Płeć czasem blokuje karierę

Justyna Wojciechowska-Narloch
Dyrektorki, menedżerki i działaczki trzymające podwładnych silną ręką. Jedne rządzą otwarcie, inne z pozycji szarej eminencji. Nie przestają być kobietami i właśnie kobiecości życzą sobie z okazji 8 marca.

Dyrektorki, menedżerki i działaczki trzymające podwładnych silną ręką. Jedne rządzą otwarcie, inne z pozycji szarej eminencji. Nie przestają być kobietami i właśnie kobiecości życzą sobie z okazji 8 marca.

W każdym środowisku są panie, które liczą się bardziej niż inne. Czasem z powodu swojego profesjonalizmu, przebojowości, konsekwencji w działaniu czy też dyplomatycznego podejścia i zdolności negocjacyjnych. Kierują dużymi przedsiębiorstwami, zajmują wysokie stanowiska w administracji, szefują szkołom i zdobywają fundusze unijne. Dziś - w Dniu Kobiet - przedstawiamy kilka pań, które w Toruniu naprawdę się liczą.

<!** Image 3 align=right alt="Image 167960" sub="Krystyna Zaleska">Pierwsza dama

KRYSTYNA ZALESKA - jak sama mówi - zdecydowanie lepiej się czuje w roli dyrektora niż żony prezydenta Michała Zaleskiego. Nie przepada za bankietami i oficjalnymi uroczystościami, gdzie musi towarzyszyć mężowi. Od lat prowadzi Specjalistyczny Szpital Miejski przy ul. Batorego w Toruniu. To za jej rządów placówka przeszła kompleksową modernizację i z podupadłej, siermiężnej lecznicy stała się nowoczesnym szpitalem.

- Moja praca skupia się na dwóch zasadniczych obszarach: pacjentach i pracownikach szpitala. Każdą z tych grup trzeba traktować zupełnie inaczej, a to już jest wyzwanie. Nie ukrywam, że podczas trudnych rozmów o pieniądzach bycie kobietą mi pomaga. Negocjuję z ludźmi, jak to matki robią w rodzinach, które mają skromne budżety. Mówię rzeczy niepopularne, ale z drugiej strony czuję, że dla pracowników ważna jest również atmosfera w szpitalu, a nie tylko wysokość pensji - tłumaczy Krystyna Zaleska. - Potrafię jednak zamknąć za sobą drzwi szpitala i nie zabierać do domu zawodowych problemów. O wiele bardziej stresujące są dla mnie sytuacje rodzinne, troska o dorosłe już dzieci, na których autonomiczne decyzje nie mam większego wpływu. <!** reklama>

<!** Image 4 align=right alt="Image 167960" sub="Małgorzata Białek">Styl demokratyczny

Jeden z najlepszych ogólniaków w regionie i do tego pierwsze w mieście dwujęzyczne gimnazjum, usankcjonowane umowami o współpracy z Filadelfią w USA i Angers we Francji, osiągające wysokie miejsca w ogólnopolskich rankingach. Do tego nowa sala gimnastyczna i kompleksowa rozbudowa szkoły. Za kulisami tych sukcesów stoi MAŁGORZATA BIAŁEK, od ponad 4 lat dyrektorka IV LO w Toruniu.

- To nie jest łatwa praca, ale dająca sporą satysfakcję. Tym bardziej, że otaczają mnie naprawdę kompetentni i odpowiedzialni ludzie, którzy w nauczaniu odnaleźli swoją misję. Większość decyzji, co do przyszłości szkoły, podejmujemy wspólnie, opierając się na wzajemnym zaufaniu. Zdecydowałam się na demokratyczny styl kierowania podległymi mi placówkami i to się naprawdę sprawdza - mówi Małgorzata Białek. - Jednak praca w szkole ma to do siebie, że zabiera się ją do domu. Nie tylko w sferze emocjonalnej, ale również czysto fizycznej - postaci np. teczek do przejrzenia. Dzieje się to kosztem przestrzeni przeznaczonej na życie osobiste, ale tak już chyba być musi.

<!** Image 5 align=right alt="Image 167960" sub="Krystyna Dowgiałło">Kropla goryczy

Życiorys KRYSTYNY DOWGIAŁŁO to barwna, wielowątkowa historia. W przeszłości szefowa Wojewódzkiego Urzędu Pracy, zarządca komisaryczny „Polchemu”, radna sejmiku województwa i radna Rady Miasta Torunia. Politycznie związana z Unią Wolności, a obecnie z Platformą Obywatelską. W Radzie Miasta poprzedniej kadencji szefowa Klubu PO.

- Nie postrzegam siebie jako osoby wpływowej. Powiedziałabym, że jestem bardziej opiniotwórcza. Nawet ci, którzy nie darzą mnie sympatią, w kwestiach zasadniczych liczą się jednak z moim zdaniem. Gdy patrzę na moje życie z pewnej perspektywy, myślę, że odniosłam sukces. Jest on jednak doprawiony kroplą goryczy - opowiada Krystyna Dowgiałło. - Wydawało mi się, że przez lata robiłam dobrą robotę, ale jakoś nie poszły za tym propozycje awansu, nie posypały się nowe oferty. Myślę, że zaważył tu fakt, iż jestem kobietą, a moja płeć stanęła na przeszkodzie oszałamiającej karierze. Nie, nie czuję się dyskryminowana, bo sobie po prostu na to nie pozwolę. Czuję jednak, że ominęły mnie pewne bonusy, które mężczyźni z podobnym do mojego dorobkiem dostają niejako z klucza.

<!** Image 6 align=right alt="Image 167960" sub="Dorota Stankiewicz">Ciężko w terenie

Zanim zaczęła szefować Powiatowemu Inspektoratorowi Weterynarii w Toruniu, dobrze poznała morderczą harówkę na wsi. Potem - niczym grom z jasnego nieba - spadł na nią problem ptasiej grypy. Wciąż należy do tych, którzy nigdy nie wyłączają telefonu i stale są w gotowości. Mowa o DOROCIE STANKIEWICZ, powiatowym lekarzu weterynarii w Toruniu.

- Kiedy szłam na studia, dziewczyn na weterynarii było naprawdę niewiele. Te, które się tam znalazły, były absolutnie wyjątkowe. Gdy decydowały się na ciężką fizyczną pracę w terenie, wiedziały co robią. Były bardzo sprawne fizycznie, silne i świetne w swoim fachu.

Kompletnie w niczym nie ustępowały mężczyznom. Ja też mam za sobą ten etap - wspomina Dorota Stankiewicz. - Dziś robię coś zupełnie innego, nadzoruję, administruję, kontroluję. Tym, co mnie niejako na nowo ustawiło do życia, była bez wątpienia ptasia grypa. Znalazłam się w nowej sytuacji w skali kraju, właściwie bez precedensu. Właśnie wtedy odnalazłam w sobie cechy, które w pewnym sensie można nazwać męskimi. Udowodniłam, że potrafię rządzić twardą rękę.

<!** Image 7 align=right alt="Image 167960" sub="Teresa Bolszakow">Brak zaufania

Wśród skarg od kobiet, które trafiają na biurko TERESY BOLSZAKOW, kierowniczki Inspekcji Pracy w Toruniu, dominują te dotyczące młodych matek. Po macierzyńskim pani X została przyjęta do pracy na kilka dni, ale potem zaraz ją zwolniono. Inna też dostała wypowiedzenie, bo przecież ma małe dziecko, na pewno będzie brać zwolnienia. Z trzecią podpisano umowę na czas określony, żeby potem - w razie ciąży - móc bezboleśnie ją rozwiązać.

- To krótkowzroczne podejście, skutkujące marnowaniem ogromnego potencjału, który tkwi w kobietach. One są pracownikami doskonale zorganizowanymi, skrupulatnymi, odpowiedzialnymi i wydajnymi. Smutne jest tylko to, że wciąż muszą udowadniać, że są dobre, że się nadają - mówi Teresa Bolszakow. - Macierzyństwo i pracę zawodową można pogodzić bez większego problemu, co widać w wielu firmach. Obawiam się jednak, że pracodawcy nie uwierzą nam na słowo. Tu trzeba rozwiązań systemowych, takich zmian w prawie, które dadzą kobietom szansę, jakiej odmawia im wielu szefów.

ONE ROZDAJĄ KARTY

Pod koniec zeszłego roku magazyn „Forbes” opublikował ranking najbardziej wpływowych kobiet świata w 2010 roku. Na 1. miejscu znalazła się Michelle Obama, Pierwsza Dama Stanów Zjednoczonych. Co ciekawe, żona prezydenta USA awansowała w górę o 40 oczek w stosunku do rankingu z 2009 roku. Drugie miejsce zajęła Irene Rosenfeld, szefowa spożywczego giganta Kraft Foods. Na trzecim miejscu znalazła się znana dziennikarka i królowa talk-show, Oprah Winfrey. Czwarta w rankingu „Forbesa” jest kanclerz Niemiec Angela Merkel. Piąte miejsce zajęła żona byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych Billa Clintona, sekretarz stanu USA Hillary Clinton.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie