Premiera HBO GO: “Oko bez twarzy” – czyli wszystko ładnie się zapowiada, ale niestety krótko

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Ludzie żyjący życiem innych ludzi trafiają się często. Zawsze się trafiali, ale ostatnimi czasy mam wrażenie nieodparte, że jest ich jakby więcej. Nie dziwota, w końcu dziś nowoczesna technologia umożliwia śledzenie problemów i radości bliźnich znacznie skrupulatniej niż kiedyś, co emocje zapewnia do życia konieczne. A emocje te niezbędne są do pokrycia deficytów własnych. Bohater “Oka bez twarzy”, dniami i nocami przykuty do komputera, tak właściwie złożony jest z samych deficytów, traum i zaszłości, w pasji śledzenia bliźnich nie ma więc sobie równych.

Ładnie się to wszystko zapowiada? Ładnie, ale niestety krótko. Bo sporo można by z tego wycinąć, zresztą kino robi to od lat, a nawet od dekad - choć zamiast kompa było to zwykle okno na podwórze albo okno pociągu. I nawet na początku jako wieczny naiwniak miałem jeszcze nadzieję, że będzie nieźle, ale potem nadzieja słabła z każdym kadrem. “Oko bez twarzy” to, szczerze mówiąc, jedna z najsłabszych premier HBO GO, jakie pojawiły się w ostatnich miesiącach. Cóż, jak wieść gminna niesie, wpadki repertuarowe zdarzają się częściej na Netfliksie czy Playerze, ale w HBO Go to co, jak co, ale o jakość dbają. Podobno. I proszę, znowu wyszło na to, że nie ma co wierzyć gminnym bajaniom.

Tak więc oglądamy opowieść o pewnym młodzianku, cierpiącym na różne psychiczne dolegliwości. Chłopak ma jednak talent do hakerstwa, dzięki czemu włamuje się do komputerów sąsiadów i przejmuje ich kamerki. Spotykamy go w okresie, kiedy permanentnie śledzi życie kilku pań, samotnie mieszkających w pobliżu. Jest wrażliwa utrzymanka pewnego typka, jest lesbijka, jest panna zarabiająca ciałem przed ową kamerą i jest cudna brunetka, która ma wielu sympatycznych partnerów. Tyle, że ci partnerzy jakoś tajemniczo znikają. Nasz heros – razem z lokatorem, który u niego pomieszkuje – zaczynają dociekać, co jest grane.

“Oko bez twarzy” to opowieść bardzo kameralna, na parę pomieszczeń i parę osób. Żeby było jasne, nic nie mam przeciwko kameralności - kilka minimalistycznych filmów zmajstrowano tak, że dech odbierały - ale tym razem mamy jednak raczej wrażenie realizacji “po taniości”. Co mi najbardziej przeszkadza w tym filmie? Permanentne rozczarowanie. Przede wszystkim szybko całość staje się tak przewidywalna, że zęby bolą, po pół godzinie wiemy dobrze, kto i jak skończy i dlaczego tak marnie. Do tego nabieramy smutnego wrażenia, że twórcy “Oka” za długo oglądali klasyczne thrillery – od “Okna na na podwórze” po “Psychozę” – i nie potrafią wywalić sobie z głów pewnych klisz... Zacząłem się nawet w pewnym momencie niepokojąco łapać na tym, czy to aby nie jakaś wysublimowana parodia dzieł z epoki pana Hitchcocka, doprawiona komputerami, ale chyba jednak niekoniecznie.

Przez momencik, kiedy tak bawimy się z naszym bohaterem w oglądacza bliźnich, jest w tym filmie ciekawsza reflekcja o współczesności. Czyli o świecie, w którym wszyscy wykorzystują wszystkich na potęgę. Bo kiedy tak obserwujemy obserwowanych i obserwatorów, to widzimy, że każdy korzysta tu z innych na całego, ale i oni korzystają z niego... Niestety, szkoda, że ten momencik trwa tak krótko.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie