Pjongczang 2018. Natchnieni przez złoty medal powalczą o złoto w drużynie

Tomasz BilińskiZaktualizowano 
Kamil Stoch, Andreas Wellinger i Robert Johansson jeszcze nie świętowali medali zdobytych w sobotnim konkursie. W poniedziałek (godz. 13 czasu polskiego, transmisja w Eurosporcie i TVP 1) mają być kluczowymi postaciami swoich reprezentacji w zawodach drużynowych igrzysk olimpijskich w Pjongczangu. - Medal Kamila da nam kopa – przekonywał Dawid Kubacki.

Odkąd trenerem polskich skoczków został Stefan Horngacher (koniec marca 2016 r.), Biało-Czerwoni tylko raz nie stali na podium „drużynówki”. Stało się to w listopadowych zawodach Pucharu Świata w Kuusamo i do dziś można zastanawiać się, czyja to była wina. Wówczas za, według sędziów, nieprzepisowy kombinezon zdyskwalifikowany został Piotr Żyła. W tym samym sprzęcie skakał w drugiej serii i o dziwo wtedy nikt nie dostrzegł łamania regulaminu. W każdym razie Polacy skończyli na szóstym miejscu.

Nie licząc wpadki, pod wodzą Horngachera Polacy mają za sobą 10 konkursów drużynowych. Cztery z nich wygrali, w tym mistrzostwa świata i ostatnią przedolimpijską „drużynówkę” - w Zakopanem. Udowodnili, że na dużej skoczni Norwegów można pokonać. Czyli tam, gdzie radzą sobie doskonale. Robert Johansson, Daniel-Andre Tande, Johann Andre Forfang i Andreas Stjernen zajęli w sobotę - odpowiednio - trzecie, czwarte, piąte i ósme miejsce.

- Mam nadzieję, że powtórzymy te skoki – zaznaczył Tande. - Oczywiście jesteśmy faworytami, ale musimy wykonać naszą pracę tak, jak zrobiliśmy to w ostatnim konkursie. Wciąż jest w nas poczucie, że mamy jeszcze dużo do pokazania podczas zawodów. I mam nadzieję, że zrobimy to w poniedziałek.

Biorąc pod uwagę okres pracy Horngachera, Norwegowie byli na podium siedem razy, z czego pięć na najwyższym stopniu. W historii igrzysk mają trzy medale w drużynie, wszystkie brązowe. - Czy da się z nimi wygrać? - Oczywiście, że tak – wzruszył ramionami Stefan Hula. - Musimy oddać dobre skoki i czekać, co nam dadzą.

Dla 31-letniego skoczka ze Szczyrku będzie to trzeci występ w konkursie drużynowym na igrzyskach. Poprzednio był częścią zespołu w Turynie (2006 r.) i Vancouver (2010 r.). W Soczi (2014 r.) go zabrakło. Oprócz Kamila Stocha i Macieja Kota w Rosji skakali Piotr Żyła i Jan Ziobro. Ostatni jest na zakręcie kariery. Natomiast Żyła kiepsko radzi sobie na koreańskich obiektach i już od czwartku kibicuje kolegom. To zresztą on kiepsko spisał się w pierwszej serii „drużynówki” cztery lata temu, przez co Biało-Czerwoni zajęli czwarte miejsce.

Po sobotnim konkursie trochę rozczarowany swoimi skokami i 19. miejscem był Kot. - Czy poprawię się na konkurs drużynowy? Na pewno brakuje automatyzmu, ale jest za mało czasu, by go wprowadzić – zamknął temat. - Potrzebna będzie dobra analiza, wyobrażenie sobie lotu i punktu koncentracji. To wystarczy, bo pozostałe rzeczy wyglądają naprawę dobrze. Cały czas jesteśmy mocni. Patrząc na tablicę najlepszych, to brylują na niej Norwegowie i Niemcy, ale przed mistrzostwami w Lahti czy ostatnio w Zakopanem było podobnie, a wygraliśmy. Konkurs drużynowy ma inną specyfikę. W nim motywujemy się jeszcze bardziej i skaczemy dalej, a inni czasem nie wytrzymują presji. Prognozy pogody są dobre, więc będziemy walczyć.

Niemcy – drużynowi mistrzowie olimpijscy z Soczi (wcześniej wygrali w 1992 r. i 2002 r.). Między pierwszym w sobotę Stochem a 10. Dawidem Kubackim uplasowało się trzech reprezentantów naszych zachodnich sąsiadów - wicemistrz olimpijski (i mistrz z normalnej skoczni) Andreas Wellinger, Karl Geiger i Richard Freitach. Tuż przed Hulą, na 14. miejscu, skończył Markus Eisenbichler.

- W konkursie drużynowym jest coraz więcej faworytów – przyznał brązowy medalista na dużym obiekcie Robert Johansson. - Wszyscy wiemy, jak silna jest drużyna niemiecka, mają czterech naprawdę mocnych skoczków. Podobnie jest z Polską. Natomiast na początku tego roku z bardzo dobrej strony pokazali się Słoweńcy. Mogą walczyć o czołowe miejsca.

- Wyciąganie wniosków po indywidualnym konkursie nie ma sensu – podkreślił Kubacki, który w poniedziałek zadebiutuje w olimpijskiej „drużynówce”. - To zupełnie inne zawody. Podejdziemy do nich bardzo umotywowani. Kopa dał nam złoty medal Kamila. Pokazał nam, że praca, którą wykonujemy idzie w dobrym kierunku i każdemu z nas może pozwolić kiedyś dojść do wysokiego poziomu.

Irena Szewińska: Mamy jeszcze szanse medalowe, na rozliczenia przyjdzie czas po igrzyskach

Wideo

Materiał oryginalny: Pjongczang 2018. Natchnieni przez złoty medal powalczą o złoto w drużynie - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3