Poczytaj im, tato i mamo

Justyna Wojciechowska-Narloch
Rozmowa z ELŻBIETĄ OLSZEWSKĄ, torunianką, dyrektorem programowym Fundacji „ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom”.

Rozmowa z ELŻBIETĄ OLSZEWSKĄ, torunianką, dyrektorem programowym Fundacji „ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom”.

<!** Image 2 align=none alt="Image 167039" sub="Elżbieta Olszewska: - W przypadku dzieci, którym rodzice czytają książki, wyrabia się u nich nawyk, że książka i czytanie to coś miłego, ciekawego, wartościowego / Fot. Jacek Smarz">Biblioteka Narodowa opublikowała właśnie wyniki badań na temat czytelnictwa w naszym kraju. Wynika z nich m.in., że 33 proc. młodzieży w wieku szkolnym w ostatnim roku nie przeczytało ani jednej książki. Ten wyniki chyba powinien przerażać?

Te wyniki rzeczywiście są zatrważające, choć i tak trochę lepsze niż poprzednie. Sprawa jest tym bardziej smutna, że za niechęć dzieci do czytania w dużej mierze odpowiadają dorośli. Proszę sobie wyobrazić, że w wielu domach, w których wychowują się maluchy, pierwsze książki pojawiają się dopiero w momencie, gdy dziecko idzie do szkoły. Są to oczywiście podręczniki. W takiej sytuacji książka kojarzy się zwykle z traumą, mozolną nauką liter, które trzeba układać w słowa. Trudno więc, by dziecko polubiło czytanie.

A jak jest w przypadku dzieci, którym od urodzenia rodzice czy opiekunowie czytają?

<!** reklama>Z naszych badań wynika, że takie dzieci od początku budują sobie skojarzenie czytania z przyjemnością. To są magiczne chwile, które najbliższe osoby poświęcają dziecku, by przenieść je w świat bajek czy wierszyków. Takie dzieci wyrabiają sobie niejako nawyk, że książka i czytanie to coś miłego, ciekawego, wartościowego. I w większości przypadków wraz z wiekiem z czytania nie rezygnują.

Co się dzieje, gdy dziecko z czytaniem zetknie się dopiero w szkole?

Często nauka czytania sprowadzana jest jedynie do mechanicznego odkodowywania liter, a sama treść czytanych wyrazów, ich rozumienie gdzieś umyka. Zrobiliśmy kiedyś eksperyment wśród rodziców. Poprosiliśmy chętnych, by na forum głośno odczytali wybrany tekst. Nikt się nie zgłosił. W końcu udało się nam namówić do czytania jedną z mam. Zrobiła to poprawnie, ale nie potrafiła powiedzieć, o czym tak naprawdę czytała. Była skupiona tylko na mechanicznym odtwarzaniu zapisu liter. Warto się zastanowić, co czują dzieci, gdy w szkole nauczyciel każe im czytać na głos, przed całą klasą. Pół biedy, jeśli nie jest to dla nich problem. Kiedy jednak jest inaczej, to mamy niewielkie szanse, by uczeń czytanie kojarzył z czymś miłym, co warto robić w wolnym czasie.

Czy w dzisiejszych czasach książka w ogóle może konkurować z komputerem, telewizją czy internetem?

Tak, ale tylko pod pewnym warunkiem. Musi być ona czytana dziecku przez dorosłego. Nie wolno zapominać, że dla malucha czymś bezcennym jest kontakt z mamą i tatą. Jeśli oni to robią, to najciekawsze gry i bajki telewizyjne przestają się liczyć. W fachowej literaturze czytałam o przypadku głuchoniemego małżeństwa, które mieszkało gdzieś w australijskiej głuszy. Kiedy urodziło im się słyszące dziecko, bardzo chcieli, by zaczęło normalnie mówić. Sadzali je więc przed telewizorem i włączali różne kanały. Po trzech latach okazało się, że dziecko nie zna ani słowa. Telewizja więc nie działa. Żeby dziecko nauczyło się mówić, w ogóle rozwinęło swój aparat mowy, potrzebny jest kontakt z drugim człowiekiem.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie