Pamięć w pudełku

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
To taki strach, który nie daje nam spać. Nam, rodzicom. Bo czy można się nie bać straty własnego dziecka? I czy w ogóle można sobie wyobrazić traumę, która wtedy na nas spada? Szczególnie, że pewnie wielu z nas zna rodziny, które takie tragedie przeżyły. I dobrze wiemy, że tak naprawdę nigdy nie pozbierały się do końca.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.nowosci.com.pl/img/glowki/zaluski_mariusz.jpg" >To taki strach, który nie daje nam spać. Nam, rodzicom. Bo czy można się nie bać straty własnego dziecka? I czy w ogóle można sobie wyobrazić traumę, która wtedy na nas spada? Szczególnie, że pewnie wielu z nas zna rodziny, które takie tragedie przeżyły. I dobrze wiemy, że tak naprawdę nigdy nie pozbierały się do końca.

Próba ułożenia sobie życia po stracie dziecka to dla kina temat pozornie prosty - ale, niestety, tylko pozornie. Poziom emocji jest tu przecież tak ogromny, że trudno znaleźć uczuciowy balans między banałem a histerią. Czy twórcom „Między światami” się to udało? Raczej tak. Owszem, arcydzieło to nie jest, można mieć zastrzeżenia do wielu rzeczy, ale wyszło to, co najważniejsze. Tak sprzedano emocje, że choć naładowano ich sporo, to nie przykryły całości i pozwalają twórcom filmu zmusić nas do pogdybania nad odpowiedziami na parę pytań.

<!** reklama>Bo z nimi właśnie zmagają się bohaterowie filmu, małżeństwo z klasy średniej. Są jak z obrazka. Robią nie największe kariery, mieszkają w nie największym domu i jeżdżą nie największymi samochodami. Ale jak się wydaje, jeszcze do niedawna byli po prostu szczęśliwi. Do tego momentu, w którym ich czteroletni synek wbiegł pod samochód. Poznajemy ich po bodajże ośmiu miesiącach od tragedii. Niby już przeżyli najgorsze chwile, ale tak naprawdę zaczynają rozumieć, że żałoba nigdy się nie skończy. I zadają już sobie pytanie, czy będą w stanie przetrwać ją jako małżeństwo, czy też rozsypią się kompletnie. Tak chociażby jak para, którą poznają w grupie terapeutycznej.

Oboje więc instynktownie poszukują jakiejś niszy, która pomoże im przetrwać. Ona spróbuje nawiązać kontakt z chłopakiem, który potrącił jej syna. Zresztą świetnym chłopakiem, którego trudno nawet o cokolwiek winić... Kontakt da jej i chwilowe ukojenie, i kolejną traumę, bo przecież dokładnie taki mógłby być jej syn za paręnaście lat. On zaplącze się w dziwny układ z kobietą, która też straciła dziecko. Tylko jak wytrwać w układzie, w którym obie strony chcą czerpać spokój z tego drugiego? Oboje z kolei muszą zmagać się z rozterkami, które zawsze pojawiają się w takich momentach. Choćby związanymi z wiarą - i wątpliwościami, czy ta tragedia to rzeczywiście była wola boża - albo pamięcią o zmarłym... No bo właśnie lepiej jest tworzyć ołtarzyki, czy próbować zapakować pamięć do pudełka? I przede wszystkim muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, jak bardzo można udawać przed sobą i najbliższymi, że jest normalnie.

Matkę gra w tym filmie Nicole Kidman. I trzeba przyznać, że wybrała sobie tę rolę perfekcyjnie. Kidman często oskarżano o ekranowy chłód i dystans - tu gra panią z klasy średniej, która z tego chłodu i akuratności zrobiła sobie zbroję. Jest zawsze taka jak trzeba, idealnie wykonuje swoje obowiązki. I tylko czasami pęka, jak wtedy, kiedy odwiedza swoją starą firmę. I gdy okazuje się, że kiedy ona zapiekła się w bólu nie do ugaszenia, świat nie czekał. Wszystko przeleciało obok niej.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie