Policja to nie kółko różańcowe

Grażyna Ostropolska
Rozmowa z komendantem kujawsko-pomorskiej policji nadinspektorem KRZYSZTOFEM STARAŃCZAKIEM

Rozmowa z komendantem kujawsko-pomorskiej policji nadinspektorem KRZYSZTOFEM STARAŃCZAKIEM

<!** Image 2 alt="Image 165927" sub="Nadinspektor Krzysztof Starańczak
po powołaniu na stanowisko kujawsko-pomorskiego komendanta policji odbiera gratulacje od Rafała Bruskiego, wówczas wojewody, dziś prezydenta Bydgoszczy">Zaczął Pan od przeglądu kadr i hasła: „Wzmacniamy komisariaty, wyprowadzamy policjantów zza biurek na ulice”. To efekt rozpoznania potrzeb na obcym dla Pana terenie czy przeniesienie doświadczeń z innych garnizonów?

Nie czuję się obcym. Tu pracuję, więc to jest teraz moje województwo, moi mieszkańcy i jako ich przedstawiciel muszę wiedzieć, czego chcą. Jako szef policji w Elblągu badałem potrzeby mieszkańców, rozsyłając kwestionariusze. To były lata 2001 - 2002 i nie było jeszcze corocznych badań opinii publicznej, zamawianych przez KGP. Dziś są.

I już Pan wie, czego chcą od policji mieszkańcy Kujawsko-Pomorskiego?

Mniej więcej. Po pierwsze, chcą widzieć więcej policjantów na ulicy i czuć, że w razie potrzeby szybko dojdą lub dojadą w miejsce zdarzenia. Po drugie, spodziewają się szybkich i skutecznych działań. Choćby po to, by policja po raz setny nie musiała jeździć na interwencje do tego samego mieszkania czy bloku.

Jako komendant warmińsko-mazurskiej policji wygospodarował Pan 186 etatów dla powiatów, robiąc ostre cięcia w wojewódzkiej logistyce. 120 policjantów z KWP w Gdańsku - za Pana rządów - zasiliło jednostki terenowe. W kujawsko-pomorskim garnizonie też zaczęły się cięcia i… panika. Zasadna?

Tu jest podobnie jak w innych województwach. W Olsztynie komenda miejska była dokładnym odwzorowaniem wojewódzkiej. Tak samo jest w Bydgoszczy, a jeszcze jaskrawszy przykład „drugiej czapki” mamy w Toruniu. Tam komenda miejska nadal wygląda jak wojewódzka. Jest wielką czapą nadzorczą, a w komisariatach brakuje ludzi. To trzeba zmienić.

<!** reklama>

Zmiany już się zaczęły. W komendzie wojewódzkiej ściął Pan 20 kierowniczych stanowisk, do dwóch zredukował liczbę zastępców komendanta miejskiego w Bydgoszczy i do jednego - w Świeciu. Ciąg dalszy nastąpi?

Nie trzeba nam tylu kierowników. Do komendy wojewódzkiej przychodzą zwykle samodzielni, doświadczeni pracownicy, którzy wiedzą, co robić, wygospodarowane etaty oddaję komendom powiatowym. Część z nich trafiła do Bydgoszczy i Torunia.

Wystarczy zmniejszenie nadzorczej czapy i będzie lepiej?

Nie chodzi o likwidację wydziałów, tylko o zmianę filozofii ich działania. Chcę, by przestawiły się one z funkcji nadzorczo-kontrolnych na wspomaganie terenowych jednostek. Podam świeży przykład z poszukiwań zamordowanej Eweliny. Nie interesowało mnie to, aby policjanci z sekcji nadzoru w wydziale kryminalnym jechali do Aleksandrowa Kujawskiego kontrolować sporządzanie dokumentów. Wydałem polecenie, by oni, jako bardziej doświadczeni, współpracowali z miejscowymi policjantami i pomogli im rozwiązać problem.

W miejskich komendach też zmienia się struktura. Oficerowie przechodzą do komisariatów i nie są z tego zadowoleni...

Na tej operacji nikt nie straci. Policjant, który przechodzi z komendy miejskiej do komisariatu, nie traci pieniędzy, grupy zaszeregowania, dodatku. Większa liczba etatów podnosi też rangę komisariatu, zyskuje on wyższą kategorię, a od niej zależy wyższe zaszeregowanie policjantów i możliwość awansu w tej jednostce. To zatrzyma dobrych i ambitnych policjantów, którzy uciekali z komisariatów do komendy miejskiej lub wojewódzkiej.

A jaki sens ma budowanie silnych komisariatów kosztem wiejskich posterunków? Pomysł stworzenia dużego komisariatu w Chełmży, który ma zastąpić posterunki w Łysomicach i Złej Wsi Wielkiej nie wszystkich zachwyca.

Chcę zaznaczyć, że ja nie steruję policją ręcznie i to pytanie należy skierować do komendanta w Toruniu. Ja tylko zalecam komendantom, by przyjrzeli się strukturom terenowych jednostek i zaczęli ograniczać liczbę stanowisk kierowniczych. Mnie zależy na tym, żeby np. w Złej Wsi Wielkiej był całodobowy patrol, a nie siedzący za biurkiem dyżurny, który tylko będzie przekaźnikiem - obywatel coś zgłosi, a on zadzwoni do Torunia i poprosi: „Przyjedźcie, załatwcie”. Czy to ma sens?

Zmiana funkcjonowania patroli to jeden z priorytetów Pańskiej strategii?

Istotnie. Do tej pory było tak, że policjanci z „patrolówki” podlegali naczelnikowi z komendy miejskiej, a nie komendantowi komisariatu, na terenie którego działali. To rozmywało odpowiedzialność i teraz się zmieni. Każdy komisariat będzie miał teraz własne służby kryminalne i patrolowe, a to oznacza, że pełna odpowiedzialność za ich działanie spocznie na jego komendancie. Zależy mi też, by policjant pracował jak najbliżej miejsca zamieszkania i nie był narażony na komunikacyjne problemy. Taka sytuacja była w Toruniu, gdzie wydział patrolowy był na Podgórzu, czyli po drugiej stronie Wisły, i policjanci tracili godziny na zakorkowanym moście.

Ze swoim stanowiskiem żegna się komendant włocławskiej policji. Nie dostosował się do zmian?

To nie tak. Ocenę wszystkich komendantów otrzymałem od mojego poprzednika. Włocławek wypadł najgorzej. Straszny przerost administracji, dublowane etaty. We włocławskiej komendzie pracowało aż 20 dyżurnych, po 5 na jednej zmianie. To ewenement na skalę kraju, zważywszy, że mieli mniej spraw niż w bydgoskim komisariacie Śródmieście, gdzie na dyżurce pracuje jeden policjant i jeden cywil. I co tu się dziwić, że przestępczość we Włocławku rośnie i brakuje policjantów na ulicy, bo zbyt wielu siedzi za biurkiem.

Wprowadza Pan nowy system zachęt do pracy. Mają być bonusy za mniejszy wskaźnik przestępczości i większą ich wykrywalność. Policjanci sugerują, że może dojść do zakłamywania statystyki.

Już teraz wydział kontroli dostał polecenie sprawdzenia statystyki we wszystkich powiatach. Jeśli gdzieś przestępczość rośnie przez kolejne lata o 70-80 proc., to czas powiedzieć: „Stop”, coś tam nie gra! Może jest tam zła organizacja lub struktura policji, a może nikt nikogo za nic nie rozlicza. Ja proponuję policjantom przejrzysty system motywacyjny. I nie mówię tu o funduszu nagród, którym dysponują komendanci, lecz o dodatkowym bonusie - pieniądzach, które wygospodarowuję w komendzie wojewódzkiej. Są one nagrodą za bardzo dobre wyniki. W tym roku takie bonusy dostało ode mnie 150 policjantów. I nie są to kadry kierownicze, lecz ludzie pracujący na ulicy. Nagradzani za złapanie przestępcy dostają od 1000 do 1500 zł. Ja to nazywam uczciwym dorabianiem do pensji. Znam szeregowego policjanta, który w jednym miesiącu dostał bonusy wartości 3 tys. zł. To więcej niż jego pensja.

W bogatym życiorysie ma Pan staż posterunkowy w Nicei. Coś udało się podpatrzyć i przenieść na nasz grunt?

Tam jest mniejsza biurokracja. Nie powiela się przesłuchań i nie powtarza procedur, jeśli efektem ma być tylko kolejny papier. Ja też próbuję ograniczać sprawozdania. O wszystkim, co robimy, winien decydować zdrowy rozsądek. Jeśli dane są w systemach informatycznych, to po co je powtarzać na papierze? Sprawozdania tworzone tylko po to, by wpisać je do skoroszytu - wycinam. Wprowadzam też zasadę, by dokumenty nie krążyły od wydziału do wydziału, a asekurancka postawa polegająca na przekonaniu: mam coś na papierze, więc uwolnię się od odpowiedzialności - bardzo mi się nie podoba.

W Elblągu miał Pan przydomek: „Komendant ISO”

Elbląg był pierwszą jednostką w kraju z tym certyfikatem, ale zapewniam, że nie chodziło mi o papier. Dążyłem do uproszczenia procedur i stworzenia przyjaznej dla obywatela komendy.

To się udało, bo wyrósł Pan na lidera wśród realizatorów programu „Bezpieczna Polska”, a wśród 4 oficerów policji nominowanych do stopnia generała tylko Pańska kandydatura nie budziła zastrzeżeń ówczesnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W Gdańsku potrafił pan rozwiązać wydział drogowy, bo było w nim 19 łapówkarzy i stworzyć nowy od podstaw. W Prabutach skończył Pan z „policyjną bandą”, która krnąbrnych petentów wywoziła do lasu. Za to Pana chwalą, ale ganią za apodyktyczność.

Policja to nie jest kółko różańcowe i trzeba być stanowczym w podejmowaniu decyzji. Ze złej potrafię się wycofać. Chcę, by ludzie przychodzili do mnie i mówili mi szczerą prawdę. Mam awersję do klakierów. To są moi najwięksi wrogowie, bo pozwalają uwierzyć w nieomylność.

Teczka osobowa

Krzysztof Starańczak

  • Nadinspektor Krzysztof Starańczak kierował komendami w Elblągu, Olsztynie i Gdańsku, był też dyrektorem biura strategii w KGP. Kujawsko-pomorską policją kieruje od 1 października.
  • Jest żonaty, ma dwie córki w wieku 13 i 15 lat. Jego rodzina mieszka na obrzeżach Elbląga.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie