Pani prezes już dziękujemy

Grażyna Ostropolska
Pożegnalne wieńce i znicze przed siedzibą Kujawsko-Pomorskiego Zrzeszenia Handlu i Usług - taki happening urządzili swojej szefowej zdesperowani kupcy, którzy zarzucają jej upolitycznienie organizacji, psucie jej wizerunku oraz prywatę.

Pożegnalne wieńce i znicze przed siedzibą Kujawsko-Pomorskiego Zrzeszenia Handlu i Usług - taki happening urządzili swojej szefowej zdesperowani kupcy, którzy zarzucają jej upolitycznienie organizacji, psucie jej wizerunku oraz prywatę.

<!** Image 2 align=none alt="Image 170369" sub="Co będzie, jeśli znicze i wieńce nie skłonią Małgorzaty Gęsikowskiej do dymisji? Kupcy z Kujawsko-Pomorskiego Zrzeszenia Handlu i Usług są zdeterminowani: - Wywieziemy ją na taczce - zapowiadają. / Fot. Dariusz Bloch">O tym, że kujawsko-pomorscy handlowcy domagają się zwołania nadzwyczajnego zjazdu i odwołania Małgorzaty Gęsikowskiej z funkcji prezesa, pisaliśmy przed miesiącem w publikacji „Rokosz w kupieckim zrzeszeniu”. Upolitycznienie organizacji, psucie jej wizerunku oraz prywata, to najpoważniejsze zarzuty pod adresem szefowej Kujawsko-Pomorskiego Zrzeszenia Handlu i Usług w Bydgoszczy. Wydawało się, że przedstawione przez kupców dowody poskutkują natychmiastową dymisją Gęsikowskiej. Nic bardziej błędnego...

- Każdy inny po tym, co ujawniono w waszej gazecie, spaliłby się ze wstydu, ale nie pani prezes. Ona śmieje się nam w nos i mówi, że ten artykuł zrobił jej świetną reklamę - mówią zaskoczeni rokoszanie.

<!** reklama>Są wśród nich członkowie zarządu, rady kupieckiej i komisji rewizyjnej zrzeszenia. Za zwołaniem nadzwyczajnego zjazdu, który zrzuciłby szefową K-PZHiU z piedestału, opowiada się ponad połowa delegatów. Problem w tym, że zgodnie ze statutem ich organizacji, wniosek musi poprzeć komisja rewizyjna. - I tu jest pat, bo przewodniczący komisji Stanisław Jańczak zapowiedział, że pod wnioskiem się nie podpisze - twierdzą delegaci. Mówią, że Jańczak obraził się na rokoszan, gdy na jaw wyszła jego osobista ucieczka przed komornikiem (pisaliśmy o tym w naszej gazecie). - Kolega bezpodstawnie posądza nas o zdradę jego tajemnic - tłumaczą.

Szefowa K-PHiU ani myśli zrzec się tronu, więc kupcy wymyślili fikcyjny pogrzeb zrzeszenia pod jej przewodem. Złożyli pożegnalne wiązanki i zapalili znicze pod siedzibą zrzeszenia. - Jak to do Gęsikowskiej nie dotrze, to wywieziemy ją na taczce - zapowiadają.

<!** Image 3 align=none alt="Image 170369" sub="W miejscu, gdzie dziś stoi Galeria Fordon, stał „bunkier”. Na jego budowę spółka ZHiU „Centrum Handlowe” pożyczyła prawie 1,2 mln zł od kupców.">O tym, jak wielka jest determinacja kupców, świadczą setki komentarzy na internetowym forum. Wciąż ich przybywa; wyraźnie widać, że opór przeciw rządom Małgorzaty Gęsikowskiej przybiera na sile. Padają sugestie, by ktoś w końcu przejrzał i rozliczył finanse w K-PZHiU i w jego spółkach córkach. Najgłośniej jest o skrzętnie ukrywanej przed wścibskimi kupcami ZHiU „Centrum Handlowe” - spółce z o.o., gdzie udziały ma m.in. Małgorzata Gęsikowska - prywatnie oraz Kujawsko- Pomorskie Zrzeszenie Handlu i Usług.

- Spółka miała za cel...

wybudowanie „bunkra”

- tłumaczą nam ludzie, którzy przed 13 laty utopili tam oszczędności życia. - Gęsikowska wymyśliła, że wybudujemy supernowoczesną galerię handlową w Fordonie i namówiła kupców, by udzielili spółce ZHiU „Centrum Handlowe” pożyczki na jej budowę.

W efekcie 36 kujawsko-pomorskich kupców pożyczyło wtedy spółce córce K-PZHiU 1 142 307 zł. - To były utopione pieniądze - przyznają Ewa Simińska i Jerzy Górczak. - Ona straciła około 16 tys. zł, a on prawie 40 tys. zł. - Wtedy był to spory majątek - przyznają. Gdy budowa nie wypaliła i zabrakło pieniędzy, usłyszeli od Gęsikowskiej, że spółka sprzeda „bunkier” (tak kupcy nazwali niedokończony budynek, w którym dziś jest Galeria Fordon) i zwróci im pożyczki.

- Nie zwróciła nam ani złotówki, choć „bunkier” dawno sprzedano - mówią zrezygnowani. Chcieliby się czegoś dowiedzieć o spółce ZHiU „Centrum Handlowe” i losie swoich pieniędzy. - Nie wiemy nawet, czy ta spółka jeszcze istnieje - skarżą się pożyczkodawcy.

- Według mojej wiedzy ZHiU „Centrum Handlowe” jest w likwidacji. Informacji proszę szukać u likwidatora - zbywa nas Małgorzata Gęsikowska.

- Ta spółka to w zrzeszeniu temat tabu i nikt poza panią Gęsikowską nie ma o niej wiedzy - twierdzą członkowie zarządu i rady kupieckiej zrzeszenia. Na szczęście jest KRS, a w nim wiedza o spółkach z o.o. jest ogólnie dostępna. Sięgamy do tego źródła i odkrywamy barwne kwiatki....

z kupieckiej łączki

Już w 2003 r. na zgromadzeniu wspólników pada wniosek, by zarząd ZHiU „Centrum Handlowe” wystąpił o ogłoszenie upadłości. Spółka ma wtedy puste konto i 2 192 590 zł zobowiązań, z czego ponad połowa to dług wobec kupców pożyczkodawców. Zalega też z opłatami za dostawy i usługi budowlane (646 606 zł), a dług wobec Urzędu Miasta z tytułu niezapłaconych podatków od nieruchomości i opłat za wieczyste użytkowanie gruntów sięga 130 tys. zł.

Zamiast złożyć w sądzie wniosek o upadłość, władze spółki wykonują inny manewr. Zmieniają aktem notarialnym umowę spółki. Wykreślają z niej paragraf, który brzmi: „Wspólnicy zobowiązują się do dopłat na pokrycie strat bilansowych spółki. Dopłaty mogą sięgać 100 proc. wysokości udziałów, a jeśli wspólnik ich nie uiści, nalicza mu się ustawowe odsetki”.

Ta zmiana daje im poczucie bezpieczeństwa.

Udziałowcami spółki jest osiem osób, w tym Małgorzata Gęsikowska (ma 99 udziałów) oraz Kujawsko-Pomorskie Zrzeszenie Handlu i Usług z zaledwie czterema udziałami.

W sprawozdaniu przekazanym do sądowego rejestru zarząd spółki informuje, że „w wyniku przeprowadzonych działań stwierdzono braki w dokumentach za lata 2000, 2001 i 2002”.

Zginęły listy, bilanse...

i korespondencja, a winą obarczono... zmarłego prezesa.

Przez kolejne lata spółka generuje straty. Zleca na zewnątrz usługi i wrzuca je w koszty.

W sprawozdaniach czytamy, że obsługę administracyjno-biurową spółki zlecono prywatnej firmie WPHU „MaGe-MeGi” Małgorzaty Gęsikowskiej. Ta sama firma pośredniczyła w poszukiwaniu kupca na niedokończoną inwestycję w Fordonie.

W końcu 2006 r. udaje się w końcu uporządkować sprawy związane z dzierżawą wieczystą gruntu i sprzedać bunkier. Spółka notuje 1 300 422 zł przychodu, ale przekraczający 2,5 mln zł dług powoduje, że kończy rok z 1,2 mln zł straty. Nie pokryje jej ze sprzedaży pozostałych 669 m kw. gruntu, więc zarząd składa wniosek o likwidację spółki i nie zamierza oszczędzać na kosztach. W 2007 r. ZHiU „Centrum Handlowe” wydaje 118,8 tys. zł na usługi obce, 90,3 tys. zł - na wynagrodzenia i 4,7 tys. zł - na inne koszty.

Likwidatorem spółki zostaje jeden ze wspólników: Andrzej P. , który w swoim sprawozdaniu pisze tak: „Przeprowadzono niezliczoną ilość rozmów i spotkań z pożyczkodawcami. W działaniach tych likwidator korzystał z pomocy radcy prawnego i firmy, która prowadzi spółce sprawy administracyjno- biurowe”.

- Ze mną nikt nie negocjował i żadnych pieniędzy mi nie proponował - zapewnia Jerzy Górczak. - Wypisałem się ze zrzeszenia, mam złe zdanie o pani Gęsikowskiej i proszę jej ode mnie nie pozdrawiać.

Parę osób, m.in. Piotr M., który pożyczył spółce ponad 82 tys. zł, zdecydowało się powalczyć o swoje w sądzie. Wyniku tej walki nie znamy, bo dokumentację spółki kończy zapis, że komornik zajmuje udziały w spółce, należące do likwidatora z tytułu jego zaległości wobec ZUS oraz adnotacja, że... spółka nie odbiera korespondencji.

- Im dalej w las, tym ciemniej - podsumowują kupcy z targowiska „Białe”, gdzie rokosz przybiera coraz większe rozmiary. To tu pada pytanie: - Pani prezes,

gdzie są nasze kaucje?

Wpłacali je, zawierając z K-PZHiU umowę na wynajem miejsca pod swój handel. - To było kilkaset złotych, które miało być nam oddane wraz z odsetkami po wygaśnięciu 3-letniej umowy - twierdzą. - Ja walczyłam o zwrot tej kaucji przez dwa lata - Ewa Simińska pokazuje korespondencję z Małgorzatą Gęsikowską: - Od wygaśnięcia umowy minął rok, a przedsiębiorcy nie widzieli pieniędzy ani konta, na którym te kaucje miały być gromadzone - pisze do szefowej zrzeszenia i nie dostaje odpowiedzi.

- Regulacje dotyczące kaucji wpłacanych przez kupców z targowiska „Białe” są zawarte w umowach - informuje Małgorzata Gęsikowska.

- Ona za nic ma umowy z kupcami, a z tego, co nam wiadomo, nie przechowuje kaucji na oddzielnym rachunku bankowym, do czego jest zobowiązana, tylko nimi obraca - twierdzą kupcy z targowiska. Kilka lat temu założyli Zrzeszenie Kupców „Millenium” i stanęli do miejskiego przetargu na dzierżawę targowiska „Białe”. - Dawaliśmy lepsze warunki, inni oferenci też, więc miasto mogło więcej zarobić, ale wygrało K-PZHiU, czyli Gęsikowska - mówią rozczarowani i konkludują: - Ta kobieta ma...

bardzo szerokie plecy

Wiedzą, ile K-PZHiU zarabia na targowisku. - Pan P. płaci zrzeszeniu 96 zł za 16 m kw., co zostaje opisane jako „wpłata na działalność K-PZHiU” - pokazują pokwitowanie z lutego i kolejne na 16 zł, opisane jako „opłata targowa”, przekazywana do Urzędu Miasta.

- 80 zł na czysto. To jest biznes! - kwitują.

Rolnik Artur Papenfus płaci zrzeszeniu kilkaset złotych miesięcznie za wynajem 8 m kw. brukowej kostki, na której ustawia swój namiot. - To rozbój w biały dzień - twierdzi. W ubiegłą niedzielę postanowił zahandlować na innym bydgoskim targowisku. - Pojechałem na os. Leśne. Patrzę i oczom nie wierzę. Podchodzi do mnie Gęsikowska i mówi, że ona tu zarządza. Zdziwiłem się, bo słyszałem, że przetarg na targowisko przy ul. Czerkaskiej wygrało przedsiębiorstwo „Alfa”, ale widać, że pani prezes i tam się wkręciła - wspomina Artur Papenfus. Rolnik twierdzi, że szefowa chciała z nim uzgodnić opłatę targową, a on powiedział jej krótko: „jak pani ma tu rządzić, to do widzenia”.

Pytamy Małgorzatę Gęsikowską, jaką rolę pełni na targowisku przy ul. Czerkaskiej. - To pytanie natury osobistej i nie dotyczy Kujawsko-Pomorskiego Zrzeszenia Handlu i Usług - odpowiada pani prezes.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Z
Zdziwiony
W każdym normalnym kraju - praworządnym - przełożeni bohaterki reportażu już by się tym zajęli. A tu cisza. Czyżby pani dzieliła się zyskami i dochodami z przekrętów z osobami odpowiedzialnymi za nadzór i kontrolę tego, co robi??
Dodaj ogłoszenie