Powrót rekina

Jarosław Reszka
Jarosław Reszka
Na filmy Olivera Stone’a zawsze czekało się z podnieceniem, a adrenalina skacze jeszcze wyżej, gdy wiemy, że reżyser szykuje kontynuację jednego ze swoich najważniejszych dzieł: „Wall Street”. Kolejnym smaczkiem jest to, że w roli Gordona Gekko, giełdowego rekina ludojada, ponownie wystąpił Michael Douglas, o którym głośno było ostatnio głównie z powodu udanej, jak ostatnio oświadczył, walki z nowotworem.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.express.bydgoski.pl/img/glowki/reszka_jaroslaw.jpg" >Na filmy Olivera Stone’a zawsze czekało się z podnieceniem, a adrenalina skacze jeszcze wyżej, gdy wiemy, że reżyser szykuje kontynuację jednego ze swoich najważniejszych dzieł: „Wall Street”. Kolejnym smaczkiem jest to, że w roli Gordona Gekko, giełdowego rekina ludojada, ponownie wystąpił Michael Douglas, o którym głośno było ostatnio głównie z powodu udanej, jak ostatnio oświadczył, walki z nowotworem.

Premierowy balon został więc bardzo mocno nadmuchany. Nie pękł jednak ani też nie poleciał pod niebiosa. „Wall Street. Pieniądz nie śpi” ogląda się z zainteresowaniem, ale i z lekkim rozczarowaniem. Zwłaszcza wątki prywatne, osobiste, które połączyły bohaterów, ocierają się o disneyowską, familijną baśń.

Gekko wychodzi z więzienia po ośmioletniej odsiadce za finansowe przestępstwa i nikt na niego nie czeka. Za chwilę jednak dowiadujemy się, że Winnie, córka Gekko, ma narzeczonego, który jest wschodzącą gwiazdą w światku Wall Street, w czym przypomina trochę Buda Foxa, młodego gracza, wykiwanego przez Gekko w opowieści z 1987 roku. Mamy zatem toksyczny trójkąt: córkę, która nienawidzi zwolnionego z więzienia ojca, chłopca, którego ta córka kocha, a który kocha pieniądze i ich legendy, takie jak Gekko. No i mamy samego Gekko, który nie ma ani pieniędzy, ani miłości córki, lecz ma głowę nie od parady i świetnie potrafi manipulować ludźmi.

<!** reklama>Można by z takiego węzła dramaturgicznego zrobić psychologiczną perełkę, ale Stone szansy nie wykorzystał. Widać, że traktuje ten wątek jako ludzkie tło dla ukazania spraw, jego zdaniem, znacznie ważniejszych: przyczyn kryzysu, w którym Ameryka, a potem cały świat pogrążyły się w 2008 roku. Ta część filmu to w znaczniej mierze historia z kluczem. Pod fikcyjnymi nazwiskami prezesów wielkich instytucji finansowych i pod fikcyjnymi nazwami banków łatwo można odkryć nawiązanie do rzeczywistych zdarzeń, o których huczało zwłaszcza w ukierunkowanych na ekonomię mediach. Mamy więc szacowne firmy nieuchronnie zmierzające ku plajcie za sprawą tzw. derywatów i innych oszukańczych instrumentów finansowych i mamy wymuszoną na parlamencie i rządzie interwencję państwa na rynku finansowym, dzięki której potężne pijawki przetrwały niemal w komplecie, nie zaciskając pasa ani o jedną dziurkę. Wychudzony i podniszczony na twarzy Michael Douglas mimo wszystko udźwignął rolę i słusznie był za nią nominowany do nagrody Złotego Globu. Reszta ekipy nie dotrzymała mu kroku, zwłaszcza cukierkowy Shia LeBeouf, 24-letnia nadzieja Hollywoodu (pierwszy raz błysnął na dużym ekranie w prymitywnej komedii „Głupi i głupszy 2”). Nadzieja to chyba na wyrost.

Nasza ocena: 2/3

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie