Pies Fijo - jak żyje trzy lata po skatowaniu? Ma dobry dom, ale wciąż cierpi. Co robi oprawca psa Fijo?

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Fijo ma dobry dom, ale wciąż cierpi Fundacja
Trzy lata temu psa Fijo, wówczas szczeniaka, znaleziono w Chełmży w kałuży krwi. Skatowany przez własnego pana psiak trafił pod opiekę Fundacji dla Szczeniąt Judyta, a następnie do nowego domu pod Pabianicami. Jak żyją dziś Fijo i jego opiekun Artur Serocki?

Zobacz wideo: Kalkulator kolejki szczepionkowej Covid-19.

27 stycznia 2018 roku - ten dzień na zawsze zmienił losy psa Fijo, wtedy zaledwie czteromiesięcznego szczeniaka. Bartosz D. z Chełmży, jego własny pan, skatował go i uczynił kaleką do końca życia. Zwierzę znaleziono w kałuży krwi, ze zmiażdżonym kręgosłupem, połamaną miednicą, uszkodzonymi zebrami, złamaną szczęka i wybitymi zębami...

Od tego czasu minęły trzy lata. Najpierw Fijo trafił pod opiekę Fundacji dla Szczeniąt Judyta. To za jej sprawą był leczony i rehabilitowany, także za granicą. Tysiące osób z kraju i zagranicy wparły te wysiłki finansowo. To do fundacji zgłosił się Artur Serocki, mający pod Pabianicami (woj. łódzkie) obszerny dom. To miejsce stało się najpierw domem tymczasowym, a po prawomocnym wyroku na Bartosza D., w styczniu ubiegłego roku, stałą przystanią dla psa Fijo.

Fijo jest i będzie kaleką

Artur Serocki nie udziela się sam w mediach społecznościowych. Dla swojego podopiecznego stworzył jednak konto na Instagramie: pies_Fijo_2018. Tutaj kolejny rok zamieszcza posty, filmiki i zdjęcia relacjonujące życie psa Fijo. A także - dodajmy od razu - kolejnych kalekich psów, które pan Artur przygarnął. Konto obserwuje ponad 12 tysięcy osób, a każdy post cieszy się zainteresowaniem przynajmniej kilku tysięcy internautów.

Polecamy

Jedno nie ulega wątpliwościom: Fijo ma oddanego i czułego opiekuna.

  • To ważne, bo pies do końca życia będzie już kaleką: ma uszkodzony rdzeń kręgowy i układ nerwowy.
  • Psiak ma bezwładne tylne łapy i najczęściej porusza się o wózku.
  • Jak pokazują jednak filmiki, Fija roznosi energia i gdy dobrze się czuje, potrafi przemierzać domowe korytarze bez wózka.

Fijo ma bolesne ataki
Niestety, pies ma kłopoty z załatwianiem się (nie panuje do końca nad fizjologią). Do poważnych kłopotów neurologicznych należą też powtarzające się ataki drgawek. Czasem tak bolesne, jak ten opisywany przez pana Artura 9 stycznia br. Ten atak trwał aż 5 godzin, do 3.00 nad ranem.

"Fijo nie mógł zasnąć, rzucało i szarpało jego biednym ciałkiem, i nie mogłem mu pomóc. Mogłem go tylko tulić i uspokajać" - relacjonował opiekun na Instagramie.

Oczywiście, Fijo jest pod opieką neurologa. Niestety, zmiany w kręgosłupie i układzie nerwowym psa są nieodwracalne. Potwierdził to specjalista na ostatniej wizycie, pod koniec stycznia br. Artur Serocki zapewnia jednak, że nawet jeśli rehabilitacja miałaby tylko troszkę poprawić kondycje Fijo, to i tak będzie kontynuowana. Identycznie zresztą traktuje kolejne kalekie czworonogi, które przygarnął. Nazywa swoich podopiecznych "bandą brojków" i podkreśla, że każdy dzień z nimi to dla niego wielkie szczęście.

Polecamy

Fijo zaskarbił sobie sympatię mieszkańców Pabianic od razu, gdy tylko pojawił się w domu pana Artura. Teraz, nawet w śnieżne dni, spotykają go najczęściej w pabianickim Parku Wolności. Tysiące ludzi natomiast, z kraju i zagranicy, śledzą życie psa na Instagramie.

Co się stało z Bartoszem D. z Chełmży?

23 stycznia 2020 roku - to z kolei data, którą do końca życia musi zapamiętać sobie Bartosz D. z Chełmży. Tego dnia Sąd Okręgowy w Toruniu wydał prawomocny wyrok w jego sprawie.

  • Za skatowanie psa (znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem) skazał mężczyznę na 18 miesięcy bezwzględnego więzienia.
  • Tym samym sąd II instancji podtrzymał w mocy wyrok wydany przez swojego poprzednika (z marca 2019 roku).
  • Cała kara dla Bartosza D. to wspomniane 18 miesięcy pozbawienia wolności, przepadek psa, zakaz posiadania zwierząt przez 10 lat, 3 tys. zł nawiązki oraz nakaz zapłaty za leczenie zwierzęcia Fundacji dla Szczeniąt Judyta.

Przypomnijmy, że Bartosz D. miał szczęście, bo sądzony był jeszcze według starej Ustawy o ochronie praw zwierząt. Po trzech miesiącach od jego czynu zaczęła już obowiązywać nowelizacja, wprowadzająca maksymalną karę na poziomie 5 lat więzienia.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie