoksalnie śmiejemy się z rzadka. Czasami zauroczeni - jak świetną scenką z Żydem w jarmułce, który trafia do baru prowadzonego przez ludzi ze świata kebabów - a czasami zaskoczeni nadmierną prostotą jakiegoś dialogu czy przegięciem sytuacji.

<!** reklama>I naprawdę szkoda, bo kiedyś u Saramonowicza można było pośmiać się i pomyśleć. A teraz? Długo można snuć refleksje o tym, że dziś współczesnych dręczy kult młodości i energetyczności? Albo roztrząsać to, co też robią baby jak są same, o czym gadają, co je trapi i rajcuje? Filmowi nie pomaga też struktura thrillero-komedii, naładowanej różnymi filmowymi nawiązaniami i wycieczkami. Niby pozwala to poszaleć, jednocześnie trzymając się w miarę racjonalnej osi - jedyny problem, że tym razem to nie działa. Ale żeby być szczerym - parę gorszych rzeczy ostatnio widziałem, tu przynajmniej mamy kilka niezłych żartów i świetnego Rafała Rutkowskiego w roli męża jednej z bohaterek, owego Żyda z kebabiarni. Rutkowski ma taki dar komiczny, że czekam na film zrobiony specjalnie dla niego.

Tak więc oglądamy opowieść o dwóch pannach ze sfer odpowiednich, które postanawiają poodpoczywać od codzienności w SPA. To w końcu trendy. Tam spotykają dziwną chemiczkę, ukrywającą się jako masażystka. Wszystkie trzy dochodzą do wniosku, że wiedzą, kim jest okrutny seryjny morderca, obcinający kobietom głowy w całej okolicy. Panie zaczynają śledztwo.

Kiedy tak oglądałem „Cellulit”, zastanawiałem się, która to już z kolejnych polskich komedii, ostatnio szturmujących ekrany. Żniwa mamy wyjątkowe. I tylko śmiejemy się na nich coraz mniej. Ciekaw jestem, ile z tych filmów przetrwa próbę roku, bo już nawet nie dekady? Czarno widzę. Niestety, jak się człowiek będzie chciał naprawdę pośmiać, to pewnie znowu będzie musiał, tak jak dziś, obejrzeć setną powtórkę Barei.

„Jak się pozbyć cellulitu”, reż. Andrzej Saramonowicz

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie