Podwójna zdrada wiceprezesa

Grażyna Ostropolska
Udostępnij:
Wiceprezes spółki „T” informuje klientów o jej likwidacji i proponuje usługi... własnej firmy o podobnej nazwie. Pani prezes ostrzega, że właściciel konkurencyjnej „T - Polska” popełnia przestępstwo. Zawiadamia o tym prokuraturę.

Wiceprezes spółki „T” informuje klientów o jej likwidacji i proponuje usługi... własnej firmy o podobnej nazwie. Pani prezes ostrzega, że właściciel konkurencyjnej „T - Polska” popełnia przestępstwo. Zawiadamia o tym prokuraturę.

<!** Image 2 align=none alt="Image 169914" sub="Pracownice „T” Spółki z o.o. codziennie odbierają telefony od zdezorientowanych klientów. Tłumaczą im, że spółka nadal działa, a wiceprezes, który składa im oferty w imieniu „T -Polska”, łamie zakaz nieuczciwej konkurencji. / Fot. Tadeusz Pawłowski">Niewielka spółka „T” dostarcza sprzęt do obsługi korespondencji takim klientom, jak: TP SA, Poczta Polska, ZUS, NFZ, Lotos, urzędy miejskie i sądy. Zamieszczone w Internecie listy pochwalne i referencje są już lekko przeterminowane, bo zaufanie klientów do spółki zamienia się w... dezorientację. - W innej firmie zamawialiśmy usługi, a inna - z dodatkiem „Polska” w nazwie - przysyła nam faktury. O co tu chodzi? - pytają.

Gdy nie wiadomo, o co chodzi, to zwykle chodzi o pieniądze. Tu też, ale zarzewiem konfliktu w spółce „T” były osobiste sprawy jej udziałowców: pani Barbary i jej męża Krzysztofa . Ona pełni funkcję prezesa i zajmuje się finansami, on jako wiceprezes „T” Spółki z o.o. miał czuwać nad handlem i marketingiem. Dziesięć lat zgodnie budowali firmę. Teraz się rozwodzą i nie potrafią oddzielić spraw zawodowych od prywatnych. - Postanowiłem wyzbyć się nienawiści i chęci odwetu - zapewnia on.

<!** reklama>- To objawia się tak, że mąż potajemnie założył konkurencyjną firmę, zabrał z naszej wspólnej firmy wszystkie umowy, kradnie nam klientów - drwi z tych zapewnień ona.

Barbara S. wniosła do prokuratury sprawę o karne ściganie wiceprezesa Krzysztofa S. za działanie

na szkodę spółki.

Domaga się przeszukania w firmie „T - Polska”, którą w grudniu założył jej mąż. - Chcę odzyskać skradzione rzeczy: dokumenty, sprzęt i oprogramowanie, stanowiące własność „T” Spółki z o.o., ale prokurator odrzuca mój wniosek - skarży się pani Barbara. Jest załamana, bo firma, którą od paru miesięcy prowadzi sama, traci klientów i płynność. - Mąż zapowiedział, że utopi mnie razem ze spółką i skrzętnie to realizuje, a ci, którzy stoją na straży prawa, nie zamierzają mu w tym przeszkadzać - mówi rozgoryczona.

Prokurator Mirosław Wałęza z Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Północ tak uzasadnił odrzucenie wniosku pani Barbary o przeszukanie siedziby konkurencyjnej firmy: „Krzysztof S., zgodnie z przepisami kodeksu spółek handlowych, jest nadal wiceprezesem zarządu oraz współudziałowcem Spółki z o.o. „T” (....) , więc może posiadać i mieć w swojej dyspozycji dokumenty oraz inne składniki majątkowe należące do tej spółki”.

- To postanowienie, od którego na dodatek nie można się odwołać, daje przyzwolenie na bezprawie - uważa pani Barbara i nie zamierza się poddać. Informacje o tym, że mąż wysyła do klientów „T” konkurencyjne oferty jako „T - Polska” były dla niej szokiem, ale wzięła się w garść i też wysyła korespondencję. - Wyjaśniam stałym klientom, że Krzysztof S. ich okłamuje, bo nasza spółka nie jest w likwidacji, za to on prowadzi przestępczą działalność na jej szkodę. To niezręczna sytuacja, ale ci, którzy nam zaufali, muszą wiedzieć, co się dzieje - mówi pani Barbara.

Krzysztof S. nie ukrywa, że od paru miesięcy prowadzi własną działalność gospodarczą, oferując klientom podobny towar i usługi. - Znalazłem się w sytuacji

bez wyjścia

- przekonuje. - Żona wygoniła mnie z domu, zwolniła z pracy, zabrała służbowy samochód, zablokowała karty kredytowe i dostęp do konta - wylicza. Twierdzi, że musi jakoś żyć, więc robi to, co lubi i potrafi. „T” Spółkę z o.o. uważa za swoje dziecko. To on znalazł niemieckiego producenta sprzętu do obsługi korespondencji, to dzięki niemu spółka pozyskała poważnych klientów i zamówienia. S. opowiada o tym, jak splajtowała ich wcześniejsza firma i trzeba było spłacać długi. I o tym, jak kochał swoją żonę i jak wiele popsuł w ich życiu jego romans. Krótki, ale żona nie mogła mu wybaczyć. Odsunęli się od siebie. I nie zbliżyły ich już wielkie pieniądze, pozyskane kilka lat temu. - Niemiecki dostawca maszyn przyznał nam kupiecki kredyt, więc mogliśmy bez ograniczeń sprowadzać towar i rozwijać sieć dystrybutorów - wspomina moment, który zmienił jego relacje z żoną. - Barbara postanowiła wtedy kupić nieruchomość na siedzibę firmy, bo do tej pory wynajmowaliśmy lokal. Przestało jej wystarczyć mieszkanie w bloku i zamarzył się apartament w ekskluzywnym miejscu - wspomina. Nie zgodził się na zaciągnięcie kredytu pod dom, więc doszło do rozdzielności majątkowej i żona zaczęła budować dom na własne konto. - W pewnym momencie dowiedziałem się, że spółka nie płaci Niemcom i oni wypowiadają nam kupiecki kredyt - mówi pan Krzysztof. Przestaje ufać żonie, żąda dostępu do finansowych dokumentów. - Zaczyna się pokazywanie, kto w firmie rządzi. Nie udaje się nam normalnie porozmawiać, więc zaczynamy korespondować, ale i to nie wychodzi - przyznaje. Najgorętszy jest

konflikt personalny.

On żąda zwolnienia kadrowej i sekretarki, twierdząc, że są zbędne. Ona zwalnia jego (wiceprezes Krzysztof S. był zarazem dyrektorem handlowym spółki), gdy odkrywa, że tworzy konkurencyjną firmę i przejmuje pracowników spółki. - Namawia ich, żeby pracowali tu na etacie, a tak naprawdę dla niego i jego nowej firmy. Liczy, że pomogą mu w przejęciu zamówień i klientów - oburza się pani Barbara. Ma na to świadków.

- Wiceprezes namawiał mnie do takiej współpracy. Byłam tym zszokowana i odrzuciłam jego propozycję - przyznaje jedna z pracownic. Codziennie odbiera telefony od zdezorientowanych klientów, którym prywatna firma Krzysztofa S. „T-Polska” składa konkurencyjne oferty. - Wyjaśniam im, że nasza spółka nadal działa i wiceprezes wprowadza ich w błąd - mówi.

Oliwy do ognia dolał fakt, że wiceprezes związał się z jedną z pracownic spółki. - Ja nie miałbym nic przeciw temu, gdyby żona zakochała się np. w serwisancie. Dla dobra spółki umiałbym oddzielić sprawy prywatne od zawodowych - przekonuje pan Krzysztof. Ma nagrania emocjonalnych rozmów z żoną i nie widzi szans na polubowne rozwiązanie konfliktu. - Rozwód się przeciąga, bo ona chce udowodnić moją winę, a próby wspólnego ratowania naszej spółki też spaliły na panewce - mówi.

W styczniu złożył w sądzie gospodarczym pozew o rozwiązanie „T” Spółki z o.o. Pisze w nim: „Ani ja, ani pani prezes nie dysponujemy pieniędzmi umożliwiającymi spłacenie wspólnika, a spółka znajduje się w sytuacji kryzysowej”.

- Znalazłam chętnych do wynajęcia nieruchomości, w której mieści się teraz spółka, ale mój mąż i zarazem wspólnik w ostatniej chwili się wycofał. Nie przeraża go, że bank, który udzielił nam kredytu, może zlicytować ten budynek za grosze. Czy to nie jest działanie na szkodę spółki i jej wierzycieli? - pyta Barbara S. Przyznaje, że jest w patowej sytuacji. Nie może podpisać żadnej umowy w imieniu spółki „T”, bo są do tego potrzebne dwa podpisy (prezesa i wiceprezesa). Nie może też spokojnie czekać na sądowe rozstrzygnięcie sporu, bo spółka z nieuczciwą konkurencją u boku wkrótce padnie. - Co robić? - pyta.

<!** Image 3 align=right alt="Image 169914" >Opinia Andrzej Berdych, radca prawny

Rozwiązanie spółki to nie jest taka prosta sprawa

- Z ważnych przyczyn sąd może wyłączyć wspólnika, ale ten, kto o to występuje, musi mieć ponad 50 proc. udziałów w spółce. Sąd może też wydać orzeczenie o rozwiązaniu spółki. To nie jest proste, bo muszą zajść ważne przesłanki, aby zapadł taki wyrok. Jedną z nich jest trwała niemożność podejmowania decyzji i realizowania celów spółki. Muszą to jednak być przyczyny na tyle ważne i długotrwałe, aby wykluczyć pochopność wniosku o rozwiązanie spółki, zwłaszcza że koszty sądowe są niewielkie i nie odstraszają od takich pokus. Zwykle jedno lub dwumiesięczny konflikt między wspólnikami nie jest dla sądu wystarczającym argumentem do rozwiązania spółki. Jeśli konflikt nie pozwala na podejmowanie decyzji, można wystapić do sądu rejonowego o ustanowienie kuratora.

 

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie