Pociągi nie zawsze na czas

Marcin Dutkowski
Obsługiwane przez prywatnego przewoźnika – spółkę Arriva – połączenie kolejowe Grudziądza z Toruniem w oczach naszych Czytelników wypada bardzo słabo.

Obsługiwane przez prywatnego przewoźnika – spółkę Arriva – połączenie kolejowe Grudziądza z Toruniem w oczach naszych Czytelników wypada bardzo słabo.

– Od trzech lat podróżuję codziennie pociągami na trasie Grudziądz–Toruń – mówi nasza Czytelniczka Beata Mikołajczak, z wykształcenia ekonomista ds. transportowych. – Jednak w ostatnim czasie wielokrotnie musiałam rezygnować z podróży i oddawać bilety w kasie. Wszystko z powodu opóźnień, które wynoszą nawet kilkadziesiąt minut, a także chaosu w zapowiedziach. Czasami stosowana jest autobusowa komunikacja zastępcza, ale nie wszyscy na peronie o tym wiedzą.

<!** reklama>Jeden z pracowników Arrivy, z którym rozmawialiśmy o sytuacji na kolei, mówi wprost – „ogólny bałagan”. Wskazuje też na złą jakość sprzętu wykorzystywanego przez przewoźnika. Szynobusy dość często wymagają bowiem napraw.

– Problemy taborowe wynikają z kumulacji wielu czynników, takich jak wypadki na przejazdach, w wyniku których w ostatnim czasie zostały wyłączone z ruchu trzy pojazdy oraz problemów z jakością infrastruktury kolejowej – tłumaczy Fabien Courtellemont, prezes zarządu Arrivy.

Za każde opóźnienie Urząd Marszałkowski nakłada na przewoźnika karę. Od grudnia ubiegłego roku do marca tego roku z tego tytułu uzbierało się ponad 800 tys. zł.

Pasażerowie zwracają jednak uwagę również na złą organizację przewozów. Jako przykład podają połączenie z Grudziądza do Torunia o godzinie 11.43. Jest ono obsługiwane przez pojedynczy, niewielki szynobus, bo potok podróżnych na tym odcinku o tej porze można określić – zdaniem przewoźnika – jako niewielki. Tymczasem bardzo często panuje tam tłok, a do wyjątkowej sytuacji doszło w piątek, 10 czerwca. Dyspozytor otrzymał wówczas wcześniejsze zgłoszenie, że w Mniszku wsiądzie 40-osobowa grupa pasażerów, a mimo to nie zwiększył składu.

– Dyspozytor uznał za celowe włączenie dodatkowo do składu doczepy – broni się prezes Arrivy. Tłumaczy, że miało się to stać podczas trzyminutowego postoju. – Jednak w tym czasie wystąpił problem techniczny po stronie PLK, a czas jego rozwiązania nie był określony. Dyspozytor uznał więc, że cała grupa zmieści się do tego pojazdu i wyprawił go w trasę bez opóźnień.

Więcej o zarzutach wobec Arrivy napiszemy w jutrzejszym wydaniu. Czekamy na kolejne sygnały. Można dzwonić (56 465 92 65) lub pisać ([email protected]).

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

e
eggegegeg
No przecież że sie bardzo zle jezdzi. To prawdziwy artykuł. Bo niektore to propagandy. Ale brawo za uczciwosc. W pociagach sa takie napisy UCZcIWOsc jest zawsze w cenie.
Dodaj ogłoszenie