Pan K. wstrząsnął szołbiznesem

Ryszard Warta
Ryszard Warta
Ryszard Warta
Ryszard Warta
To wydarzenie wstrząsnęło szołbiznesem” - donoszą wstrząśnięte plotkarskie media. Otóż w ostatnią niedzielę na jednej z warszawskich ulic samochód prowadzony przez Dariusza K. potrącił śmiertelnie 63-letnią kobietę, która na pasach i przy zielonym świetle przechodziła przez jezdnię.

Prokuratura potwierdziła, że kierowca był pod wpływem narkotyków. Szołbiznes nie byłby tym specjalnie wstrząśnięty, bo takich tragedii jest, niestety, wiele, gdyby nie to, że nie był to jakiś Dariusz K., tylko ten Dariusz K., były mąż Edyty Górniak.

I o tym będzie mowa. To znaczy nie o byłych partnerach życiowych artystki Górniak, tylko o tej paranojce, polegającej na tym, że, z jednej strony, ukrywa się tożsamość podejrzanego - bo tego żąda prawo - a jednocześnie podaje się na tacy obfitość informacji tak, by nikt nie miał najmniejszej wątpliwości, o jakiego to Dariusza K. chodzi - bo tego żąda klientela tego rodzaju mediów, zainteresowana bardzo tym kto, z kim i gdzie, a także po czym. A już szczególnie zachwycona, gdy jakiś celebryta znajdzie się w opałach.

Ów paradoks świetnie pokazuje nagłówek jednej z wielu informacji na ten temat z portalu onet.pl: „Kim jest Dariusz K. Kariera byłego męża Edyty Górniak”. No własnie, samo K., ale w tekście jest o nim wszystko, z datą urodzin włącznie.

Różnie z tym na świecie bywa. Zdaje się, że w większości krajów europejskich jest podobnie jak u nas, czyli nazwisk zatrzymanych, oskarżonych czy podsądnych raczej nie ujawnia się. I jest w tym sens, bo przecież każdy jest niewinny, dopóki nie zostanie skazany prawomocnym wyrokiem. A jeśli tak, to dopóki tego wyroku nie ma, powinno się chronić tożsamość bohatera rubryki kryminalnej, bo zawsze się może okazać, że jest niewinny jak aniołek, a raz zbrukane nazwisko trudno potem oczyścić.

Nie jest to jednak jakaś globalna norma, bo na przykład brytyjskie media nazwiska podają. W USA też, ale za to tam obostrzenia dotyczą wizerunku i to też w specyficzny sposób, bo na przykład podczas procesu zdjęć robić nie wolno, ale za to rysować i następnie publikować szkicowane kredką czy pędzelkiem konterfekty - proszę bardzo.

No, dobrze, a co z tymi znanymi z tego, że są znani? Tu mądrych rozwiązań, takich, które nie ośmieszałyby prawa ani nie robiłyby problemu mediom, nie ma. I to od lat, od zamierzchłych początków III RP, kiedy to rozpisywano się o - dajmy na to - potyczkach z prawem niejakiego W., syna prezydenta Wałęsy.

Moża przyjąć takie założenie, że celebryci, znani politycy, generalnie ludzie z różnych świeczników utratę prywatności mają w pakiecie wraz ze swoją pozycją życiową. I jakoś sobie z tym radzą. Podobnie jak media radzą sobie z tą trwającą od lat hipokryzją.

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

R
Rozmówca sprzed 2 m-cy

Niestety, ta Pani ma rację...

m
mc

"Pan K" to jeszcze mały pikuś. :) I tak maestrią jest specjalista od pomroczności jasnej czyli "syn prezydenta (ówczesnego) Przemysław W." zaś moim mistrzem jest "Mirosław H. - syn kosmonauty" (bo faktycznie kosmonautów mieliśmy miliony).

K
Krystyna

Błagam, zmieńcie te swoje zdjęcia profilowe bo wyglądają jak portrety pamięciowe... są po prostu paskudne

Dodaj ogłoszenie